środa, 29 sierpnia 2012

Paczka z Yves Rocher + prezent

Dziś przyszła do mnie paczka z oferty wysyłkowej Yves Rocher dla członkiń klubu Orchidee. Co roku, Yves Rocher rozsyła swoim najlojalniejszym (czyt. najbardziej uzależnionym) klientkom kartę przynależności do klubu i atrakcyjną (mniej lub bardziej) ofertę. 



Tym razem propozycja marki bardzo mi się spodobała. Do zakupu powyżej 49 zł otrzymać można było 50 ml wody perfumowanej So Elixir. Owszem, mam ponad 3/4 flakonika o pojemności 30 ml, ale trudno było mi się nie skusić. I zapasy rosną..

Bardzo lubię zapachy Yves Rocher, wiele z nich nie ustępuje jakością górnopółkowcom. Są może trochę wtórne, na przykład wyżej wspomniana So Elixir do złudzenia przypomina w swojej początkowej fazie Flowerbomb. Ich twórcami często są najlepsi mistrzowie perfumiarstwa (np. Jacques Cavallier), a one same potrafią się długo utrzymywać (oczywiście nie wszystkie, niektóre są b. ulotne) i nie kosztują wiele. Przetestowałam do tej pory wiele z nich. Lubię większość zapachów z kolekcji Secrets d'Essences, przede wszyskim Tendre Jasmin EDP, ale także Vanille Noire EDP, Rose Absolue EDP, Voile d'Ambre EDP. Nie polubiłam się chyba jedynie z zapachem Iris Noir. Cenię również sobie So Elixir, zarówno EDP, jak i EDT. Moment de Bonheur EDP będę chętnie stosować od czasu do czasu. Naturelle to nie mój zapach,  jest łudząco podobny do D&G Light Blue, a ja za cytruskowo - nijaką zawartością słynnego flakonika z błękitną zatyczką nie przepadam. Lubię od czasu czasu użyć(przepraszam za ten tworek, ale nie mogłam się powstrzymać) yvesrocherowych jednonutowców. Wody kolońskie cedr i werbena to moi nieskomplikowani ulubieńcy. Zimą dobrze sprawdza się słynna woda kokosowa Noix de Coco EDT. Polecam przejść się do YR i potestować trochę, bo ich zapachy, jak na tę półkę, są naprawdę udane.



Kupiłam produkty praktyczne: 2 zmywacze, żel pod prysznic o nucie zapachowej Comme une Evidence dla mojego ukochanego, krem do rąk, balsam do ust. Za wszystko zapłaciłam 56,90, koszty wysyłki wyniosły 9,95. Wodę dostałam gratis. Wkleję Wam niżej fakturę z cenami wszystkich kosmetyków, przed i po rabacie. Ceny wody przed rabatem nie ma na fakturze, ale wynosi ona 175 zł. Zakupy uważam za udane.



A teraz pochwalę Wam się prezentem jaki otrzymałam od narzeczonego. Jest to moja ulubiona woda perfumowana Code Giorgio Armani  EDP, jego zresztą też. (Z wszystkich moich zapachów lubi i chwali tylko tę i Tendre Jasmin od Yves Rocher.) Sama sobie ten prezent wybrałam, byłam zresztą przy zakupie, żeby nabito mi dodatkowe punkty na karcie Super-Pharm. Mam jeszcze trochę na dnie 30 ml flakonika. Nowa buteleczka ma pojemność 50 ml. Cieszę się, bo starczy mi na trochę dłużej, szybkimi krokami zbliża się jesień i zima, czyli czas, gdy używam ich najczęściej.

Nowa woda 50 ml (w kartoniku) i prawie wykończona buteleczka 30 ml

Flakonik, jak widzicie, jest śliczny. Ten o większej pojemności jest bardziej smukły i wygląda, moim zdaniem, jeszcze lepiej. Zapach jest pełen słodyczy, ale nie jest typowym ulepkiem owoców i wanilii. W tym przypadku główną rolę grają jednak piękne białe kwiaty - jaśmin i kwiat pomarańczy -  na ciepłej drzewno-miodowej rozgrzewającej bazie. Kwiat pomarańczy sprawia, że daje się wyczuć delikatną goryczkę (cierpkość?), która sprawia, że zapach nie jest mdły i nie mamy poczucia, że toniemy w morzu słodyczy. Jest przepiękny, zachęcam do testów w perfumerii, ponieważ jest to zapach, w którym można się zakochać. Cieszę się, że ładnie się układa na mojej skórze, gdyby było inaczej, byłabym niepocieszona. Trwałość jest lepiej niż zadowalająca. Czasem, gdy używam go wieczorem, rano, po imprezie, czuję go jeszcze we włosach. Jest to mój zapach jesienno-zimowy, sporadycznie stosuję go jednak w ciągu dnia, zazwyczaj rezerwuję go sobie na wieczór. Jedyną wadą jest cena, jak sami widzicie na załączonym obrazku. Moim zdaniem jednak, od czasu do czasu, dla takiego zapachu, można się trochę szarpnąć.

Kończę już ten i tak przydługi post. 
Buziaki dla Was,
Fifruwajka

piątek, 24 sierpnia 2012

Sierpniowe denko

Przychodzę dzisiaj ze sporą ilością wykończonych buteleczek. Raduje się me serce na ten widok, ponieważ zużywanie przychodzi mi znacznie trudniej niż kupowanie. Większość produktów, które dziś przedstawię, mogę Wam polecić. Podzieliłam je na grupy zgodnie z ich przeznaczeniem, zacznę od kategorii mycie ciała.

Od lewej:  dwa kosmetyki z kolekcji Milk&Honey Gold Oriflame wygładzający scrub cukrowy i nawilżający krem pod prysznic, żel pod prysznic Nivea Powerfruit Relax , olejek pod prysznic Tradition de Hammam Yves Rocher
Większość powyższych kosmetyków to produkty do mycia ciała. Moje wymagania wobec nich nie są wygórowane - mają skutecznie oczyszczać ciało, nie wysuszając przy tym skóry, mile widziany jest piękny zapach.
Zapaszek linii Milk&Honey jest przecudowny - ciepły, kojący, ale w żadnym razie męczący czy duszny. Kiedyś używałam tego żelu (czy jak napisał producent - kremu) cały czas, jednak w dłuższej perspektywie staje się nudny, dlatego teraz stosuję go naprzemiennie z innymi kosmetykami do mycia, dzięki czemu jest moim najskuteczniejszym "umilaczem" czynności mycia.

W podobnym tonie mogłabym się wypowiedzieć o olejku pod prysznic Yves Rocher. Jest fajny, naprawdę fajny, lecz tylko od czasu do czasu. Super łagodny dla skóry, pięknie pachnący, ale... czy ktoś upadł na głowę? Jego cena regularna jest niepoważna! Kupuję go sporadycznie, z naprawdę dużą zniżką, ale oburza mnie, jeśli ktoś każe sobie za zwykłe myjadełko zapłacić 32 zł. Pozostaje mi tylko przewrócić oczami i zrobić wymowną minę. Wy, niestety (lub wręcz przeciwnie - na szczęście), nie możecie tego zobaczyć.

Scrub, czyli kolejny kosmetyk M&H jest również godny polecenia, cenię sobie  nie tylko jego prześliczny zapach, ale również właściwości ścierne. Zatopione w gęstym żelu drobinki, choć niewielkich rozmiarów, są dość ostre, dzięki czemu można uzyskać naprawdę solidne złuszczenie skóry. Super!

Najmniej polubiłam ten z Nivei, niby sympatyczny, gęsty, ładnie pachnący żel po jakimś czasie zrobił się zużywanym z przymusu syntetycznym smrodkiem. Im dłużej go używałam, tym bardziej drażniła mnie wyczuwalna w nim jakaś chemiczna nuta. Z tej grupy nie powtórzę zakupu jedynie tego żelu.

Od lewej: balsam do ciała z olejkiem arganowym i kwiatem pomarańczy Tradition de Hammam Yves Rocher, blasam do ciała Culture Bio Yves Rocher, serum antycellulitowe intensywnie wyszczuplające Slim Expert Carla Norri, dezodorant do ciała Nivea Invisible Black&White

Teraz kilka słów o kosmetykach do pielęgnacji ciała. 

Zacznijmy od miniaturek balsamów Yves Rocher: Tradition de Hammam z kwiatem pomarańczy i olejkiem arganowym, oraz organicznego z linii Culture Bio. Obie miały pojemność "podróżną", czyli 30 ml. W sam raz, by móc mieć już jakieś zdanie na ich temat i uniknąć chybionego zakupu. Gdybym rzeczywiście zdecydowała się w sklepie na pełnowymiarowe opakowania, moje cierpienie byłoby nieporównywalnie większe, ponieważ oba te kosmetyki są (1) bajońsko drogie i (2) śmierdzą. Właściwości pielęgnujące uważam za niezłe, ale co z tego, skoro używałam ich pod przymusem, byle tylko zużyć.

Serum Antycellulitowe Carla Norri to tak naprawdę przepakowany w inne opakowanie znany wszystkim kosmetyk Eveline - serum intensywnie wyszczuplające + ujędrniające Slim Extreme 3D Spa. Brzydka tuba z logo Carla Norri pewnie by mnie odstraszyła, gdyby nie to, że dowiedziałam się wcześniej o tym fakcie. Kosmetyk kosztował mnie w Biedronce niecałe 10 zł. Serum to jest naprawdę godne polecenia, oczywiście, w starciu z cellulitem czy utratą jędrności samo jest bezbronne, ale jako wspomagacz regularnych ćwiczeń daje radę. Jest tanie, ładnie wygładza i lekko napina skórę, odczuwalnie nawilża. Ja nie oczekuję od tego typu kosmetyku nic więcej.

Co do dezodorantu z Nivei, jest średnio. Zgodnie z deklaracjami producenta, nie zostawia śladów na ubraniach. Ale: nie lubię jego zapachu, zawsze gdy go rozpylam, podrażnia mi górne drogi oddechowe, co nie jest odczuciem przyjemnym, chroni tak sobie. Zakupu nie powtórzę, o nie!

Od lewej: Delia Bio krem na dzień, Bielenda Awokado Oczy Wrażliwe dwufazowy płyn do demakijażu oczu, Bielenda Kasztan hipoalergiczna kojąca emulsja do mycia twarzy, Oriflame Pure Nature maska nawilżająca z białą herbatą, Oriflame Pure Nature maska oczyszczająca z łopianem, z przodu: Pollena-Eva Eva Natura Zioła Polskie krem pod oczyi na powieki z ekstraktem ziela świetlika

Kremik z Delii stosowałam na szyję. Był w porządku, nawilżał, nie zapychał, nie kleił się. Fajny skład i niska cena.

Płyny dwufazowe Bielendy lubię bardzo. Widoczny na zdjęciu wariant Awokado do oczu wrażliwych również. Robi wszystko to, co powiniem i nie podrażnia. Dodatkowym atutem jest niewygórowana cena.

O emulsji Kasztan Bielenda pisałam tu.

W kwestii maseczek z Oriflame powiem tak: na dwoje babka wróżyła. Oczyszczająca z łopianem (różowa) jest super, kupię ją z pewnością nie raz. Poprawia stan skóry, korzystnie wpływa na cerę łojotokową, ale absolutnie jej nie przesusza. Pachnie bardzo przyjemnie, łatwo się ją nakłada i zmywa. Całkowitym jej przeciwieństwem jest nawilżająca maseczka z białą herbatą (zielona). Konsystencja gluta, zerowe działanie, mam wrażenie, że zalepia twarz, zmywanie jest nieprzyjemne, bo glut zaczyna się rozrzedzać, ale powstająca lepka ciapa wcale nie zamierza zniknąć z twarzy.

Kremik pod oczy z Evy-Polleny jest w porządku. Bardzo tani (kilka złotych), delikatnie nawilżający, łagodny dla oczu. Zastrzeżenie mam jedynie do zbyt mocnego, moim zdaniem, zapachu. Jednak opakowanie o pojemności 25 ml sprawiło, że z każdym dniem lubiłam go coraz mniej. Pół roku. Tyle zajęło mi wykorzystanie tej ilości kremu. Neverending story. Miałam go już serdecznie dość.

Od lewej: Alterra mydełko z lawendą, Yves Rocher Plaisirs Nature mydło o zapachu malin

Na koniec zostawiłam sobie mydełka. Zawsze muszę mieć w łazience mydło w płynie z dozownikiem i klasyczną kostkę. Z powodu dziwnej alergii (?) na dłoniach, postawiłam na produkty możliwie jak najbardziej delikatne i bazujące na naturalnych składnikach.

Moimi faworytami są mydełka Yves Rocher z linii Plaisirs Nature. Miałam już jeżynę, kokos i malinę (opakowanie na zdjęciu). Wszystkie zapachy są bardzo ładne (zwłaszcza kokos), a mydełka łagodne i nawet przy częstym używaniu nie przesuszają rąk. Jedyną ich wadą jest cena (7,99), która jest mocno przesadzona, dlatego używam ich zamiennie z innym, tańszym mydełkiem.

Niezłą, tańszą alternatywą są mydła Alterry. Cena 2,50 za sztukę jest zdecydowanie bardziej przystępna. Jakość porównywalna z tymi z YR, ale Alterra przegrywa z kretesem w konkurencji 'zapach'. Nie powiem, że są złe, ale we wszystkich przebija się nuta zwykłego taniego mydła, co nie ma miejsca w przypadku mydełek YR.

Buziaki,
Fifruwajka

środa, 22 sierpnia 2012

Usta w kolorze

Właściwe wybrany odcień czerwonej szminki jak żaden inny dodaje urody, ożywia cerę i podkreśla usta. Wspaniale wydobywa też szary i błękitny kolor oczu. Lubuję się w wyrazistych pomadkach, ale...  Często zraża mnie to, że aby wyglądały perfekcyjnie, aplikacja koloru musi nam zająć trochę czasu. Zazwyczaj leń we mnie wygrywa i używam albo bezpieczniejszej, neutralnej pomadki albo nie maluję ust wcale. Kiedy jednak decyduję się na klasyczną czerwień albo bezpieczniejszy wariant mocnych ust (koralowa czerwień, z domieszką różu i pomarańczu czy oranżowa pomadka), staram się aby kolor na ustach wyglądał perfekcyjnie.

Od lewej: Yves Rocher 42, Eveline 625, Hean 308, Oriflame Coral Wave i Daring Red

Oto moje intensywne szminki. Większość z nich jest pewnym wariantem czerwieni. Najbardziej klasyczne są dwie - Oriflame Wonder Color w odcieniu Daring Red, oraz Hean Vitamin Cocktail nr 308 Carmine. Oriflame WC Coral Wave, jak sama nazwa głosi, jest odcieniem koralowym - jasną czerwienią, jakby mieszaniną różu i oranżu. Eveline Colour Celebrities nr 625 i Yves Rocher Couleurs Nature  nr 42 Orange Capucine to już prawie czyste pomarańcze. 
 
Swatche wyszły trochę zbyt różowe.

Yves Rocher 42, Eveline 625, Hean 308, Oriflame: Coral Wave i Daring Red

Jako, że nie jestem usatysfakcjonowana moimi zdjęciami, wrzucę Wam jeszcze, dla porównania, to, jak prezentują się w oficjalnych materiałach reklamowych producentów, które udało mi się wyszukać.

pomadki Oriflame: pierwszy "ptaszek" to Coral Wave, drugi - Daring Red



Yves Rocher 42 Orange Capucine
 
Jeśli chodzi o jakość wyżej zaprezentowanych pomadek, jest ok, ale bez szału. W przypadku jasnej szminki to, że nierównomiernie "się zjada" czy szybko traci pigment, nie stanowi problemu. Gdy jednak dzieje się tak z czerwoną pomadką, wygląda to bardzo nieatrakcyjnie.  Te, które pokazałam wyżej, nie są jednak złe. Pomadki z Oriflame pięknie wyglądają na ustach, ale są niezbyt trwałe i często trzeba dokonywać poprawek, Eveline niby w porządku, ale okrutnie śmierdzi,Yves Rocher ma nieładny moim zdaniem połysk i też krótko się utrzymuje, ale dzięki temu, że jest najbardziej transparentna, nie wygląda to tak źle. Faworytem jest szminka Hean. Ładnie się trzyma, dobrze wygląda na ustach, pachnie niestety nieciekawie.
Na pewno zainwestuję z czasem w lepszej jakości szminkę w tym kolorze, jednak muszę być pewna co do odcienia. Prawdopodobnie postawię na Rouge Dior, ponieważ mam już jedną pomadkę z tej kolekcji - 365 Rose Songe. Szminka jakościowo jest genialna, nie czuć jej na ustach, jest trwała, nie wchodzi w załamania skóry ust, nie podkreśla suchych skórek.  Póki co, testuję różne wariaty czerwieni na tańszych pomadkach.Tak wygląda posiadany przeze mnie odcień, swoją drogą naprawdę ładny, czysty róż, polecam blondynkom i szatynkom o jasnej cerze:

Rouge Dior 365 Rose Songe

A tak ten, który wpadł mi w oko, odcień Ara:


A Wy, próbowałyście już czerwieni na ustach, czy lubujecie się w neutralnych beżach i jasnych różach?
Buziaki, Fifruwajka

sobota, 18 sierpnia 2012

Spontaniczne zakupy!

Będąc w Rossmannie zawsze zerkam na zielone etykiety z napisem 'Cena na do widzenia'. Są to produkty pełnowartościowe, najczęściej z długą datą ważności, które sklep usuwa ze swego asortymentu.

Dermika AquaOptima krem nawilżający pod oczy, Elite Professional temperówka


Tym razem moją uwagę przykuły dwie rzeczy: temperówka Elite i krem pod oczy Dermiki. Moja stara temperówka z Essence już dawno prosiła się o wyrzucenie, choć ostrza działały wciąż bez zarzutu, to cienki plastik zdążył się połamać w kilku miejscach. Ta z Elite jest estetyczna, ma dwa otwory dostosowane do temperowania trzech grubości kredek (ma dodatkową zatyczkę, którą tworzy trzecią wielkość otworu). Kosztowała chyba 5,99, także cena jak najbardziej w porządku. Nic lepszego bym raczej w tej cenie nie kupiła.

Krem Dermiki kupiłam za niecałe 17 złotych, jego cena wyjściowa przekraczała 30 zł. Mam dobrą opinię na temat marki. Choć nie czytałam o nim wcześniej żadnych opinii, postanowiłam zaryzykować. Wkrótce kończy mi się krem pod oczy Pollena, także pierwsze testy już niedługo.

Peeling do ciała wygładzający o zapachu bzu Joanna, Masło do ciała Kasztan Bielenda, cienie High Definition Hean

Niedawno skończył mi się dotychczasowy scrub (będzie w najbliższym projekcie denko), dlatego potrzebowałam jakiegoś złuszczacza. Wybór padł na peeling Joanny, ponieważ produkty z serii bzowej mają naprawdę udany, wiernie oddany zapach świeżej gałązki bzu. Zapłaciłam 14 zł.

Postanowiłam także zadbać o moje nóżki, a ponieważ jestem pod wrażeniem kremowej emulsji myjącej Bielenda Kasztan, zdecydowałam się na kolejny kosmetyk z tej linii produktów - masło do ciała Poużywamy, zobaczymy. I na pewno napiszemy! W osiedlowej drogerii kosztowało mnie 14,5 zł.

Cienie do powiek oddam mamie. Kupiłam je z myślą o sobie, ale mój ukochany widząc je, potępiającym tonem wygłosił, że 'takiego czegoś to masz dużo". Nie mogłam się nie zgodzić. Cieni mam rzeczywiście sporo, a  nie zużywają się przecież szybko. Mimo naprędce podjętej decyzji, że dostaną się mamusi, nie mogłam sobie odmówić testowego makijażu z nimi w roli głównej. I muszę powiedzieć, że są bardzo dobre. Mocno napigmentowane, dobrze się rozcierają, ładne harmonijnie dopasowane kolory, sporo matów. Kosztowały 18 zł. Na pewno kupię sobie pojedynczą czerń od Hean, bo widziałam w sklepie i testowałam na ręce. Jest to hebanowa czerń, żadna tam ciemna szarość ani inny grafit. 

Już wkrótce post z cyklu denek. Dużo kosmetyków udało mi się ostatnio wykończyć, także z tej okazji pojawi się sporo mini-recenzji. Zapraszam!
Buziaki,
Fifruwajka

piątek, 17 sierpnia 2012

Dla naczynkowców - Bielenda Kasztan Hipoalergiczna Kojąca Emulsja do Mycia Twarzy

Pokażę Wam dzisiaj jeden z moich ulubionych kosmetyków.


Producent przedstawia go następująco:

Hipoalergiczna emulsja o kremowej konsystencji i bardzo skutecznym działaniu to łagodny kosmetyk o niskiej zawartości substancji pieniących do mycia cienkiej, delikatnej i wrażliwej cery naczynkowej.
BEZ ALERGENÓW, SZTUCZNYCH BARWNIKÓW i DETERGENTÓW.
Oczyszcza i odświeża skórę, usuwa makijaż i inne zabrudzenia. Dzięki zawartości KASZTANOWCA i RUTYNY redukuje stopień zaczerwienienia skóry, wzmacnia kruche naczynia krwionośne już w fazie oczyszczania, koi, łagodzi podrażnienia, nawilża i wzmacnia naskórek.
Idealnie czysta i zdrowa skóra, naczynia krwionośne wzmocnione i odporne na pękanie, „pajączki”, zaczerwienienia i podrażnienia zredukowane.

Zużyłam już prawie jedno opakowanie. Produktu zostało mi może na dzień - dwa. Jak widzicie na zdjęciu, zdążyłam już kupić kolejne, bo ta emulsja bardzo przypadła mi do gustu i nie zamierzam stosować nic innego.

Dlaczego tak wysoko cenię sobie ten kosmetyk? 
Przede wszystkim jest to jego łagodność. 
Moja cera jest naprawdę wymagająca. Choć nie posiadam pękających naczynek jako takich, to mam dużą skłonność do rumienia. Nagłe zaczerwienienie twarzy i uczucie rozpierającego ciepła staram się za pomocą kosmetyków złagodzić, nie zaś zaognić. Ponadto, ważne jest dla mnie, aby wzmacniać delikatne naczynia krwionośne i nie dopuścić do ich pękania. Lubiłam zawsze mocno oczyszczające produkty do demakijażu i oczyszczania z wodą, najlepiej takie, które za jednym zamachem usuwają makijaż i zanieczyszczenia i z twarzy, i z oczu. Zauważyłam jednak, że często podrażniają moją cerę. Dlatego postanowiłam postawić na delikatniejsze kosmetyki.
Oczy zmywam płynami dwufazowymi, ostatnio są to te od Bielendy. Następnie myję buzię tą emulsją, pomagając sobie gąbką Konjac. Po mocnym namoczeniu gąbka jest delikatna i nie podrażnia skóry, a zapewnia, mam wrażenie, dokładniejsze oczyszczenie. 
Taki duet jest łagodny dla skóry, a jednocześnie efektywnie działa. Po demakijażu czuję, że cera oddycha i jest gotowa na nałożenie kremu. Emulsja absolutnie nie przesusza skóry, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że delikatnie nawilża. Podoba mi się również jej delikatny zapach i mięciutka konsystencja rzadkiego mleczka do twarzy. Nie podrażnia nawet gdy dostanie się jej trochę do oka.Czasem używam jej naprawdę sporo, bo oczyszczanie jest dla mnie absolutną podstawą i najważniejszym elementem pielęgnacji cery. Dlatego emulsja jest przeciętnie wydajna, wkrótce skończy mi się pierwsze opakowanie, a stosuję ją od miesiąca. Ma przystępną cenę: 12-14 zł. Nie umiem się natomiast ustosunkować co do obietnic producenta w zakresie wzmacniania naczynek. Zawarte w produkcie składniki aktywne wprawdzie mogą mieć pozytywne działanie, ale obawiam się jedynie o to, że produkt ma zbyt krótki czas kontaktu ze skórą, żeby zdążył zadziałać.
Podsumowując, polecam wszystkim, którzy szukają łagodności w demakijażu.
Buziaki,
Fifruwajka

czwartek, 9 sierpnia 2012

Z Oriflame prosto do raju, czyli Paradise EDP

Ha! Nareszcie przyszły! Jakiś tydzień temu namówiłam narzeczonego, żeby zrobił mi prezent w postaci zestawu kosmetyków o nucie zapachowej Paradise. Znalazłam na allegro cały zestaw (woda perfumowana, dezodorant i balsam) w korzystnej cenie. Mimo, że kupiłam ostatnio sporo nowych zapachów, wiele z nich jest w użyciu, a część leży w zafoliowanych kartonikach w zapasach, to nie mogłam sobie odpuścić zakupu tych perfum. 
Pojawiły się w katalogu w marcu, od razu spodobała mi się ich reklama i design opakowań, jednak dopiero kiedy potarłam kartkę w katalogu, okazało się, że muszę je mieć. Zakup planowałam bardzo długo, już parę razy miałam złożyć na nie zamówienie u konsultantki, ale ostatecznie zmieniałam zdanie, bo nie wiadomo, jak z trwałością, bo mam tyle innych, bo najpierw muszę zużyć coś innego... Któregoś wieczoru zwierzyłam się ze swoich rozterek  narzeczonemu, a on postanowił ulżyć mi w tym cierpieniu. Znaleźliśmy na allegro korzystną ofertę i kilka dni później stałam się ich szczęśliwą posiadaczką. Za cały zestaw zapłacił ok 72 zł (wraz z przesyłką). W katalogu sama woda perfumowana kosztuje 135 zł.

Paradise Oriflame

Opis producenta:

Nadzwyczajnie urokliwy, eklektyczny zapach perfumowanej wody Paradise. Delikatna, piękna woń piwonii miesza się z akcentami jaśminu i pikantnymi tonami różowego pieprzu. Zapach ewoluuje podążając szlakiem akordów zmysłowego cedru i piżma. Zaprowadzi Cię prosto do raju. 

Moje pierwsze wrażenia:

Zapach jest rzeczywiście pieprzny, ale po pewnym czasie łagodnieje, wtedy wyczuwalne stają się  kwiaty i piżmowa baza. Bardzo zmysłowy, trzyma się blisko skóry, intymny. Jak z trwałością, dam znać wkrótce. Mam jednak poczucie, że może się utrzymywać dość długo. Postawiłabym go obok takich zapachów jak Miracle Lancome albo Ode a l'Amour od Yves Rocher (ale jest mniej słodki i owocowy, podobna jest za to pieprzność tych zapachów). Bardzo elegancki i dość uniwersalny. Myślę, że nie powinien wywołać u nikogo bólu głowy, drażnić może jedynie spora ilość pieprzu. Myślę, że będzie doskonały na ciepłe dni jesieni.

Teraz pozostaje mi już jedynie odkładać na kolejną buteleczkę Giorgio Armani Code (mam już resztki na dnie flakonika) i na wymarzony Bvlgari Jasmin Noir. Większość zapachowych zachcianek zaspokojona. Niestety, te tańsze. 

Buziaki,
Fifruwajka

środa, 8 sierpnia 2012

Zakupy - sklep firmowy Ziaji, Rossmann i stoisko Joko (znowu!)

Idąc po zakupy spożywcze, wstąpiłam do Rossmanna po Skarb, a przy okazji uzupełniłam zapas nawilżanego papieru toaletowego Alouette z rumiankiem i kupiłam mydełko Alterry. Później, wracając z BUW-u zdarzyło mi się mieć przesiadkę przy Dworcu Wileńskim. Zamiast czekać na autobus, postanowiłam zajrzeć do Sklepu Firmowego Ziaji w Pasażu Wileńskim i sprawdzić, czy mają nowości: kakaową i oliwkową linię do pielęgnacji włosów i serię kremów pielęgnacyjnych do twarzy Ziaja med z witaminą C. Wszystko już jest! Część nowości w fajnych, promocyjnych zestawach. Kupiłam maskę oliwkową do włosów i pastę do zębów z szałwią, na którą miałam ochotę od dłuższego czasu. Dziś wieczorem pierwszy test (narzeczony stwierdził, że zostanie przy Colgate, więc z czystym sumieniem otworzę nową tubkę, zazwyczaj czekam, aż dany produkt się skończy zanim otworzę jego następcę). Kupiłam również kolejny lakier z wyprzedawanej przez Joko kolekcji Hollywood. Otrzymałam gratis dwie próbki kremu Miraculum przeznaczonego dla cery wrażliwej. Pora na zdjęcia:

zakupy z Ziaji: naturalna oliwkowa maska do włosów regenerująca i pasta do zębów MintPerfekt z szałwią i fluorem

Miałam dotychczas wszystkie maseczki z linii Intensywna Pielęgnacja Włosów marki Ziaja i jak na drogeryjne maski za kilka złotych sprawowały się świetnie. Dlatego chętnie sięgnęłam po nowość o moim ulubionym ziajowym oliwkowym zapachu. Maseczka kosztowała 6,20 zł. 
Ta pasta do zębów od dłuższego czasu nie dawała mi spokoju. Znudziły mi się Bled-a-Medy i inne Colgate. Sprawdzimy, co ma do zaoferowania rodzima Ziajeczka. Koszt 75 ml pasty ok. 5 zł.

nawilżany papier toaletowy z rumiankiem Alouette Rossmann

Nie będę dłużej się zatrzymywać nad tym produktem, powiem jedynie, że kiedyś kupiłam go z ciekawości, a teraz nie wyobrażam sobie nie mieć go w toalecie. Łagodny, delikatnie perfumowany produkt, warto go mieć. Aktualnie w promocji w Rossmannie kosztuje niecałe 4 zł.

Lakier Joko Hollywood w odcieniu Red Scarlett nr J159, Alterra mydełko w kostce o zapachu lawendowym, dwie próbki kremu Miraculum  SOS cera wrażliwa
Z lakieru Joko Hollywood w odcieniu Marylin Monroe Pink jestem szalenie zadowolona, tym bardziej, że zapłaciłam za niego 5 zł. Na pokrycie paznokci kolorem wystarcza jedna (!) warstwa kosmetyku, trwałość w porządku,to wszystko, oraz szybkość i wygoda malowania skłoniły mnie do zakupu kolejnego odcienia z wycofywanej kolekcji. Tym razem jest to piękna klasyczna czerwień, dość neutralna, bez przewagi żółtych czy błękitnych tonów.  Odcień nosi nazwę Red Scarlett i w buteleczce prezentuje się bardzo ładnie. Za 5 złotych to naprawdę świetna okazja.

Do tego maleńkiego zakupu gratis dostałam próbki kremu Miraculum przeznaczonego do cery wrażliwej. Ostatnio coraz bardziej interesuje mnie ta marka. W CH Wileńska w Warszawie stoisko Joko jest połączone ze stoiskiem Miraculum. Można tam dostać również produkty marki Paloma. Podoba mi się szata graficzna tych kosmetyków i ich zapachy (pani dała mi do powąchania testery). Chyba niebawem się na coś skuszę.

W Rossmannie oprócz nawilżanego papieru toaletowego kupiłam mydełko Alterry (2,50 zł). Ostatnio na lewej dłoni pojawiły mi się drobne krosteczki w kolorze skóry i miejscowe przesuszenie. Wydaje mi się, że jest to efekt jakiejś alergii/egzema. Zauważyłam, że kiedy sięgam po bardziej naturalne mydła (Alterra, Yves Rocher) problem jest mniej nasilony, przy tych tradycyjnych (Dove, Luksja) - pogłębia się. Tym razem wybrałam wariant lawendowy. Byłam bardzo zadowolona z tego o zapachu róży, ale moja natura poszukiwacza nie pozwoliła mi drugi raz kupić tego samego kosmetyku.

Nie są to może wielkie zdobycze, kupione w chwytających za serce przecenach, ale jestem zadowolona z tych małych zakupów.
Buziaki,
Fifruwajka

niedziela, 5 sierpnia 2012

Tonik Hydra Vegetal Yves Rocher, czyli dobre uzupełnienie letniej pielęgnacji

Bohaterem dzisiejszego posta będzie tonik nawilżający z linii Hydra Vegetal marki Yves Rocher. Mam go już od miesiąca. Używam go dwa razy dziennie, czasem częściej, na przykład, gdy chcę zmyć z buzi resztkę maseczki. Wykończyłam już prawie pierwsze opakowanie. Oto, jak przedstawia ten produkt producent:

Efekt dla urody
Przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji:
1. Uzupełnia demakijaż.
2. Skóra jest nawilżona i zrewitalizowana.
3. Przywraca skórze blask.

Składnik aktywny:
Sok roślinny z klonu: zatrzymujący wodę w skórze.
Intensywnie, dogłębnie i długotrwale nawilża.

Więcej o składniku aktywnym:
Sok z klonu z Kanady (Quebec)  ma właściwości zatrzymujące wodę w skórze .

Dodatkowy składnik aktywny: woda z hamamelisu bio o właściwościach łagodzących.
Składniki pochodzenia roślinnego:  wyciąg z soku z klonu, woda z hamamelisu bio.

Zalety produktu:
Konsystencja dająca uczucie świeżości.

Stosowanie:
Rano i wieczorem, za pomocą płatka kosmetycznego, unikając okolice oczu.

Sekret dla urody:
Rano przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji, wieczorem uzupełnia demakijaż.

Rezultaty:
100%* potwierdza, że tonik natychmiast tonizuje i rewitalizuje skórę.
* Test stosowania przeprowadzony na 25 ochotniczkach.

Gest dla ochrony środowiska:
Sposób pozyskiwania soku z klonu odbywa się z poszanowaniem dla środowiska.

Zaangażowanie Kosmetyki Roślinnej:
Formuła testowana pod kontrolą dermatologiczną.

Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego.

INCI: aqua/water/eau; alcohol; propylene glycol; butylene glycol; hamamelis virginiana (with hazel) water; acer saccharum (sugar maple) extract; oleth-20; methylparaben; oleth-10; tetrasodium edta; parfum/fragrance; allantoin; sorbic acid; potassium sorbate






A teraz pora na moje odczucia po około miesięcznym stosowaniu:

Działanie: 3/5

Jest zupełnie w porządku, robi to, co ma zrobić, choć nie ma co liczyć na spektakularne efekty. Troszkę przeszkadza mi to, że nie odświeża tak bardzo jakbym tego oczekiwała. Jest w nim coś, co sprawia, że moja cera nie czuje się po nim świeżo.

Konsostencja: 5/5

Typowa dla toniku - płynna. Nie lubię tych toników w żeli, w piance, czy w czym tam jeszcze. Ten jest po prostu rzadką cieczą, tak jak powinno być.

Zapach: 4/5

Neutralny, delikatny, odpowiedni do pielęgnacji twarzy. Nie irytuje i nie męczy.

Pojemność, wydajność: 3/5

Jest w porządku. Typowa dla tego rodzaju kosmetyku pojemność i przeciętna niewyróżniająca się wydajność. Pod tym względem brak niespodzianek.

Cena: 2/5

29 zł. No tutaj przesadzili. Cena regularna jest zdecydowanie zawyżona. W YR po prostu nie opłaca się kupować nic poza promocją. 

Uwagi dodatkowe:

Zawartość alkoholu, której mocno się obawiałam z powodu skłonności mojej cery do rumienia, w żaden sposób nie podrażniła mi cery. Wygląda na to, że czymś ten alkohol zneutralizowano w skuteczny sposób. Niemniej jednak, naczynkowcom zalecałabym rozwagę.

Opinia ogólna: 2,5/5

Jednym słowem przeciętniak. W cenie promocyjnej można kupić, ale nie ma się czym, mówiąc kolokwialnie, podniecać. Raczej już nie kupię (zwłaszcza, że jeszcze jeden mam w zapasach i już mi się zdążył znudzić). Następnym razem postawię pewnie na tonik lirene z witaminą C, bo wierzę w ten składnik, a trzeba zrobić dobrze swojej skórze, wzmocnić naczynka przed zimą.

A może polecicie mi coś innego?

Buziaki,
Fifruwajka

Nowy must-have. Nowości kąpielowe Bielendy.

Kiedy weszłam dzisiaj na stronę Bielendy, zobaczyłam nie tylko nowe logo, ale i zapowiedzi nowości.
Przepadłam całkowicie i jak tylko pani prowadząca mój ulubiony pobliski sklepik z kosmetykami wróci z urlopu, zacznę ją zamęczać o zamówienie dla mnie kilku kosmetyków z tej serii.

Oto zdjęcia (wszystkie pochodzą ze strony bielenda.pl):









Link pod którym znajdziecie informacje o  tej linii produktów: http://bielenda.pl/serie/produkty-do-kapieli-i-pod-prysznic.

Moje będą na pewno  (1) AFRODYZJAK olejek do kąpieli i pod prysznic PIŻMO & JAŚMIN, (2) AFRYKA SPA Dwufazowy olejek do kąpieli i pod prysznic FIGA & DAKTYL, oraz chyba wszystkie sole do kąpieli (3) AMERYKA SPA Peruwiańska sól do kąpieli JAGODA ACAI & AWOKADO, (4) AZJA SPA Himalajska sól do kąpieli IMBIR & KARDAMON, (5) POLINEZJA SPA Hawajska sól do kąpieli ORCHIDEA & ALGI LAMINARIA.

Ostatnio mocząc się w wannie rozmyślałam nad tym, że Bielenda, którą bardzo lubię, nie ma w swojej ofercie zbyt wielu produktów kąpielowych. Mimo, że posiada duży asortyment jeśli chodzi o pielęgnację ciała (masła, mleczka), to w zasadzie nie widuję żadnych kosmetyków pod prysznic tej marki. Dobrze, że wreszcie ktoś o tym pomyślał.
Naprawdę ciepło wspominam sól z linii SPA Morska Kuracja, której zużyłam kilka butelek. Od jakiegoś czasu przestałam ją widywać i cieszę się, że znów będę miała okazję kupić jakąś sól tej marki (mam nadzieję, że wszystkie). Liczę na to, że będą równie fajne jak ta morska. Poza tym uwielbiam jaśmin, więc olejek pod prysznic AFRODYZJAK również wpadł mi w oko.

Jak już coś z tej linii dorwę, z pewnością pochwalę się na blogu.
Buźka,
Fifruwajka

sobota, 4 sierpnia 2012

Zapachy na lato

Jeżdżąc na co dzień warszawska komunikacją miejską, można naprawdę stracić przytomność z powodu najróżniejszych woni jakie roztaczają wokół siebie pasażerowie. Nie będę się rozpisywać o śmierdzielach wszelkiej maści (oj, rozpiętość gatunków smrodu jest na pewno większa niż ilość perfum dostępnych na polskim rynku). Bezdomni, chłopcy po siłowni, spoceni starsi panowie, panie w przepoconej sukience noszonej chyba przez tydzień... - nie, to nie jest scenariusz horroru, to przykre realia warszawskich autobusów. 
Jeśli komuś nie przeszkadza, że odstrasza zapachem, cóż, współtowarzyszom podróży pozostaje jedynie pozatykać nosy. Jeśli jednak ktoś dba o higienę i troszczy o swój zapach, ale robi to w sposób niewłaściwy, można coś z tym zrobić. Najczęstsze błędy to niewłaściwe dopasowanie zapachu do sytuacji/pory dnia/pory roku lub używanie perfum w nadmiernych ilościach. Do obu tych sytuacji jednak nie można ustalić zespołu reguł, które zawsze zagwarantują bezbłędny efekt, potrzeba odrobiny wyczucia. Jeśli mamy skłonność do przesady, używajmy zapachów lżejszych - o ozonowych bądź cytrusowych nutach. Na upały najlepiej wybierać zapachy tzw. zielone o roślinnych nutach zapachowych bądź delikatne cytrusy. Polecam wody kolońskie (np. Yves Rocher). Są mniej trwałe, więc nawet jeśli przesadzimy, wkrótce zapach wywietrzeje i będzie się można mniej obficie dopsikać.

Pokażę Wam moją aktualną kolekcję zapachów...


... oraz te spośród nich, które szczególnie polecam na lato:

Od lewej: ostatni rząd: wody kolońskie Werbena Yves Rocher, Cedr Yves Rocher, przedostatni rząd L'occitane Jaśmin i Zielona Herbata, So Elixir EDT Yves Rocher, Tendre Jasmin EDP Yves Rocher, rząd drugi od przodu:Ming Shu Yves Rocher, Plaisirs Nature Mango i Marakuja, Hugo Boss Orange, Naturelle Yves Rocher, DKNY Be delicious
Wszystkie spośród zapachów powyżej polecam serdecznie na lato, jednak nie wszystkie, moim zdaniem, nadają się na najwyższe temperatury. Osobiście dobieram je w zależności od tego jak ciepło jest na zewnątrz. Na chłodniejsze letnie dni albo wieczory lubię użyć Tendre Jasmin EDP bądź So Elixir EDT. Bardzo zmysłowe, kobiece, kwiatowe zapachy. W deszczowy dzień pięknie rozkwita zapach The Vert au Jasmin od L'occitane, ukazując swoje obie - kwiatową i zieloną - twarze. Letnie wieczorne wyjście wspaniale uzupełnią owocowe nuty, myślę, że fajnie się sprawdzi ostatnio kupiony przeze mnie radosny zapach z linii Plaisirs Nature - Mango i Marakuja od Yves Rocher. Na największe upały nie zniosę natomiast nic innego niż cytruskowa i orzeźwiająca woda kolońska werbena, najlepiej jeszcze wyjęta z lodówki. W dość ciepłe, ale nie te najgorętsze dni fajnie się sprawdzają Be delicious Donny Karan lub Naturelle Yves Rocher (równie dobrze może to być D&G Light Blue albo I love love Maschino) albo Hugo Boss Orange. Nie jest to moja kategoria zapachów, wiem jednak, że mają swoje zwolenniczki i całkiem nieźle radzą sobie jako zapachy na ciepłe pory roku. W letni upalny parny wieczór pięknie pachnie na rozgrzanej skórze woda kolońska Cedre Bleu z Yves Rocher.

Dajcie znać, co myślicie o moich propozycjach i jak wy znosicie upały. Buziaki,
Fifruwajka

Dla zdrowia, dla urody i dla podniebienia

Jestem zwolenniczką herbat ziołowych i zielonych. Wybieram je oczywiście ze względów zdrowotnych, ale również dla ich walorów smakowych. Zaopatruję się głównie w pobliskim sklepiku zielarskim albo w sklepach z herbatą na wagę. Dziś chciałabym pokazać Wam godne polecenia herbatki, którymi raczę się ostatnio najczęściej. Powiem też kilka słów o herbacie Bio Active Zielona + Superfruits, którą pokazałam kilka tygodni temu.

Zacznę może od obiecanej mini-recenzji. Zdjęcie i opis producenta znajdziecie na stronie tu. Herbatka była przepyszna. Wypiłam ją w ciągu tygodnia. Torebka zawierała 20 saszetek ekspresowych. Dawno nie kupowałam herbat w takiej postaci, ale po tygodniach zabaw z zaparzaczami i dzbaneczkami szybka ekspresówka była miłą odmianą. Mocno aromatyzowana, w całym domu roznosił się przepiękny delikatnie owocowy zapach. Parzona zgodnie z instrukcją nie ma posmaku goryczki charakterystycznego dla zielonych herbat. Jeśli chodzi o walory smakowe, to bardzo bardzo polecam. Rozczarowująca jest jedynie ilość superowoców, którymi na opakowaniu tak bardzo chwali się producent. 2,5% granatu i 1,5% goji to śmiesznie mało. Ostatnio widziałam w moim sklepiku zielarskim herbatę zieloną z owocami goji 10%. Była w formie sypanej w dużym opakowaniu, nie sprawdzałam gramatury, ale "na oko" byłaby kilkakrotnie tańsza od Bio-Active przy porównaniu ceny za 100 g.

A teraz inne cudowności, którymi na szczęście wciąż mogę sie raczyć. Najpierw, pozostając w temacie herbat zielonych pokażę Wam mój ostatni nabytek ze sklepu Five O'Clock, którego placówkę w CH Blue City odwiedziłam tydzień temu. od tamtej pory rozsmakowuję się w delikatnym połączeniu zielonej herbaty z żurawiną, płatkami róży i wyciągiem z granatu. Kompozycja nazywa się Japan Bancha Arigato. Za 50 g zapłaciłam ok. 13,50. Trochę dużo, ale naprawdę warto. Cudowny orzeźwiający napar zielonej herbaty z delikatnym owocowym posmakiem, cudowny egzotyczny aromat, głębia smaku. Herbatka podbiła moje podniebienie.


 Moimi ulubienicami są też dwie ziołowe herbatki tzw. funkcjonalne. Jedna ma na celu detoksykację organizmu, druga usprawnia funkcjonowanie układu krążenia, dzięki czemu wspomaga profilaktykę żylaków.  Druga - odpowiada mi trochę mniej, ale wkrótce się pewnie przyzwyczaję. 



Herbatka ekologiczna Dary Natury Oczyszczająca kosztowała mnie niecałe 5 zł za 50 g. Nieźle, zwłaszcza, że mamy gwarancję tego, że zioła pochodzą z ekologicznych zbiorów. Jest przepyszna, ma wyjątkowy, oczywiście ziołowy smak z wyraźnie wyczuwalną pokrzywą.Czy rzeczywiście oczyszcza? Nie mam żadnych narzędzi do dokonania wiarygodnych pomiarów, poza tym zdrowo się odżywiam, ale skład (perz, pokrzywa) wskazuje na to, że jak najbardziej może mieć skuteczne działanie w tym kierunku. 



Herbatka Żylaczek Fix marki Herbapol cenowo nie wychodzi już tak korzystnie. Kosztowała 6,50 za 20 saszetek (40g). Jednak do jej zakupu skłoniło mnie działanie deklarowane przez producenta. Zmagam się z naczynkami na nogach, obrzękami i bólem, zwłaszcza w takie upalne dni jak ostatnio. Nic oczywiście nie działa tak jak regularne ćwiczenia, ale myślę, że w przypadku takich schorzeń zawsze dobrze jest działać wielokierunkowo. Mam ją od zaledwie kilku dni i mogę już powiedzieć tyle, że da się ją wypić, choć tak smaczna jak wyżej opisana herbatka Daru Natury nie jest. Czy działa? Mimo ponad 30 stopni Celsjusza w ostatnich dniach nogi mnie nie bolały. Może to jej urok, może to...sport? 


Zachęcam Was do degustowania herbat nie tylko zielonych, ale też ziołowych - to nieprawda, że są niesmaczne. W dodatku potrafią zdziałać często o wiele więcej niż suplementy w tabletkach (i są tańsze!). Być może rozsmakujecie się w nich jak ja.
Buziaki,
Fifruwajka

czwartek, 2 sierpnia 2012

Szaleństwo w Yves Rocher, skromnie w Biedronce, oraz dwa drobiazgi z Joko

Sierpień musiał się tak zacząć. Gazetka urodowa w Biedronce od 01.08. i groupon z Yves Rocher ważny od 02.08. do 31.08... Nie mogło po prostu być inaczej. 

Wczoraj rano wybrałam się do Biedronki po dwa płyny dwufazowe Bielendy, których tak czy siak używam bez przerwy i kupiłam dwa warianty : Bawełnę i Awokado, bo Czarną Oliwkę już mam od dłuższego czasu w moim pudełku z zapasami. Za 5,99 raczej ich prędko nie spotkam znowu. Kupiłam też tabletki ziołowo-witaminowe Skrzyp Optima, gdyż z powodzeniem używałam ich kilka lat temu. Niska cena i skuteczność to zawsze dobre połączenie.

jak widzicie, bardzo skromnie..

Jednak czas na ZAKUPY przyszedł dopiero dziś. Uzbrojona w groupon o wartości 100 złotych (nie kupiłam więcej, bo oszczędzam :p) i książeczkę czekową weszłam do sklepu sieci Yves Rocher w centrum handlowym Warszawa Wileńska.  Kupiłam wodę Moment de Bonheur 30 ml ze zniżką -35%, trzy żele Jardins de Monde kakao, migdał i granat 3 w cenie 2, chusteczki Pure Calmille ze zniżką -40%, oraz mydełko kokosowe Plaisirs Nature, do którego gratis dostałam mini żel Matin au Jardin o zapachu róży. Za to wszystko zapłaciłam gruponem, dopłata wyniosła kilkanaście złotych. Ponieważ wykorzystałam 4 czeki, otrzymałam wodę toaletową Plaisirs Nature 100 ml o zapachu kokosowym. Szczęśliwie złożyło się też tak, że przekroczyłam pierwszy poziom na karcie stałego klienta i mogłam wybrać sobie prezent za 15 złotych, wzięłam limitowaną mini wodę Plaisirs Nature 20 ml o zapachu mango-marakuja, która kosztuje 19,90 i dopłaciłam różnicę. 

Całe zakupy wyglądają tak: 


woda perfumowana Moment de Bonheur 30 ml, woda toaletowa Plaisris Nature Noix de Coco 100 ml, woda toaletowa Mangue-Passion 20 ml

żele Jardins du Monde Ziarna Kakao, Owoc Granatu z Hiszpanii, Migdał z Kalifornii, mini żel Matin au Jardin Delikatna Róża, mydełko Plaisirs Nature Kokos


chusteczki do demakijażu Pure Calmille

Przy okazji odwiedziłam stoisko Joko, które również można znaleźć w CH Wileńska. Miałam zamiar kupić czarną konturówkę nr 451, bo jestem zadowolona z jej brązowej siostry, ale tak się nieszczęśliwie zdarzyło, że się skończyły. Ostatecznie zdecydowałam się na czarną kredkę do oczu Virtuala nr 01. Nabyłam też lakier do paznokci ze świetnej kolekcji Find Your Color w odcieniu Marilyn Monroe Pink J153. Piękny RÓŻ, wyrazisty, neutralny jeśli chodzi o tonację, ani bardzo ciepły ani zimny, mocny kolor. Kredka kosztowała 6 zł z groszami a za lakier zapłaciłam ni mniej ni więcej, ale 5 złotych. Czy to nie cudowne?

lakier do paznokci Joko Find Your Colour Hollywood  nr J153 Marilyn Monroe Pink, kredka do oczu Virtual 01

Wiem, że nie podałam szczegółów, ale jest tego bardzo dużo. Jeśli coś Was zainteresuje, pytajcie w komentarzach. Buziaki,
Fifruwajka

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...