piątek, 3 maja 2013

Haul: moje perfumy na ślub i inne zakupy :)

Dziś pokażę Wam zakup, który spędzał mi sen z powiek. Spędziłam godziny w perfumeriach na testowaniu aby wybrać ten jeden jedyny zapach, który będzie mi towarzyszył podczas jednego z najważniejszych dni w życiu. Kiedy już wybrałam, czekałam tylko na okazję. Chciałam kupić małą pojemność w promocyjnej cenie (no bo ja to ja i nie lubię przepłacać w Douglasie czy Sephorze). Taka okazja się nadarzyła i spotkałam swoje ślubne perfumy w Hebe w cenie 79 złotych za 25 ml. Ta malutka buteleczka to pojemność przeznaczona do torebki. Zapach ma być na wyjątkowe okazje, dlatego z zasady nie będzie się szybko zużywał, więc ta malutka buteleczka jak najbardziej mi odpowiada. Koniec wstępu: oto on!
Bvlgari Mon Jasmin Noir EDP, 25 ml
Uwielbiam jaśmin, we wszystkich jego odsłonach - od ciężkiej w typie Aliena poprzez lżejsze, ale bogate kompozycje jak Tendre Jasmin, aż po delikatne, wymieszane z cytrusami i piżmem jak w Light Blue.
Mon Jasmin Noir jest wymarzonym jaśminem na ślub - piękna kwiatowa kompozycja, z cedrem i piżmem w bazie i zielonymi listkami w nucie głowy. Zapach wibruje na mojej skórze - jest lekki, ale w wyrafinowany sposób. Zakładam, że w lipcu będzie ciepło, jeśli nie upalnie i ten zapach na pewno nie będzie męczył ani mnie ani pana młodego ;) Z drugiej strony nie jest to płaski świeżak, oj nie. Ten zapach ma i moc, i charakter, choć odpowiedni do okoliczności i do pory roku. Jestem zachwycona swoim wyborem. Teraz pozostaje mi tylko kupić sukienkę :)
W Hebe kupiłam jednak nie tylko perfumy. Zdecydowałam się również na zakup korektora marki Bell w sztyfcie o nazwie Multi Mineral w odcieniu 1. Jestem wierna korektorowi w płynie z tej samej kolekcji, świetnie mi służy do okolic oczu, do zakrywania wyprysków potrzebuję jednak czegoś bardziej treściwego i kryjącego. Wkrótce okaże się, czy mój wybór był trafny...
Tego samego dnia poszalałam również w Bath and Body Works, a także odebrałam zamówienie z Oriflame z katalogu 7. Zacznę może od Bath and Body Works.
Skusiłam się na trzy mgiełki zapachowe. Szukałam czegoś lekkiego, odpowiedniego do biura, czegoś co wrzucę do torebki, by móc odświeżać zapach w ciągu dnia. Tego dnia obowiązywała promocja 3 za 39 zł dla mini produktów co w praktyce oznaczało 3 mgiełki w cenie 2.
Najszybciej zdecydowałam się na zapach Honey Sweetheart, który jest przerażająco słodki i nastolatkowy, czyli teoretycznie zupełnie nie w moim typie. Zapach to tony cukru z odrobiną owoców i kwiatów. Coś w nim jednak jest, ta słodycz będzie poprawiać mi humor w pochmurne dni jak dziś.
Drugim zapachem jest Secret Wonderland - dosyć bezpieczna kwiatowo-owocowa kompozycja. Zapach jest mocno zblendowany, żadna nuta nie wysuwa się mocno na prowadzenie, ładny, bez szału, ale przyjemny. Jako trzeci zapach chciałam wybrać Midnight Pomergranate, ale nie było go w tej pojemności, Blacberry Vanilla też nie, nie było nic co jednoznacznie by mi się spodobało. Wzięłam w końcu Twilight Woods jednak zapach średnio mi się podoba - jest słodko-mdły. Nie jest brzydki, ale nie sprawia mi przyjemności używanie go. Najwyżej wrócę do niego jesienią, bo to bardziej odpowiedni dla niego okres.
I w końcu zamówienie z Oriflame.
Woda Midnight Pearl była w katalogu za pół ceny, więc wzięłam :)
Pachnie wieczorowo, a w zasadzie wieczorowo - dziennie, choć do biura latem średnio będzie się nadawać. Czuję przede wszystkim nuty kwiatowe i drzewne, na mojej skórze nie wyczuwam zbytnio wymienionej w składzie gruszki. Zapach mi się podoba, jest elegancki  i lekko szyprowy, jego największą wadą jest słaba trwałość. Utrzymuje się może ze trzy godziny, a to w końcu EDP a nie woda toaletowa. Ma ładny, elegancki flakon, przynajmniej to odwzorowuje jego dość wysoką w katalogu cenę.

Kupiłam również kilka produktów codziennego użytku.

Skusiłam się na odżywkę do włosów normalnych - moje od kiedy przestałam je farbować coraz bardziej takie się stają. Bardzo mi odpowiadały kosmetyki do włosów z linii Nature Secrets, których dotychczas używałam, mam nadzieję, że w tym przypadku nie będzie inaczej.

Kupiłam również żel do mycia twarz z nastolatkowej linii Pure Skin. Choć wiekowo to już nie jest kosmetyk dla mnie, moja cera wciąż się zachowuje jakbym miałam trzynaście lat. Zobaczymy, jak poradzi sobie z nią ten produkt. Zimą nie stosuję takich żeli, bo zbyt mocno przesuszają, ale wiosną mogę zaryzykować. Przy zakupie produktu z tej gamy, można było taniej nabyć przyrząd do usuwania wągrów. Traktuję go jako ciekawostkę i chętnie przetestuję, choć nie spodziewam się cudów po metalowej pętelce i dziurce z drugiej strony.

Żeby nie płacić za przesyłkę, kupiłam żel do skórek w promocyjnej cenie.
To już tyle, mój portfel płacze, bo wszystkie te wydatki przypadły na jeden dzień. A ja jestem szczęśliwa, bo mam już swój zapach na ślub!

Buziaki,
Fifruwajka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...