środa, 29 sierpnia 2012

Paczka z Yves Rocher + prezent

Dziś przyszła do mnie paczka z oferty wysyłkowej Yves Rocher dla członkiń klubu Orchidee. Co roku, Yves Rocher rozsyła swoim najlojalniejszym (czyt. najbardziej uzależnionym) klientkom kartę przynależności do klubu i atrakcyjną (mniej lub bardziej) ofertę. 



Tym razem propozycja marki bardzo mi się spodobała. Do zakupu powyżej 49 zł otrzymać można było 50 ml wody perfumowanej So Elixir. Owszem, mam ponad 3/4 flakonika o pojemności 30 ml, ale trudno było mi się nie skusić. I zapasy rosną..

Bardzo lubię zapachy Yves Rocher, wiele z nich nie ustępuje jakością górnopółkowcom. Są może trochę wtórne, na przykład wyżej wspomniana So Elixir do złudzenia przypomina w swojej początkowej fazie Flowerbomb. Ich twórcami często są najlepsi mistrzowie perfumiarstwa (np. Jacques Cavallier), a one same potrafią się długo utrzymywać (oczywiście nie wszystkie, niektóre są b. ulotne) i nie kosztują wiele. Przetestowałam do tej pory wiele z nich. Lubię większość zapachów z kolekcji Secrets d'Essences, przede wszyskim Tendre Jasmin EDP, ale także Vanille Noire EDP, Rose Absolue EDP, Voile d'Ambre EDP. Nie polubiłam się chyba jedynie z zapachem Iris Noir. Cenię również sobie So Elixir, zarówno EDP, jak i EDT. Moment de Bonheur EDP będę chętnie stosować od czasu do czasu. Naturelle to nie mój zapach,  jest łudząco podobny do D&G Light Blue, a ja za cytruskowo - nijaką zawartością słynnego flakonika z błękitną zatyczką nie przepadam. Lubię od czasu czasu użyć(przepraszam za ten tworek, ale nie mogłam się powstrzymać) yvesrocherowych jednonutowców. Wody kolońskie cedr i werbena to moi nieskomplikowani ulubieńcy. Zimą dobrze sprawdza się słynna woda kokosowa Noix de Coco EDT. Polecam przejść się do YR i potestować trochę, bo ich zapachy, jak na tę półkę, są naprawdę udane.



Kupiłam produkty praktyczne: 2 zmywacze, żel pod prysznic o nucie zapachowej Comme une Evidence dla mojego ukochanego, krem do rąk, balsam do ust. Za wszystko zapłaciłam 56,90, koszty wysyłki wyniosły 9,95. Wodę dostałam gratis. Wkleję Wam niżej fakturę z cenami wszystkich kosmetyków, przed i po rabacie. Ceny wody przed rabatem nie ma na fakturze, ale wynosi ona 175 zł. Zakupy uważam za udane.



A teraz pochwalę Wam się prezentem jaki otrzymałam od narzeczonego. Jest to moja ulubiona woda perfumowana Code Giorgio Armani  EDP, jego zresztą też. (Z wszystkich moich zapachów lubi i chwali tylko tę i Tendre Jasmin od Yves Rocher.) Sama sobie ten prezent wybrałam, byłam zresztą przy zakupie, żeby nabito mi dodatkowe punkty na karcie Super-Pharm. Mam jeszcze trochę na dnie 30 ml flakonika. Nowa buteleczka ma pojemność 50 ml. Cieszę się, bo starczy mi na trochę dłużej, szybkimi krokami zbliża się jesień i zima, czyli czas, gdy używam ich najczęściej.

Nowa woda 50 ml (w kartoniku) i prawie wykończona buteleczka 30 ml

Flakonik, jak widzicie, jest śliczny. Ten o większej pojemności jest bardziej smukły i wygląda, moim zdaniem, jeszcze lepiej. Zapach jest pełen słodyczy, ale nie jest typowym ulepkiem owoców i wanilii. W tym przypadku główną rolę grają jednak piękne białe kwiaty - jaśmin i kwiat pomarańczy -  na ciepłej drzewno-miodowej rozgrzewającej bazie. Kwiat pomarańczy sprawia, że daje się wyczuć delikatną goryczkę (cierpkość?), która sprawia, że zapach nie jest mdły i nie mamy poczucia, że toniemy w morzu słodyczy. Jest przepiękny, zachęcam do testów w perfumerii, ponieważ jest to zapach, w którym można się zakochać. Cieszę się, że ładnie się układa na mojej skórze, gdyby było inaczej, byłabym niepocieszona. Trwałość jest lepiej niż zadowalająca. Czasem, gdy używam go wieczorem, rano, po imprezie, czuję go jeszcze we włosach. Jest to mój zapach jesienno-zimowy, sporadycznie stosuję go jednak w ciągu dnia, zazwyczaj rezerwuję go sobie na wieczór. Jedyną wadą jest cena, jak sami widzicie na załączonym obrazku. Moim zdaniem jednak, od czasu do czasu, dla takiego zapachu, można się trochę szarpnąć.

Kończę już ten i tak przydługi post. 
Buziaki dla Was,
Fifruwajka

8 komentarzy:

  1. trochę szarpnąć to mało powiedziane ;) ale masz rację... czasem warto. Przygodę z Yves Rocher dopiero rozpoczynam ale jestem zachwycona póki co...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam jeszcze niczego z YR, szok. A wszyscy chwalą ich produkty :) muszę się w końcu na coś skusić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Yves Rocher naprawdę jest warte uwagi, ale polecam korzystanie z KWC, bo choć mają wiele naprawdę udanych kosmetyków, niektóre są strasznymi bublami. Pamiętam taki nieprzyzwoicie drogi peeling w zielonej tubce, który nie nadawał się do niczego, nie lubię też sporej części kolorówki. Za mocną stronę uważam zapachy, oraz kosmetyki do pielęgnacji ciała, zwłaszcza te z Plaisirs Nature, ale tak naprawdę zawsze są jakieś wyjątki. Czytajcie opinie i proście o próbki w sklepach, a unikniecie nietrafionych zakupów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się, kolorówka mnie nie przekonuje. Trzeba uważać przy zakupach aby się nie naciąć. YR ma jednak sporo perełek, niezbyt co prawda tanich, ale wartych ceny. Ja jestem uzależniona od kremu pod oczy z serii BIO.

      Usuń
  4. Całkiem pokaźna paczuszka :) I bardzo fajny prezent od narzeczonego ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeszłam się do perfumerii, zdecydowana na zapoznanie się z zapachem Armaniego (który nigdy nie przypadł mi do gustu) i nic, oprócz flakonika, nie zachęciłoby mnie do kupna tej perfumy. Nie mój zapach. A ulepek waniliowy jest mega :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to właśnie cały problem z perfumami, to, co mnie zachwyca, Tobie może śmierdzieć. Dlatego to tak niebezpieczny prezent, chyba, że osoba obdarowująca kupuje go w asyście obdarowywanej.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...