poniedziałek, 4 marca 2013

Żele pod prysznic Paloma Spa - uwielbiam!

Zamiast ganić wolę chwalić, dlatego dziś chętnie napiszę kilka ciepłych słów na temat dwóch kosmetyków pod prysznic (a  zasadzie dwóch wariantów zapachowych jednego kosmetyku) rodzimej marki Paloma.

Posiadam dwa warianty zapachowe tego produktu: Hiszpański kwiat pomarańczy, oraz Wanilia z Madagaskaru. Pierwszy jest odrobinę mniej gęsty, ma kolor ciemnobordowy, drugi posiada zdecydowanie bardziej kremową, miękka konsystencję, jest koloru mlecznego.

Żele zamknięte są w smukłych przezroczystych buteleczkach o pojemności 300 ml. Opakowanie bardzo mi odpowiada - jest estetyczne i funkcjonalne. Zawsze można sprawdzić ubytek produktu (patrz zdjęcie niżej). Wadą jest jedynie mały otwór w butelce, przez który ciężko jest przecisnąć zwłaszcza bardziej gęsty żel waniliowy.

Największymi ich atutami są zapachy - po prostu genialne...

Zapach Hiszpańskiego kwiatu pomarańczy nie jest aż tak bardzo kwiatowy ani też owocowy, jak można byłoby sądzić po nazwie. Ja wyniuchuję głównie drzewo cedrowe i piżmo. Śliczna i naprawdę relaksująca kompozycja.

Wanilia z Madagaskaru jest nie mniej piękna. Owszem, czuć wanilię, ale też delikatny marcepan, łagodnie mleczny, kojący, ciepły zapaszek. Jest tak ujmujący, że jak go kupiłam bez przerwy siedziałam nosem w zakrętce. Nie jest upiornie chemiczno-słodki jak wiele waniliowo-kokosowo-karmelowych kosmetyków na rynku, choć z pewnością nie jest to wariant odświeżający, a raczej relaksujący. Mmmm....

Co do samych właściwości kosmetyku - myje, nie przesusza i nie podrażnia. Jest dość wydajny dzięki gęstej konsystencji. Mocno skoncentrowany zapach sprawia, że nie wylewamy pół butelki na siebie, by go poczuć.

I jest tani - kosztuje około 8 zł. Oprócz wąskiego otworu nie widzę wad w samym produkcie. Producentowi natomiast należą się baty za fatalną dostępność kosmetyków. Podobały mi się również zapachy żeli Tajska trawa cytrynowa i Brazylijska Papaja. Myślałam o kupieniu ich na lato, ale odkąd zlikwidowano wyspę Joko/Miraculum w pobliskiej galerii handlowej, nie mam gdzie ich kupić. :(

Tak czy siak, jeśli spotkacie (co graniczy z cudem obecnie, bo nigdzie się na nie nie natykam, a po tych sklepikach kosmetycznych lubię się przejść, oj lubię), to bierzcie śmiało do koszyka. 

Buziaki,
Fifruwajka

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...