wtorek, 18 września 2012

Warszawa, 'Warszawka' i "Zły" Tyrmanda

Warszawa. Mieszkam w tym mieście już szósty rok. Można powiedzieć, że spędziłam tu swoje całe dorosłe życie. Powiecie, że inne miasta są piękniejsze. Z pewnością, nie zamierzam się sprzeczać. Bardziej bezpieczne i 'przyjazne'? Ależ oczywiście. Że Warszawa jest hałaśliwa i cały czas 'w budowie'? Dokładnie tak i myślę, że prędko się to nie zmieni. I że latem zamienia się w rozgrzaną patelnię, a zimą wiatr hula pomiędzy brzydkimi szarymi blokami? Owszem, veni, vidi, ... ech, tam. W autobusach śmierdzi i bilety ZTM drożeją w zatrważającym tempie? Trudno się mówi. Wszystko jest droższe? Bez przesady. Że ze wszystkich stron nagabują żebrzący bezdomni? Praga jest obskurna, a Mokotów drogi? Planowanie przestrzenne zasługuje na dwóję z dwoma minusami? I co z tego?

Jedyną rzeczą, którą trudno mi wybaczyć Warszawie, jest to, że bywa Warszawką, żeby nie powiedzieć Warszaffką. Mekką wszystkich aspirujących. Celebryckich hybryd, które nie potrafią ani tańczyć ani śpiewać ani grać ani prezentować pogody, a wszystko to robią bez najmniejszego poczucia żenady. Ta moja niechęć być może jest spowodowana tym, że moje ostatnie miejsce pracy zmuszało mnie do ciągłego kontaktu z tym  środowiskiem. Nie wspominam dobrze tego okresu, a wręcz z całych sił staram się nie wspominać go wcale.

Gdy byłam jeszcze w liceum, zarzekałam się, że mogę żyć wszędzie, byle nie tu. Teraz nie chcę mieszkać nigdzie indziej. Nie proście mnie o uzasadnienie - miłość jest ślepa. W tym przypadku także głucha, pozbawiona powonienia i naiwna.


Warszawa zmienną jest. Uwielbiam ją w jej współczesnym wydaniu, ale z olbrzymią przyjemnością i zainteresowaniem przyglądam się historii tego miasta. Cała jest uświęcona krwią powstańczą, setki tysięcy ludzi straciło życie by mogła ona być, jaka jest. Wyjątkowa, piękna, niedoskonała, trudna.

Jedną z ważniejszych pozycji książkowych dla tych, którym Warszawa jest nieobojętna, jest "Zły" Tyrmanda. Książka ta ma wielu bohaterów, o czym zresztą autor zapewnia na pierwszych stronach, podając do wiadomości publicznej wykaz osób biorących udział w tej opowieści. Dla mnie jednak postacią z prawdziwego zdarzenia jest tutaj tylko Warszawa. Jej oblicze z lat 50-tych XX-ego wieku. 

Ta powieść to niesamowita mieszanina wielu gatunków. Sensacja, kryminał, romans, western. Sam Zły jest superbohaterem pokroju Batmana lub innego Spidermana. Ja sama jednak odbieram ją przede wszystkim jako książkę - dokument. Tyrmand oprowadza nas głównymi ulicami po centrum powojennej Warszawy, pokazuje apteki, urzędy, kawiarnie, wybieramy się na zakupy na słynny bazar Różyckiego. Zachowana zostaje atmosfera tego okresu, specyfika miasta, warszawska gwara i obyczaje.

Ale także to, co fikcyjne, jest godne uwagi. Szczególnie udany jest obrazek świata przestępczego. Robert Kruszyna, zabijaka, gangster i były bokser rozbawi chyba każdego. Miło wspominam również kilka innych bardzo pobocznych wątków. Nie zamierzam zdradzać szczegółów fabuły, dlatego zakończę tu moją krótką 'zachętę'.

Zbliżają się długie jesienne wieczory. Najlepszy czas na czytanie. Serdecznie polecam Wam "Złego". Nie przeraźcie się tylko objętością. Moje wydanie ma 776 stron. Powieść czyta się jednak szybko, niemal na jednym wdechu.

Buziaki,
Fifruwajka

2 komentarze:

  1. Hahaha mam podobnie ! Zawsze chciałam do Karkowa, bo taki magiczny, stylowy, kulturalny, a Warszawa totalny zlepek nacji i gdzie wylądowałam ? Ma się rozumieć, że w Warszawie na SGGW :) 5 rok zaczynam. A co do książki to chętnie poszukam, bo dawno nic ciekawego w ręce mi nie wpadło.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...