niedziela, 2 grudnia 2012

Powrót z Estonii i zapowiadane zdjęcia paczki Oriflame

Witam i oznajmiam, że żyjemy w bardzo ciepłym kraju i mamy tutaj niezwykle łagodną zimę :) W Tallinnie (stolica Estonii), skąd przyleciałam w piątek po południu, jeszcze w zeszłym tygodniu temperatury nocą spadały poniżej -10 stopni, a śnieg osiągał grubość 10 cm. U nas, czyściutko, zero śniegu, temperatury na plusie. Żyć, nie umierać.

Obiecałam Wam przed wyjazdem zdjęcia paczki Oriflame, projekt denko, oraz post (być może też konkurs) z estońskimi kosmetykami w roli głównej. O Oriflame przeczytacie jeszcze w tym poście, post z projektem denko planuję napisać i zamieść także jeszcze dziś. 

Niestety, w temacie kosmetyków z Estonii nie napiszę wiele, poza tym, że Bielenda rządzi (i Delia, i Soraya też!), ale o tym potem. Okazało się, że miałam mniej czasu wolnego niż myślałam, w tygodniu wcale, a dwa weekendy minęły bardzo szybko na zwiedzaniu i robieniu zdjęć. Z kosmetykami kontakt miałam tylko w trzech okolicznych marketach (dwa wielkości przeciętnego Lidla i jeden trochę mniejszy). Kosmetyki były w zasadzie wszystkie pochodzenia zachodniego (Nivea, Dove, itd.), podczas całego pobytu widziałam może kilka sztuk nieznanych mi marek (rosyjskich, estońskich, łotewskich...? nie wiem), ale nietety nie posiadały etykiety ani w języku angielskim ani w niemieckim ani tym bardziej w polskim, więc nie wiedziałam co to jest i do czego służy. 

Kupiłam do wypróbowania jedno mleczko - wyglądało i pachniało jak mleczko przynajmniej... nie jestem jednak pewna co to było, ale bardzo piekło w oczy... i zrezygnowałam z dalszych eksperymentów. Niestety, nie przywiozłam nic wartego uwagi, co mogłabym Wam tutaj pokazać. Co do konkursu, być może jakiś w najbliższym czasie zorganizuję, ale udział wezmą rodzime kosmetyki :)

Zauważyłam jednak, że wśród kosmetyków dostępnych w Tallinnie wiele z nich jest produkowanych w Polsce. W jednym z marketów jedynymi kremami do twarzy były te marki Bielendy (było ich chyba z 6-7 rodzajów), widziałam też płyny do makijażu Delii, żele pod prysznic Sorayi i inne). Lubię bardzo Bielendę, więc ucieszyłam się, że jest łatwo dostępna także za granicą.

W Polsce czekał na mnie prezent kosmetyczny!

Mój ukochany kupił mi maskotkę-owieczkę i wodę toaletową Lancome Hypnose 30 ml. Ostatnio bardzo marzyłam o tym zapachu, urzekła mnie mocna, ale niebanalnie podana w tym zapachu waniliowa ciepła nuta. Mało tego, mimo, że narzeczony nie dysponował moją kartą Sephory, zagadał ekspedientkę tak, że nabiła mi punkty na karcie. Gdyby nie to, że tęskniłam bardzo, to powiedziałabym, że opłaca się wyjeżdżać!

 A teraz to, co zapowiedziałam trzy tygodnie temu: paczka Oriflame, rozpakowana i posortowana na grupy produktów.

Zestaw Sparkle in Paris
Kupiłam zestaw Sparkle in Paris, który w katalogu 16 w ofercie wiązanej kosztował naprawdę niewiele. Woda toaletowa znajduje się w flakoniku 50 ml. Jest bardzo delikatna i, niestety, raczej nietrwała. Sam zapach jednak jest przyjemny i kobiecy. Myślę, że będzie się spokojnie nadawała do biura. W skład kolekcji wchodzi także żel do kąpieli i pod prysznic, balsam rozświetlający do ciała oraz dezodorant antyperspiracyjny. Jeszcze nie testowane.

Zestaw Eclat
Wodę Eclat kupiłam, bo interesowała mnie od dłuższego czasu, nie było to moje największe must have, ale skoro trafiła się atrakcyjna oferta cenowa, postanowiłam zaryzykować. Zapach, podobnie jak w Sprakle in Paris, jest bardzo nieinwazyjny, elegancki i łagodny. I niestety, także nietrwały. Ją także zużyję do pracy, myślę, że świetnie się sprawdzi w otoczeniu biurowym. Dezodorant i krem do ciała nietestowane.

Wody perfumowane: Mirage 50 ml i Grace 30 ml; woda toaletowa Enigma 30 ml, oraz krem do ciała Enigma
Wody w świątecznych flakonikach w katalogu 16 kosztowały 22 zł, cena dla członkiń klubu Oriflame była jeszcze niższa. Kupiłam oba dostępne damskie zapachy: Enigmę i Grace. Oba są bardzo ładne, ja jednak stawiam na Enigmę, która pachnie bardziej głęboko i mocno, choć jest to tylko EDP. Kremu o zapachu wody Enigma jeszcze nie testowałam.

Mirage są przepiękne, idealne na zimę. Wyrazisty, aromatyczny, iście zimowy zapach. Zapach ciepły, ale z pewnością nie z kategorii banalnie słodkich. Dominuje żywica elemi, czuć także różę i wetiwer. Piękny i ciekawy, a także trwały. Polecam!

Zamówiłam także płyn do higieny intymnej, który był polecany przez wiele osób, choć nie sądzę, że przebiję moją ulubioną żurawinkę Bielendy, pastę do zębów i migdałowe wydanie kremiku uniwersalnego.

Zdecydowałam się również na zakup podkładu adaptacyjnego Giordani Gold w odcieniu Porcelain. Mój dotychczasowy podkład Age Defying w odcieniu Light Ivory jest już zbyt ciemny, dlatego jaśniejszy podkład będę teraz mieszać z jasnym, by uzyskać idealny odcień.

Z ulotki wyprzedażowej kupiłam kryształki do kąpieli, a jako nagrodę w Programie Witamy dla nowych konsultantów otrzymałam zestaw pielęgnacyjny Swedish Spa. 

W jego skład wchodzą:

- krem regenerujący do rąk na noc, którego już użyłam raz w połączeniu z rękawiczkami i muszę powiedzieć, że efekty były zauważalne,

- peeling do ciała, który już kiedyś miałam i który jest baaardzo skutecznym i przyjemnym w użyciu kosmetykiem.

Ogólnie bardzo polecam serię Swedish Spa, kosmetyki są dobre lub bardzo dobre, nie spotkałam do tej pory żadnego bubla.

Przy okazji jeszcze dziękuję Ci, Kochana Cellulitko, za zaproszenie mnie do udziału w Tagu "Jesienne umilacze", mamy już co prawda grudzień, ale kto powiedział, że zimą nie wolno się dopieszczać?! Bardzo mi miło poza tym, że ktoś jeszcze pamiętał o tym, że istnieję, ja i ten blog. Mam nadzieję, że ktoś to jeszcze będzie czytał ;)

Buziaki dla Was,
Fifruwajka ;)

1 komentarz:

  1. ciesze się, że wróciłaś! :) a co do zimy... podobno tej nocy ma nadejść fala białego puchu..

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...