czwartek, 11 października 2012

Moje zapachy na jesień

Nie było mnie od kilku dni, bo dopadło mnie jakieś grypsko i nie miałam nawet siły podnieść się z łóżka. Do stanu doskonałej homeostazy jeszcze trochę mi brakuję, wciąż chrypię i spazmatycznie kaszlę, bez litości dla sąsiadów.

Dziś czuję się nieco lepiej, więc postanowiłam podzielić się z Wami tym, jakie zapachy towarzyszą mi podczas pierwszych (i nie tylko) jesiennych chłodów. 


Zacznę od  moich dwóch hitów na tę porę roku. Są to woda perfumowana So Elixir Yves Rocher i moja absolutnie ulubiona woda perfumowana Code od Giorgio Armani. Jak widzicie, flakoniki są już otwarte, w Code widać nawet spore zużycie, oba mają też pojemność 30 ml, na szczęście jestem zabezpieczona, mam już kolejne opakowania w większych pojemnościach (50 ml).

So Elixir jest zapachem ciepłym i miękkim, dość słodkim (ale nie ulepnym), esencjonalnym i głębokim. Wyraźnie wyczuwalne są kwiaty i bergamotka, całość została mocno doprawiona paczulą w jej raczej słodkawym wydaniu. Jest to zapach doskonały na pierwsze chłody - ma w sobie coś kojarzącego się ze słodyczą miodu, a bergamotka może natomiast wywoływać 'herbaciane' skojarzenia.

Code Armaniego jest zapachem znacznie bardziej wyrazistym i charakternym, skomponowanym wokół nut kwiatu pomarańczy i jaśminu. Odrobina imbiru dodaje mu nieoczywistej pikanterii (nie jest to w żadnym razie zapach pieprzny). Baza zapachu, która z czasem uwyraźnia się coraz bardziej, jest łagodnie miodowa, nie tworzy jednak efektu ordynarnej słodyczy, ponieważ towarzyszy jej suchość nut drzewnych. Całość jest lekko dymna, jednakże bardzo piękna, intrygująca i niebanalna. Czekam teraz na moją przyjaciółkę, która ma mi przywieźć z Wysp podobną do Code, jednak sporo tańszą wodę toaletową Girard - New York Nights.


Zapachem, który doskonale wpisuje się w nastrój ciepłych jesiennych dni, jest dla mnie połączenie wody kolońskiej Cedre Bleu od Yves Rocher i wody perfumowanej Paradise od Oriflame. Cedre Bleu samo w sobie jest kompozycją dość prostą, jednak bardzo przyjemną i ciekawą. Mój nos wyczuwa w niej jedynie dwie nuty: cedru i jakiejś słodyczy, chyba w postaci dodatku wanilii. Jest to zapach typu unisex i wyobrażam sobie, że może bardzo ciekawie pachnieć także na męskiej skórze. Na mojej jest przecudownie, świeżo, miękko i intrygująco. Zapach ten jednak zaczęłam nakładać na skórę jako bazę/wzmocnienie dla wody perfumowanej Paradise i doskonale się sprawdza w tej roli. Podbija drzewne nuty obecne w bazie kompozycji Oriflame. Woda Paradise  jako taka jest bardzo pieprzna i kwiatowa, nie ma w niej nic owocowego, ani żadnej nachalnej słodyczy. Jest to zapach chłodny, ale z pewnością nie zimny. Dodatek Cedre Bleu odrobinę go ociepla. Bardzo przypadł mi do gustu taki mix zapachów.

Na chłody i wietrzne deszczowe dni preferuję jednak więcej słodyczy białych kwiatów,  wybieram zapach promienny, bogaty, ocieplający. Takim z pewnością jest Today z Avonu.  Zapach, który kupiłam wiele lat po jego premierze, którą pamiętam jakby to było wczoraj. Jak on mi się podobał! Miałam jednak lat -naście i czułam, że przerastał mnie swoją mocą i był dla mnie zbyt jednoznacznie kobiecy. Teraz jednak uwielbiam się nim otulać, zwłaszcza, gdy na dworze panuje iście jesienna plucha. 


Tesori d'Oriente Jasmin do Giava to mój najnowszy nabytek. W nazwie wody perfumowanej pojawia się jaśmin, ja jednak wyczuwam przede wszystkim karmel i paczulę, słodkawą i piwniczną zarazem. Ten zapach może nas ocieplić lepiej niż jeden szalik. Doskonała propozycja dla fanek Angela TM, podobieństwo jest uderzające. To mogłaby z powodzeniem być jego codzienna, kilkunastokrotnie tańsza wersja.

Amber Elixir od Oriflame to zapach skomponowany wokół ambry, co zostaje zasygnalizowane już w jego nazwie. Ambra jest tu ciepła, miękka i otulająca, zapach pozbawiony jest jakiejkolwiek drapieżności, stąd moje przekonanie, że może się bardzo podobać wielu osobom. Nie odpowiada mi jednak jego trwałość, która jest, szczerze mówiąc, żadna. Utrzymuje się na skórze może dwie godziny, może nawet nie. Noszę go z przyjemnością, ale następnym razem, będąc w potrzebie zakupienia zapachu ambrowego, skieruję swe kroki do Yves Rocher, ponieważ ich Voile d'ambre jest mocniejsze, intensywniejsze, bardziej charakterne i trwalsze (mam miniaturkę).

Lookin' to rock Rita z kolekcji Crescent Row marki Benefit to zapach ciekawy. Jest wyrazisty i zaczepny, owocowy, ale nie są to słodkie jabłka, gruszki i inne brzoskwinki, ale nietypowy miks figi, cytryny i kokosa, wzmocniony kwiatami i nutami drzewnymi. Bukiet zapachowy jest bardzo oryginalny, w pierwszym 'niuchu' wyczuwam też zielone listki i bez, których w spisie nut w ogóle nie ma. Trudno mi go opisać czy porównać do czegokolwiek, jest inny niż wszystkie znane mi zapachy. Na początku w ogóle mi się nie podobał, z czasem zaczęłam doceniać jego niejednoznaczny charakter. Lubię go również zmiksować z Noix de Coco Yves Rocher, by podbić jego kokosową nutę.

A teraz the last, but not the least Love Potion od Oriflame. Zapach fantastyczny, jeden z najlepszych tej marki. Gdzieś na pograniczu kategorii gourmand i orientu. Rozgrzewający, gorący, kakaowy. W zasadzie nie jem słodyczy, ale jeśli miałabym już się skusić na coś słodkiego, to byłaby to gorzka czekolada. Na szczęście, nie muszę, swoją najcudowniejszą dawkę 90% gorzkiej czekolady mam na półeczce z perfumami. Orientalny nastrój w tym zapachu buduje imbir, który sprawia, że zapach jest ciekawszy i bogatszy. Lubię imbir w kuchni, lubię go też w perfumach. Poza tym, czuję niewiele więcej, te dwie nuty zdecydowanie dominują, no, może jeszcze wanilia daje się stosunkowo łatwo wywąchać. I tyle. Słodko-gorzki, ale raczej z przewagą tej pierwszej cechy. Kojarzy mi się z Code Armaniego, ale nie z powodu pokrewieństwa nut, ale raczej ze względu na podobny nastrój, który buduje.

A tak prezentują się wszystkie razem:


Moje kochane, cudowne, wspaniałe ocieplacze i umilacze jesiennych słot i pluch. Polecam wszystkie, no, może poza Amber Elixir. Zamiast niego proponuję przetestować Voile d'Ambre, równie ambrowy, jednak bogatszy i trwalszy.

Buziaki,
Fifruwajka

4 komentarze:

  1. ja również uzupełniłam już swoją półeczkę o zapachy typowo jesienne, bo całe lato drzemały w szafie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz tego trochę!

    Jasmin di Giava Tessori d'Oriente to także mój jesienny zapach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Love Potion jest bardzo przyjemny! niestety nie posiadam swojego flakonu, tylko testowałam.

    Paradise ma piękny flakon. *-*

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...