poniedziałek, 31 grudnia 2012

Zakupy i zdobycze ostatnich dni

Jak być może pamiętacie, pisałąm o tym, że Joko/Miraculum likwiduje swoje wyspy w Warszawie. Jako, że bardzo lubię ich kosmetyki i że od tej pory będą dla mnie raczej trudno dostępne, postanowiłam poczynić zapasy.

Kupiłam kolejny żel marki Paloma, tym razem o zapachu wanilii z Madagaskaru. Pachnie ciepło i urzekająco, ale nie mdło. Delikatna słodycz wanilii i miękkość bawełny z odrobiną owocowej rześkości to połączenie, które zachwyciło mnie nie mniej niż kwiatowo-owocowa kompozycja Palomy - hiszpański kwiat pomarańczy. Te żele są naprawdę godne uwagi, szkoda, że tak mało dostępne.

Z kolorówki Joko zdecydowałam się na bazę pod cienie (miałam kiedyś jedną z Joko i jedną z Virtuala, były bardzo dobre, a ta ma być podobno jeszcze lepsza), mlecznoróżowy lakier do paznokci w odcieniu J124 Cotton Candy i pomadkę Double Therapy w kolorze 119. 

Lakiery Joko bardzo lubię, szybko schną na paznokciach (a nie w buteleczce), pięknie wyglądają, często wystarcza jedna warstwa, nie są drogie. Niestety, trwałość pozostawia wiele do życzenia, ale jeśli nałożymy pod nie bazę, a kolor utrwalimy Top Coat'em, efekt powinien być wystarczająco trwały.

Pomadka jest dla mnie nowością. Skusił mnie jej różano-beżowy kolor z rodzaju 'my lips but better'. Myślę, że bedize doskonały do noszenia na co dzień. Pomadka ma aksamitną konsystencję, sprawia wrażenie bogatej i nawilżającej. Będziemy testować!

Na zdjęciu możecie również zobaczyć żel pod prysznic o zapachu cedru z Yves Rocher. Cóż, nie mogłam tam nie wejść, skoro już byłam w centrum handlowym, tym bardziej nie mogłam wyjść z pustymi rękami, widząc promocję -50% na wiele artykułów. Lubie wodę kolońską Cedre Bleu, prawdopodobnie wrócę do niej na wiosnę i wtedy też zużyję ten żel.


 Trochę kosmetyków też dostałam od mojej mamy, która z kolei dostała je od swojej znajomej. Są to:
- krem z olejkiem z awokado Ziaja,
- krem do cery naczynkowej Miraculum (wkrótce go otworzę, z nieba mi spadł, potrzebuję czegoś wzmacniającego na noc, zwłaszcza, jeśli powrócą niskie temperatury),
- jedwabiste serum do ciała For Angel od Delii (użyłam kilka razy i jest mega przyjemne, cudownie wygładza, choć chyba zimę trochę za słabe)
 - naturalny jedwab do włosów Delii (ani to naturalne, ani jedwabne - same silikony i trochę jedwabiu pod koniec składu, ale przyda się do dyscyplinowania włosów zimą)
- bazę pod podkład Art Scenic Eveline (przetestuję dziś pod mój makijaż sylwestrowy)
- wygładzający eliksir zwężający pory AA Prestige (poczeka na wiosnę).

To by było na tyle. Idę się przygotowywać na noworoczne szaleństwo ;)

Szczęśliwego Nowego Roku!

Buziaki,
Fifruwajka


niedziela, 30 grudnia 2012

Paczka z Yves Rocher i inne zdobycze

Dziś pokażę Wam część moich okołoświątecznych nabytków. Korzystając z przedświątecznej zniżki -50% zrobiłam zakupy w sklepie internetowym Yves Rocher.

Zdecydowałam się m.in. na kurację oczyszczającą (po świątecznmy obżarstwie) SOS Detox z zieloną herbatą i mniszkiem lekarskim.

Wybrałam sobie również wodę perfumowaną Voile d'Ambre w pojemności 30 ml. Doszły mnie ostatnio słuchy o jej niedługim wycofaniu, więc postanowiłam kupić mniejsze opakowanie w niskiej promocyjnej cenie. Zapach ambrowy, jak mówi sama nazwa, orientalny, ciepły, zmysłowy.

Do tego wybrałam sobie trzy pastylki do kąpieli o zapachu jabłka, maliny i jeżyny.
Jako gratis do zakupów otrzymałam maleńki uroczy kuferek. Jak widzicie, jest naprawdę nieduży. Myślałam, że będę w nim trzymać lakiery do paznokci, ale okazał się za mały. 

Ostatecznie, uznałam, że zostanie mieszkaniem dla moich próbek i miniaturek.

Za wszystko zapłaciłam 75zł. Zgodnie z warunkami promocji nie poniosłam żadnych kosztów przesyłki.
Zrobiłam też trochę zakupów w innych sklepach. Na mojej ulubionej wyspie Miraculum/Joko w galerii handlowej kupiłam żel do kąpieli o zapachu hiszpańskiego kwiatu pomarańczy Paloma Body Spa, oraz lakier Joko z kolekcji Colors of Luxury w odcieniu J165 Nude Elegance. Żel pachnie oszałamiająco, zapach jest, powiedziałabym, owocowo-kwiatowy z odrobiną nut drzewnych i piżma w bazie, ogólnie wszystkie kompozycje zapachowe żeli Palomy są genialne. Lakiery Joko uwielbiam za to jak pięknie wyglądają na płytce i błyskawicznie schną. Nowy kolor jest rzeczywiście nude i rzeczywiście elegancki.

W sklepiku osiedlowym kupiłam sól do kąpieli stóp Delii (9 zł), a z Rossmanna przyniosłam szczotkę do długich włosów z włosiem dzika. W Hebe wybrałam sobie himalajską sól do kąpieli Azja Spa i po raz drugi zdecydowałam się na olejek do kąpieli Afrodyzjak Piżmo &Jaśmin. Zakupy te robiłam w poprzednim tygodniu.

Doszły mnie niestety słuchy o likwidowaniu wysp Joko w galeriach handlowych w Warszawie, więc dziś wybrałam się po kosmetyki Joko/Miraculum ponownie. Zrobiłam trochę zapasów, bo nie wiem, czy będę miała dostęp do tych kosmetyków, pokażę Wam je jutro razem ze zdobyczami świątecznymi i kolejnym zamówieniem z Oriflame.

Buziaki,
Fifruwajka

sobota, 29 grudnia 2012

Grudniowy projekt denko :)

Co zużyłam? Sami zobaczcie. Nie mam tego tak dużo jak w poprzednich odsłonach projektu denko, ale coś tam się już zebrało w mojej torbie na zużyte kosmetyki. Kończy się miesiąc (i rok!), pora więc na małe podsumowanie.

Zacznę od kosmetyków do pielęgnacji twarzy.

 W Tallinnie kupiłam mleczko, które było niewypałem, piekło w oczy i składało się głównie z parafiny. Zło!

Do gustu nie przypadł mi również tonik nawilżający Yves Rocher. Recenzja tu. Wtedy jeszcze nie byłam nim taaaak znudzona.

Miniatura maseczki Biodermy Hydrabio również mnie nie zachwyciła. Nawilżenie bardzo przeciętne jak na cenę i obietnice producenta. Na tej miniaturze poprzestanę, jeśli chodzi o przygody z maskami Biodermy.

Resztę kosmetyków sobie chwalę mniej lub bardziej.

Moim faworytem jest żel do mycia twarzy Polleny, przepięknie i intensywnie pachnący łąką, dość agresywnie i skutecznie myjący twarz, trochę obawiałam się podrażnień, ale nic takiego nie miało miejsca. Zużyłam go z dużą przyjemnością, dawał wyraźne uczucie oczyszczenia.

Maseczka La Karnita miała postać papierowej maski nasączonej produktem. Ładnie nawilżyła i odżywiła przesuszoną sezonem grzewczym i terapią Isotrexem buzię. Spodobała mi się na tyle, że  jeśli tylko znów uda mi się ją spotkać, na pewno kupię.

Polecam również maseczkę Mincer z linii Zielona Apteka. Recenzję przeczytacie tu.

Zużyłam też dwie próbki: kremu do cery wrażliwej Miraculum i scrubu do twarzy Swedish Spa Oriflame. Po dwukrotnym użyciu ciężko wyrokować, ale krem Miraculum zrobił na mnie dobre wrażenie, scrub uważam za rzadki i za słaby, by poradził sobie z moją mieszaną cerą.

Wykończyłam również kilka kosmetyków do ciała i włosów.


Płyn do kąpieli Joanny przecudnie pachnie bzem.
Zapach jest intensywny i bardzo autentyczny. Niestety, jakość samego płynu jest niska, szczególnie gdy porównuję go z olejkami do kąpieli Bielendy. Nie jest wydajny i przesusza, gdy bierzemy z nim kąpiele częściej niż raz -dwa w tygodniu.

Szampon z malwą dodający objętości Yves Rocher również mi się nie spodobał. Niby agresywny SLS zastąpiono łagodniejszym ALS, ale i tak potwornie podrażniał mi skórę głowy i wywoływał łupież. Zapach OK, konsystencja też, ale co z tego skoro robił mi krzywdę?

Za to maseczka dodająca gęstości tej samej marki już mi się spodobała. Ładnie nawilżała włosy, nie puszyły się, nie elektryzowały. Zapach mnie nie urzekł. Wydajność - około miesiąca, stosowana zamiast odżywki co dwa dni przy każdym myciu włosów. 

Masło co ciała Afryka Spa marki BeBeauty (Biedronka) nie podobało mi się. Naczytałam się pozytywnych opinii na wizażu i spodziewałam się wielkiego wow. Same właściwości są przeciętne, masło się maże, potrzeba trochę wysiłku by wmasować je w skórę, najbardziej jednak rozczarował mnie zapach. Jest mdły i płaski, nudny, bez pazura, szybko mnie znudził i zaczął męczyć.

Kupiłam też pastylkę do kąpieli Funny Farm z Biedronki. Kosztowała 1-2 złote i dobrze, że tylko tyle, bo nie jest na pewno więcej warta. Trochę pachnie, trochę zmiękcza wodę, wszystko robi 'trochę'.

Krem do rąk L'occitane był genialny, wysmarowałam go do ostatniej kropli, Nosiłam go zawsze w torebce i gdy tylko czułam, że dłonie robią się przesuszone, ratowałam je właśnie tym maleństwem. Gęsta, kremowa konsystencja i intensywny kosmetyczny zapach typu klasyczny Nivea. Mocne nawilżenie (20% masła shea w składzie). Drogi, ale jeśli będzie w promocji, zrobię zapasy.

To wszystko na ten moment. Wykańczam kolejne kosmetyki, idzie to ciężko, bo najchętniej otworzyłabym wszystkie kosmetyki na raz, szczególnie te do kąpieli i smarowania. Trzymam się jednak planu i zapraszam na kolejne denko w styczniu.

Buziaki,
Fifruwajka

środa, 26 grudnia 2012

Grudniowe zakupy

Dziś przychodzę ze zdjęciami kosmetyków, o które powiększyła się moja - i tak już niemała - kolekcja.
Zacznę od paczki Oriflame. Jak już wiecie, zapisałam się jakiś czas temu do klubu Oriflame, bo stweirdziłam, że wygodniej będzie mi zrezygnować z usług konsultantki i zamawiać kosmetyki bezpośrednio od firmy. Dla nowych cżłonków  Oriflame oferuje atrakcyjne programy powitalne, postanowiłam skorzystać z tego, który obowiązywał w czasie kiedy się zapisałam. Przy zakupie kosmetyków na określoną sumę punktów, otrzymujemy atrakcyjne nagrody. Dlatego właśnie moje zamówienia (choć kupuję tylko dla siebie) były tak duże. Następne powinny być już mniej szalone ;)


Jak zwykle kupiłam sporo zapachów. Wody Giordani Gold White używam od wielu lat i uważam, że jest jednym z lepszych produktów Oriflame w ogóle. Bardzo udana kompozycja, elegancka i kobieca, uniwersalna, zapach pasuje tak na dzień jak i na wieczór. Klasyczne (ale nie nudne!) połączenie nut szyprowych, kwiatowych i odrobiny słodyczy w bazie. Fantastyczna trwałość i jakość zapachu jak na tę cenę, zapach towarzyszy mi od rana do wieczora. W katalogach świątecznych często w cenie wody dostajemy produkty uzupełniające, dlatego musiałam się skusić, choć mój poprzedni flakon GG White jeszcze się nie skończył.


Moje kolejne perfumeryjne nabytki to woda Enigma (tym razem w pełnowymiarowym flakonie) i woda Intense  Embrace. O Enigmie pisałam już w poście o poprzednim zamówieniu z Oriflame. Zapach jest cudowny, piękny, przypomina mi nową Dolce &Gabbana Pour Femme, mają nawet podobne kolory opakowań. Są to zapachy ciepłe, miękkie, otulające, choć w lekko zaczepny sposób. Jest to jednak tylko to, jak je odbieram, różnią się między sobą nutami, nie ma też mowy o żadnym podrabianiu. Oriflame swój zapach wypuściło jako pierwsze, jednak przede wszystkim to nie są zapachy podobne w zakresie pokrewieństwa nut. To co je łączy to słodycz, oraz kobiecy, zmysłowy charakter.

Intense Embrace kupiłam ponieważ pojawiło się w katalogu po raz ostatni w super nieskiej cenie. Ostatni raz, gdy byłam w filii, obwąchałam wszystkie mocniejsze, cieplejsze zapachy i IE całkiem przypadło mi do gustu. Jest to intensywna pudrowa kompozycja, zdecydowanie wieczorowa, niestety, no nie trzyma się. Kupiłam je za około 30 złotych i nie żałuję.

Nie jestem jednak aż tak szalona, żeby kupować same zapachy. 

Uzupełniłam też zapasy kosmetyków do higieny i pielęgnacji.

Z lubianej przeze mnie kolekcji Molk&Honey skusiłam się na dwie nowości: mleczko do demakijażu, oraz maskę do włosów. Niestety, jeszcze ich nie otwierałam, więc nie potrafię Wam nic powiedzieć na ich temat.

Skusiłam się też na mydełko Brazil Nuts z limitowanej serii i żel pod prysznic Nature Secrets o zapachu kokosa i pszenicy.

Obu kosmetyków już zdążyłam użyć i z obu jestem zadowolona. Mydełko, jak wszystkie z Oriflame, jest bardzo przyjemne. Nie przesusza jak typowe drogeryjne Luksje czy Arko, pachnie delikatnie, nie rozmięka nadmiernie. Ma śliczny okrągły kształt i pięknie prezentuje się na mydelniczce.

Żele pod prysznic z Nature Secrets są fantastyczne. Do tej pory miałam ten z miętą i maliną, oraz widoczny na zdjęciu z kokosem i pszenicą. Jak malinowy uważam za genialny produkt do stosowania latem, tak ten kokosowy doskonale spisuje się zimą. Kosmetyk ma postać bardzo gęstego żelu, ani trochę nie przesusza skóry i przepięknie intensywnie pachnie. Jeśli jednak spodziewacie się autentycznie kokosowego zapachu, to się zawiedziecie. Jest to śliczny ciepły zapach, ale na pewno nie wprost kokosowy.



Jako nagrodę za zrealizowanie drugiego etapu programu witamy, otrzymałam nawilżający krem do twarzy na dzień i balsam pod oczy z kolekcji Aqua-Rhytm. Kupiłam sobie również tusz do rzęs Wonder (bajeczny) i żel na wypryski (ciężko coś powiedzieć, maziam nim pojawiające się czasem na mojej buzi krostki, ale trudno mi ocenić go właściwie po kilku zaledwie użyciach).


Kupiłam sobie również moją ulubioną emulsję do mycia twarzy Kasztan, oraz wymarzone Cafe. Zapach ten jest opisany jako parfum de toilette, także ciężko mi właściwie ocenić co to tak naprawdę jest - woda perfumowana, toaletowa czy coś pomiędzy? Niemniej jednak - trwałość jest diaboliczna, a zapach przepiękny. Pierniczkowy, orientalny, korzenny, zbliżony do kultowego Opium YSL, znacznie jednak tańszy. Nie jest to dziwne, ponieważ oba powstały w podobnym okresie, gdy panowały określone trendy perfumeryjne. Mnie zachwyca, jednak jego intensywność i wyrazisty orientalny charakter mogą mieć grono zdecydowanych przeciwników, może być odbierany jako babciny, męczący i ciężki. Ostrożnie z testowaniem na ręce... ;)

Kupiłam też dwa mydełka z linii Nostalgia Luksji. Są one rzeczywiście lepsze składowo i jakościowo od klasycznych mydeł tej marki, dlatego, gdy pojawiły się w Rossmannie w przecenie, wzięłam od razu dwie wersje zapachowe, Nie miałabym im nic do zarzucenia, gdyby nie to, że okropnie rozmiękają, czego po prostu nie znoszę w mydłach. Kostki są olbrzymie, ale jakoś je zużyję i ngdy więcej nie kupię!

Jak tam po świętach? Przejedzone? Ja strasznie! Wiem, że dawno mnie nie było, ale zaczęłam realizować Postanowienia Noworoczne już przed Sylwestrem i więcej się tu pojawiać już teraz :)

Buziaki,
Fifruwajka :)

niedziela, 2 grudnia 2012

Listopadowe denko!

Nagadałam się w poprzednim poście, tym razem od razu zabieram się do rzeczy :)


Masełko oliwkowe Eveline doczekało się swojej recenzji tu, podobnie olejek do kąpieli afrodyzjak piżmo i jaśmin od Bielendy, recenzja tu.

Żel pod prysznic Yves Rocher o zapachu różyczki zabrałam ze sobą na wyjazd w 50 ml opakowaniu. Zdecydowanie przypadł mi do gustu, nie wysuszał, ślicznie pachniał, a zapach ładnie utrzymywał się na ciele (jak na żel).

Ten od Klorane posiada wszystkie zalety poprzednika, a ponadto uroczo owocowo pachnie, do zarzucenia jest jedynie jego dość wysoka, jak na żel, cena.

Płyn do higieny intymnej Żurawina Bielendy jest genialny. Posiada idealną, nie za rzadką konsystencję. Nie podrażnia, a wręcz łagodzi, skutecznie oczyszcza delikatne okolice intymne. Opakowanie 300 ml wystarczyło mi na 4 miesiące, jest zatem także dość wydajny. Polecam.

Żel o zapachu granata Yves Rocher troszkę zmęczył mnie swoim zapachem, słodkim, wręcz przesłodzonym. Sam żel jakościowo jest dobry, jak wszystkie z serii Jardins du Monde. Pozostanę jednak przy zapachach takich jak Migdał czy Kawa, zdecydowanie bardziej mi odpowiadały.

Biedronkowe mydełko Creme marki BeBeauty nie spodobało mi się. Opakowanie nawiązuje do Dove, jednak pomiędzy tymi produktami jest nie tylko duża różnica cenowa, ale i jakościowa. Mydełko pachniało przyjemnie, niestety, przesuszało dłonie. Nie powtórzę zakupu.


Link do recenzji maseczki oliwkowej Ziaja tu

Szampon Babydream mył raczej moje pędzle i świnkę morską niż moje włosy. Czasem jednak zdarzało mi się użyć go również do własnej czuprynki. Dobrze się sprawdzał się we wszystkich tych funkcjach, szczególnie jednak polecam go do prania pędzli.

 Szampon Noni Care jest godny polecenia. Dobrze oczyszczał włosy, nie przesuszał ich, nie powodował łupieżu. Pachniał przepięknie, podobnie do tego z papają i bambusem Alterry. 


Recenzja emulsji Kasztan: tu i maseczki Kasztan: tu

Na zdjęciu również zużyta próbka kremu Aqua Rhytm Oriflame. Niestety, nie mogę powiedzieć o nim zbyt wiele dobrego. To fakt, bardzo ładnie nawilża, ale... pozostawia woskową warstewkę na skórze, która zatyka pory i powoduje wysyp krostek. Może być dobry do cery suchej, zwłaszcza teraz, zimą, w prypadku tłustej i mieszanej nie sprawdza się.

Zużyłam również dwa produkty do stóp:

- kąpiel do stóp z Lidla, której jedyną wadą było to, że za szybko się skończyła. Myślę jednak, że nie wynikało to ze słabej wydajności produktu, ale z mojej chęci ciągłego moczenia w nim stópek. Atuty kąpieli to: ładny, niezbyt ostry zapach, zmiękczające wodę działanie, dość niska cena.

- peeling do stóp Biedronki do kolejny dobry produkt z dyskontu, niestety już wycofany. Peeling miał postać gęstego kremu z zatopionymi w nim drobinkami. Moim zdaniem, lepszy i skuteczniejszy od osławionego peelingu do stóp z lawendą Yves Rocher. Droższy odpowiednik góruje jednak nad kosmetykiem z Biedronki zapachem. Jest ot jednak jego jedyna przewaga.



Na koniec moja ukochana kategoria kosmetyków, czyli zapachy.

Wykończyłam jeden flakon 30 ml moich ulubionych perfum Code Giorgio Armaniego. O samym zapachu pisałam wiele razy, ostatnio w poście zapachy na jesień. Piękny i pancerny flakon, który przetrwał wiele upadków. Zapach wyjątkowy. Mój.

Do Estonii zabrałam również miniaturkę So Elixir o pojemności 5ml. Tu również znajdziecie informacje o tym, jaki jest to zapach. Napiszę tu jedynie tylko tyle, że miniaturki Yves Rocher są przeurocze, co możecie zobaczyć na zdjęciu obok. 

Bardzo dobrze So Elixir spisuje się jako zapach na zimę. Polecam wszystkim, którzy lubią słodkie, herbaciane zapachy (Flowerbomb). 
Yves Rocher robi stosunkowo tanie, jednak bardzo dobre jakościowo zapachy. Polecam.

Buziaki,
Fifruwajka

Powrót z Estonii i zapowiadane zdjęcia paczki Oriflame

Witam i oznajmiam, że żyjemy w bardzo ciepłym kraju i mamy tutaj niezwykle łagodną zimę :) W Tallinnie (stolica Estonii), skąd przyleciałam w piątek po południu, jeszcze w zeszłym tygodniu temperatury nocą spadały poniżej -10 stopni, a śnieg osiągał grubość 10 cm. U nas, czyściutko, zero śniegu, temperatury na plusie. Żyć, nie umierać.

Obiecałam Wam przed wyjazdem zdjęcia paczki Oriflame, projekt denko, oraz post (być może też konkurs) z estońskimi kosmetykami w roli głównej. O Oriflame przeczytacie jeszcze w tym poście, post z projektem denko planuję napisać i zamieść także jeszcze dziś. 

Niestety, w temacie kosmetyków z Estonii nie napiszę wiele, poza tym, że Bielenda rządzi (i Delia, i Soraya też!), ale o tym potem. Okazało się, że miałam mniej czasu wolnego niż myślałam, w tygodniu wcale, a dwa weekendy minęły bardzo szybko na zwiedzaniu i robieniu zdjęć. Z kosmetykami kontakt miałam tylko w trzech okolicznych marketach (dwa wielkości przeciętnego Lidla i jeden trochę mniejszy). Kosmetyki były w zasadzie wszystkie pochodzenia zachodniego (Nivea, Dove, itd.), podczas całego pobytu widziałam może kilka sztuk nieznanych mi marek (rosyjskich, estońskich, łotewskich...? nie wiem), ale nietety nie posiadały etykiety ani w języku angielskim ani w niemieckim ani tym bardziej w polskim, więc nie wiedziałam co to jest i do czego służy. 

Kupiłam do wypróbowania jedno mleczko - wyglądało i pachniało jak mleczko przynajmniej... nie jestem jednak pewna co to było, ale bardzo piekło w oczy... i zrezygnowałam z dalszych eksperymentów. Niestety, nie przywiozłam nic wartego uwagi, co mogłabym Wam tutaj pokazać. Co do konkursu, być może jakiś w najbliższym czasie zorganizuję, ale udział wezmą rodzime kosmetyki :)

Zauważyłam jednak, że wśród kosmetyków dostępnych w Tallinnie wiele z nich jest produkowanych w Polsce. W jednym z marketów jedynymi kremami do twarzy były te marki Bielendy (było ich chyba z 6-7 rodzajów), widziałam też płyny do makijażu Delii, żele pod prysznic Sorayi i inne). Lubię bardzo Bielendę, więc ucieszyłam się, że jest łatwo dostępna także za granicą.

W Polsce czekał na mnie prezent kosmetyczny!

Mój ukochany kupił mi maskotkę-owieczkę i wodę toaletową Lancome Hypnose 30 ml. Ostatnio bardzo marzyłam o tym zapachu, urzekła mnie mocna, ale niebanalnie podana w tym zapachu waniliowa ciepła nuta. Mało tego, mimo, że narzeczony nie dysponował moją kartą Sephory, zagadał ekspedientkę tak, że nabiła mi punkty na karcie. Gdyby nie to, że tęskniłam bardzo, to powiedziałabym, że opłaca się wyjeżdżać!

 A teraz to, co zapowiedziałam trzy tygodnie temu: paczka Oriflame, rozpakowana i posortowana na grupy produktów.

Zestaw Sparkle in Paris
Kupiłam zestaw Sparkle in Paris, który w katalogu 16 w ofercie wiązanej kosztował naprawdę niewiele. Woda toaletowa znajduje się w flakoniku 50 ml. Jest bardzo delikatna i, niestety, raczej nietrwała. Sam zapach jednak jest przyjemny i kobiecy. Myślę, że będzie się spokojnie nadawała do biura. W skład kolekcji wchodzi także żel do kąpieli i pod prysznic, balsam rozświetlający do ciała oraz dezodorant antyperspiracyjny. Jeszcze nie testowane.

Zestaw Eclat
Wodę Eclat kupiłam, bo interesowała mnie od dłuższego czasu, nie było to moje największe must have, ale skoro trafiła się atrakcyjna oferta cenowa, postanowiłam zaryzykować. Zapach, podobnie jak w Sprakle in Paris, jest bardzo nieinwazyjny, elegancki i łagodny. I niestety, także nietrwały. Ją także zużyję do pracy, myślę, że świetnie się sprawdzi w otoczeniu biurowym. Dezodorant i krem do ciała nietestowane.

Wody perfumowane: Mirage 50 ml i Grace 30 ml; woda toaletowa Enigma 30 ml, oraz krem do ciała Enigma
Wody w świątecznych flakonikach w katalogu 16 kosztowały 22 zł, cena dla członkiń klubu Oriflame była jeszcze niższa. Kupiłam oba dostępne damskie zapachy: Enigmę i Grace. Oba są bardzo ładne, ja jednak stawiam na Enigmę, która pachnie bardziej głęboko i mocno, choć jest to tylko EDP. Kremu o zapachu wody Enigma jeszcze nie testowałam.

Mirage są przepiękne, idealne na zimę. Wyrazisty, aromatyczny, iście zimowy zapach. Zapach ciepły, ale z pewnością nie z kategorii banalnie słodkich. Dominuje żywica elemi, czuć także różę i wetiwer. Piękny i ciekawy, a także trwały. Polecam!

Zamówiłam także płyn do higieny intymnej, który był polecany przez wiele osób, choć nie sądzę, że przebiję moją ulubioną żurawinkę Bielendy, pastę do zębów i migdałowe wydanie kremiku uniwersalnego.

Zdecydowałam się również na zakup podkładu adaptacyjnego Giordani Gold w odcieniu Porcelain. Mój dotychczasowy podkład Age Defying w odcieniu Light Ivory jest już zbyt ciemny, dlatego jaśniejszy podkład będę teraz mieszać z jasnym, by uzyskać idealny odcień.

Z ulotki wyprzedażowej kupiłam kryształki do kąpieli, a jako nagrodę w Programie Witamy dla nowych konsultantów otrzymałam zestaw pielęgnacyjny Swedish Spa. 

W jego skład wchodzą:

- krem regenerujący do rąk na noc, którego już użyłam raz w połączeniu z rękawiczkami i muszę powiedzieć, że efekty były zauważalne,

- peeling do ciała, który już kiedyś miałam i który jest baaardzo skutecznym i przyjemnym w użyciu kosmetykiem.

Ogólnie bardzo polecam serię Swedish Spa, kosmetyki są dobre lub bardzo dobre, nie spotkałam do tej pory żadnego bubla.

Przy okazji jeszcze dziękuję Ci, Kochana Cellulitko, za zaproszenie mnie do udziału w Tagu "Jesienne umilacze", mamy już co prawda grudzień, ale kto powiedział, że zimą nie wolno się dopieszczać?! Bardzo mi miło poza tym, że ktoś jeszcze pamiętał o tym, że istnieję, ja i ten blog. Mam nadzieję, że ktoś to jeszcze będzie czytał ;)

Buziaki dla Was,
Fifruwajka ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...