środa, 31 grudnia 2014

Zakupy - Rossmann, The Body Shop, Oriflame, Ziaja dla Ciebie, spożywczak :)

Cześć!

Dzisiejsza notka dotyczyć będzie zakupów kosmetycznych, które poczyniłam w drugiej połowie grudnia. Zrobiłam spore zakupy w Oriflame, podczas codziennych zakupów wpadło też kilka drobiazgów z innych sklepów.


Jedną z najbardziej korzystnych promocji w tym katalogu była możliwość zakupu dwóch wód perfumowanych VIP Night w cenie 25 zł każda. Zapach jest delikatny i bardzo ładny, ale raczej ciepły niż świeży. Dla mnie idealny teraz do pracy, wbrew nazwie raczej na dzień niż na wieczór.
Jedną buteleczkę wzięłam dla siebie, drugą - dla mamy.


W bardzo dobrej cenie były też odżywki HairX. Ta do włosów farbowanych, którą miałam, była świetna. Tym razem wybrałam wygładzającą, nabłyszczającą i regenerującą. Oparte są na silikonach, więc powinny dobrze sprawdzać się w sezonie czapkowym.


Skusiłam się również na peeling Swedish Spa i krem-kurację do rąk na noc z tej samej linii. Oba już miałam i są po prostu rewelacyjne!


Przy zakupach powyżej 69 zł, można było kupić zestaw z marakują (żel pod prysznic, dezodorant, mydełko do rąk) w atrakcyjnej cenie (około 15 zł w cenie katalogowej). Skusiłam się! Podobna oferta wiązana dotyczyła zakupu kompletu ręczników za 39,90 i na to też się zdecydowałam, ale nie zrobiłam im zdjęć (mam nadzieję, że wybaczycie).


Kupiłam też wycofywany korektor Studio Artist, który uwielbiam, za śmieszną cenę (7 zł?) oraz szare cienie Duo z wyprzedaży dla mamy. Z linii The One wybrałam dla siebie emalię Nail Shield (używam jej zamiast lakieru do paznokci - ma piękny mleczny odcień) i balsam do ust w kolorze Nude.


Dzięki przekroczeniu progu 50 punktów mogłam zakupić wody Imagination dla kobiet i Ascendant Aqua dla mężczyzn. Pierwszą dostała ciocia, drugą - mój tata.


Z katalogu wybrałam też sobie dwa mydełka do rąk o zapachach Miami Spirit i Parisian Delight.
W Rossmannie kupiłam przeceniony balsam Softlips za 6,20. Zewnętrzne papierowe opakowanie było uszkodzone i tylko dlatego cena była tak niska. Sam produkt jest jak najbardziej pełnowartościowy.


W The Body Shop zaczęła się zimowa wyprzedaż. Momi zdaniem, jest mniej atrakcyjna niż ta w październiku/listopadzie i dlatego kupiłam tylko żel papaya, którego wcześniej nie udało mi się dostać.

Podczas robienia zakupów w Hali Banacha zauważyłam, ze mają wszystkie produkty z nowej linii Golden Oils Bielendy. Oczywiście, wszystko obejrzałam i wybrałam dla siebie cukrowy peeling do ciała, który zapowiada się fantastycznie. Przede wszystkim, nie ma parafiny, tylko bogactwo olejków i masło Shea. Posiada także piękny zapach.


Przy innej wizycie w Rossmannie skusiłam się na mydełko miodowe z Himalaya Herbals i kupiłam gumeczki do włosów. Do Ziaji dla Ciebie wybrałam się po maskę uspokajającą. Liczyłam, że otrzymam gratisowe mydełko i kremik pierniczkowy z limitowanej edycji (zgodnie z informacją na facebooku marki), ale niestety już się wyprzedały. Pani zaproponowała mi w zamian oliwkowy płyn dwufazowy z nowej linii Liście Zielonej Oliwki.

To wszystko jeśli chodzi o zakupy. Nie dostałam żadnych prezentów kosmetycznych, bo moi Mikołaje wiedzą, że tonę w zapasach :) Z tego też powodu - jutro projekt denko!

Buziaki,
Fifruwajka

środa, 17 grudnia 2014

Liebster Blog Award


Cześć!

Muminkowe Nowości nominowała mnie do Liebster Blog Award. Z chęcią wezmę udział w tej zabawie, a Muminkowi bardzo serdecznie dziękuję za zaproszenie.

Poniżej pytania, które otrzymałam i moje odpowiedzi:


1. Jaka potrawa najbardziej Ci się kojarzy ze Świętami Bożego Narodzenia?

W moim rodzinnym domu co roku, na wigilijnym stole gościła kapusta z grzybami leśnymi i olejem lnianym. Tego zapachu i smaku nie da się do niczego porównać. Szaleję za tą potrawą i w tym roku będzie miała ona debiut na pierwszej organizowanej przez mnie wigilijnej kolacji.

2. Jakie jest Twoje największe kosmetyczne marzenie?

Spośród wszystkich moich marzeń, te kosmetyczne nie należą akurat do największych :) Niemniej jednak,gdybym już miała coś takiego wskazać, to byłoby to ukończenie profesjonalnych kursów pielęgnacji skóry twarzy, kompleksowych, obejmujących zarówno kosmetykę, jak i suplementację, masaże, itd.

3. Twój ulubiony zimowy zapach w kosmetykach to....

 Jest ich tak wiele... Ostatnio jednak najbardziej szaleję za zapachem kolekcji Japanese Cherry Blossom od Bath&Body Works.

4. Co sprawia ci największą radość w blogowaniu?

 Możliwość dzielenia się uwagami, doświadczeniami... ale przede wszystkim Wasze zrozumienie mojego uwielbienia dla kosmetyków. Próżno szukać go u męża albo kolegów z pracy.

5. Największy kosmetyczny hit i bubel tego roku to....

 Największy hit? To bardzo trudne pytanie, bo mnóstwo kosmetyków przypadło mi do gustu. Gdybym jednak miała wskazać jeden, byłby to szampon Hamamelis z Yves Rocher. Uratował moją skórę głowy, którą podrażniało w pewnym momencie wszystko. Dzięki niemu mogłam umyć głowę i nie czułam przymusu by drapać ja potem do krwi. 
Kitów było kilka, ale trudno wskazać mi jeden najgorszy z nich wszystkich. To temat na osobną notkę :)

6. Co skłoniło Cię do założenia bloga?

Trudno powiedzieć. To nie była długo rozważana decyzja. Założyłam, sprawia mi to dużo radości, więc robię to dalej. :)
 
7. Czym się interesujesz?

Uwielbiam czytać (w zasadzie wszystko, ale na ogół stawiam na klasykę, belles-letres to coś dla mnie), gram w gry RPG (te prawdziwe, z 'żywym' mistrzem gry), oglądam koreańskie dramy i kucharzę. Jeśli chodzi o sport, to oczywiście, wybieram shopping! :) 
8. Film lub program, który ostatnimi czasy Cię poruszył to.....

Wczoraj oglądałam program o uzależnieniu od metamfetaminy, a ostatnio o boreliozie. Na ogół wszystkie programy medyczne, które opisują historie chorych, mnie poruszają - sama zmagam się z paroma dolegliwościami i wiem, jak bardzo choroba zmienia życie i podejście do niego.
9. Czy lubisz tworzyć dekoracje DIY? Jeśli tak, to co ostatnio stworzyłaś?

Ach, ja nawet nie potrafię guzika dobrze przyszyć! Nie, nie stworzyłam niczego takiego, całe szczęście, bo z moim talentem świat wzbogaciłby się o jakieś okropne szkaradztwo. 
10. Twój ulubiony kosmetyk do 10zł to.....

Ostatnio masełko do ust borówkowe od Nivea, ale znam wiele świetnych i niedrogich produktów. 
11. Jaki kosmetyk z "wyższej" półki chętnie widziałabyś u siebie?

Obowiązkowo perfumy! Chanel Allure, Chanel no 5 Eau Premiere, Lancome Hypnose (ale tym razem EDP, mam w domu EDT), Burberry London, Armani Code Luna, Roberto Cavalli Aqua. I wiele, wiele innych, ale te są moimi must have i kiedyś koniecznie będę je mieć.


A oto pytania wybrane przez mnie:

1. Jaka jest Twoja najlepsza urodowa wskazówka?
2. Jesteś wierna sprawdzonym produktom czy wolisz testować nowości?
3. Czy jest jakiś kosmetyk, który uważasz za wielofunkcyjny i uniwersalny?
4. Jak organizujesz sobie czas wolny?
5. Masz jakieś zwierzątko domowe? Jeśli tak, to jak się ono wabi?
6. Twój wymarzony prezent gwiazdkowy to...
7. Których kosmetyków jesteś największą maniaczką (jak wiemy, jest nas wiele rodzajów, przykładowo, są włosomaniaczki, fanki makijażu itd. ;) )?
8. Osoba publiczna, z którą chętnie poszłabyś na kawę, to... i dlaczego?
9. Malujesz się na każdego dnia czy może są takie dni kiedy prezentujesz się światu całkowicie saute?
10. Jaki jest Twój ulubiony sklep kosmetyczny? Wolisz drogerie stacjonarne czy internetowe?
11. Jaki element swojej urody najbardziej lubisz pielęgnować i podkreślać?

Do Liebster Blog Award nominuję:
Joannę z E-fenomeno
Zakaz Prowokacji

Udanego wieczoru!
Fifruwajka

sobota, 6 grudnia 2014

Zamówienie z Oriflame, wygrana w rozdaniu i dwa drobiazgi z drogerii

Cześć!

Jak wiecie albo i nie, czasem zamawiam sobie kosmetyki z Oriflame. Pracuję w sąsiedztwie Warszawskiej filii, więc szybko i łatwo mogę zorganizować odbiór paczki, bez angażowania w to pośredników (czyt. konsultantek). Nie sprzedaję tych kosmetyków, kupuję je dla siebie, męża, czasem coś zamówię mamie albo koleżance w pracy.

Niemniej jednak, ostatnio ceny poszły w górę i coraz częściej większą ochotę miałam na wizytę w Rossmannie niż na przeglądanie katalogu. Mam wrażenie, że firma Oriflame premiuje i wspiera osoby sprzedające i rekrutujące na dużą skalę, dziewczyny, które zamawiają dla siebie utraciły ostatnio wiele przywilejów i korzyści.

Niemniej jednak zaczęły pojawiać się świąteczne katalogi i... uległam. :) Poniżej efekty.



Jak widzicie, jest tego całkiem sporo. A teraz, po kolei, co wrzuciłam do koszyka?


Przede wszystkim zapachy. Słodki, owocowy zapach Masquerade i piękny, głęboki Possess. Do tego drugiego w komplecie był krem do ciała. Pachnie tak intensywnie, że czuć go przez folię zabezpieczającą.


W każde święta marka Oriflame wypuszcza mini limitowane edycje swoich wód toaletowych lub perfumowanych o pojemności 30 ml. W tym roku są to Power Woman i Giordani Gold. Za konsultancką cenę 15 zł z groszami żal było nie wziąć. Z ulotki wyprzedażowej wpatrzyłam dla siebie piękny lakiet Giordani Gold Portofino w odcieniu Tender Rose.


W specjalnej ofercie można było kupić krem pod prysznic i krem do rąk Silk Beauty za niecałe 8 złotych. Zamiast opłaty za przesyłkę wybrałam produkt ze specjalnej oferty - żel oczyszczający Optimals dla cery mieszanej za 11,90 zł.


Ponieważ nie zamawiam regularnie, musiałam uiścić opłatę wznawiającą członkowstwo. Alternatywą był zakup pomadki ochronnej Tender Care i na to rozwiązanie postawiłam. W ofercie powitalnej 'po krótkiej przerwie' za 1 zł mogłam nabyć wodę Pretty Swan.

Ponieważ osiągnęłam pułap 50 PP, mogłam kupić dwa kremy Royal Velvet po preferencyjnej cenie 19,90 zł za oba. Znajdą się w prezencie świątecznym dla mamy.


Kupiłam też dwie rzeczy niekosmetyczne - pierwsza to koszyk na pieczywo w ładnym wiosennym kolorze.


W ofercie wyprzedażowej pojawił się też lekki, szydełkowy szaliczek, który będzie mi świetnie pasował wiosną do trencza.


Ale to nie koniec paczek! :) Dotarła do mnie rownież nagroda z kanału WolinskiSobasProject. 

W jej skład wchodzi krem do rąk Biały Jeleń (bardzo jestem go ciekawa), pomadka ochronna Melisa, wosk o zapachu truskawek ze śmietaną, cztery sosnowe świeczki, tonik Kwiaty Polskie, olejek arganowy do skórek i lawendowy cień do powiek Glazel.


Jeśli chodzi o zakupy w drogeriach, były raczej skromne. W Rossmannie kupiłam słynny czerwony krem do rąk Isana, a w Superharm Lactacyd. I wzięłam sobie próbkę podpasek Libresse. (I opakowanie omega 3, ale suplementów i leków raczej nie pokazujemy na blogach ;))

Jeśli coś Was zainteresowało - pytajcie, chętnie odpowiem :)

Trzymajcie się ciepło!
Fifruwajka

czwartek, 4 grudnia 2014

Żel antybakteryjny The Body Shop o zapachu kokosowym

Odświeżanie rąk żelami antybakteryjnymi stało się dla mnie koniecznością, od kiedy zaczęłam jeździć komunikacją miejską. Muszę mieć chociaż jeden produkt tego typu w torebce. Z tego powodu przetestowałam wiele żeli antybakteryjnych różnych marek. Jak wypada The Body Shop?


Kosmetyk znajduje się w poręcznej buteleczce 60 ml, którą można wszędzie zmieścić. Ma postać bezbarwnego żelu, który szybko wsiąka w dłonie, odświeżając je i nie pozostawiając na nich żadnej warstwy. Tuż po aplikacji wyczuwamy alkohol, jednak bardzo szybko ten zapach wietrzeje, pozostawiając na dłoniach piękny, intensywny kokosowy zapach. Co dla mnie istotne, nie zawiera triklosanu (podejrzewanego o działanie rakotwórcze).

Produkt świetnie wywiązuje się ze swojej roli, nie jest lepki, jak inne tego typu kosmetyki. Dzięki ślicznemu zapachowi przyjemnie się go stosuje. Mógłby być trochę tańszy (kosztuje 10 zł), ale jest wydajny, więc można mu to wybaczyć. W porównaniu z B&BW wypada korzystniej cenowo.

Z pewnością skuszę się jeszcze na inne zapachy.

Buziaki,
Fifruwajka

środa, 3 grudnia 2014

More by Demi EDP

Czy zdarzyło Wam się kiedyś zakochać w przyjacielu? Czasem miłość jest nagła i niespodziewana, pojawia się niemalże znikąd, czasami natomiast rozwija się powoli, wieloetapowo, od nieśmiałej sympatii, przez koleżeństwo, przyjaźń aż do pełnoobjawowej, złożonej relacji romantyczno-przyjacielsko-partnerskiej. Nie chciałabym brzmieć niepotrzebnie pompatycznie, ale uważam, że podobnie bywa z zapachami. Czasem, któryś zauroczy nas już po pierwszym powąchaniu, inne potrzebują czasu, aby skraść Wasze serce. 



To drugie odpowiada mojej znajomości z wodą perfumowaną More by Demi. Zapach ten mi się dosyć spodobał po pierwszych testach z próbki, a że około rok temu miałam okazję kupić go w bardzo okazyjnej cenie, skusiłam się.


Zawartość złotej buteleczki początkowo była dla mnie przyjemnym zimowym zapachem, który nosiłam do biura, na zakupy, na nieoficjalne wyjścia. To nie był mój signature scent, ale zapach, który dobrze się komponował z moją osobowością i okazał się dość uniwersalny w noszeniu, pasując do wielu okoliczności i strojów. Nie darzyłam go jednak głębszym uczuciem. Po wiośnie i lecie, gdy przyszły pierwsze chłodne dni, okazało się, że jakby całkiem bezwiednie po niego sięgam. Podczas gdy wiele innych lubianych przeze mnie jesiennych zapachów kurzy się na półce, More 'cieszy się' coraz większym ubytkiem...

I tak odkryłam, że jest to moja tegoroczna miłość, mój must have, mój nieodzowny towarzysz. A zresztą, jest bardzo często komplementowany, daje mi poczucie komfortu i spokoju. Nosząc je, nie przeistaczam się w femme fatale, jak wtedy, gdy używam Code Armaniego. Jestem sobą. Szczęśliwą żoną, zadbaną i atrakcyjną, ale żadną tam kobietą fatalną! Profesjonalnym pracownikiem, który jednak od czasu do czasu strzeli jakąś gafę. More to taki mój zapach! Perfekcyjnie skrojony, ale na co dzień. Kiedy nie musimy nikogo udawać ani się przebierać. Pasuje do dżinsów i do swetra, ale świetnie też się sprawdzi z małą czarną kiedy trzeba. Jednak do wieczorowej długiej sukni wybrałabym coś innego...


Buteleczka jest prosta i złota, bardzo ładna i dobrze wykonana. Przezroczyste boki pokazują ubytek perfum. Cena jest przystępna, w pomocji około 80 zł.

Zapach jest trwały, zastosowany rano utrzymuje się do końca dnia w pracy (ok.18 w moim przypadku).

Znacie? Jeśli tak, koniecznie podzielcie się opinią!

Buziaki,
Fifruwajka

wtorek, 2 grudnia 2014

Wellness& Beauty - peeling o zapachu zielonej herbaty

Seria Wellness&Beauty jest jedną z ciekawszych marek własnych Rossmanna. W estetycznych, prostych opakowaniach kryją się kosmetyki o przyjemnych składach za przystępną cenę. Tym razem, w mojej łazience zawitał peeling o delikatnym aromacie zielonej herbaty.


Kosmetyk ten jest peelingiem solnym z dodatkiem oliwy z oliwek. Dzięki temu ładnie i skutecznie ściera naskórek a jednocześnie pozostawia skórę miękką i nawilżoną po zabiegu złuszczania. Pachnie świeżo i bardzo ładnie. Ogólnie, jest on wart uwagi. Stosuję go dwa razy w tygodniu. Skład, biorąc pod uwagę jego niską cenę, jest zaskakująco dobry. Nie jest to produkt w 100% naturalny, ale producent idzie w dobrym kierunku.

Jest jednak jedna rzecz, która mnie niepokoi. Kosmetyk początkowo miał zielony kolor. Niestety, po jakimś tygodniu, dwóch zaczął zmieniać kolor. Spójrzcie jak to wygląda:


Niezbyt zachęcająco, prawda? Co ciekawe, zapach ani inne właściwości nie uległy zmianie. Nie powoduje też żadnych podrażnień ani uczuleń. Kosmetyk jak najbardziej jest w terminie przydatności do użycia, więc go wciąż stosuje, jednak jego nieestetyczny wygląd trochę mnie zraża. Co o tym myślicie?

Buziaki,
Fifruwajka

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Midnight Pomegranate - Bath&Body Works

Bath&Body Works to przede wszystkim zapachy. Mam kilka ulubionych: Japanese Cherry Blossom, Pink Chiffon, Dark Kiss czy właśnie tytułowy Midnight Pomegranate.

Z tej linii zapachowej posiadam obecnie trzy produkty: żel pod prysznic, balsam do ciała i dużą świecę. Miałam też kiedyś żel antybakteryjny do rąk.
 


A jak pachnie granat o północy? Owocami i przyprawami, oraz ciepłą wanilią i drzewem sandałowym. Jest rozgrzewający i otulający. Zapach idealny na sezon jesienno-zimowy.


Jeśli chodzi o kosmetyki i ich właściwości, to są one bardzo dobre. Żel dobrze myje, jest niezwykle wydajny. Jedna buteleczka wystarcza na około dwa miesiące niezbyt oszczędnego używania. Nie nawilża i nie przesusza, czyli drogeryjny standard.

Balsam do ciała ma najlżejszą konsystencję spośród wszystkich nawilżaczy do ciała w B&BW (w ofercie są równie kremy i masła). Będzie wystarczająco nawilżający dla skór niewymagających, osobom z suchą skórą polecam kremy i masełka.

Oczywiście, największym atutem tych kosmetyków jest zapach. Używam tego duetu wieczorem przed snem i rano budzę się otulona tym zapachem.


Składy jakie są każdy widzi... kilometrowe. Na górze możecie zobaczyć żel, poniżej zdjęcie etykiety balsamu.


Ostatnio chętnie palę również dużą świecę o tym zapachu. Posiada ona trzy knoty, intensywnie pachnie podczas palenia i równomiernie się wypala.


Serdecznie polecam Wam kolekcję Midnight Pomegranate z uwagi na bardzo piękny i trwały zapach. Ceny są wysokie, ale sezonowe promocje pozwalają kupić te kosmetyki nawet za 20% ich wyjściowej ceny.

Skusilibyście się na nie?
Buziaki,
Fifruwajka

niedziela, 30 listopada 2014

Zakupy w listopadzie

Cześć!

Tegoroczna jesień się kończy, a szkoda, bo była wyjątkowa piękna. W sklepach powoli pojawiają się zestawy prezentowe (niektóre bardzo kuszące), czekam już tylko kiedy w radiu po raz pierwszy rozbrzmi 'Last Christmas'. Shopping wkrótce stanie się sportem narodowym, będziemy masowo napadać na sklepy w poszukiwaniu prezentów. Ale ja, jak zwykle, bez względu na porę roku, przyjmuję tę samą strategię zakupową - śledzenie fanpage'y na na facebooku, przeglądanie gazetek i polowanie na okazje.


Z okazji wprowadzenia świątecznej linii, The Body Shop zorganizował promocję 'zrób zakupy za 20 zł i odbierz mini masełko kndyzowane jabłuszko. Ja wybrałam sobie tylko mini masełko miodowe i wyszłam ze sklepu z dwoma, płacąc za jedno. To lubię :)

Rossmann jest dokładnie obok The Body Shop, zajrzałam na chwilę i znalazłam dla siebie odżywkę Isany. Jestem ciekawa, jak się sprawdzi.


Odwiedziłam również Super-Pharm, gdzie natknęłam sie na super promocję past do zębów Himalaya. Cena za dwupak to 9,90, podczas gdy dotychczas kupowałam je za około 8 zł w promocji. Wzięłam ulubioną Sparkly White i na wypróbowanie Mint Fresh.

Olejki Magic Spa Farmony były przecenione o połowę. Za wiśniowy (nie mogłam się oprzeć!) zapłaciłam 12,50 zł. Dokupiłam również mydełko Carex do rąk i spełniłam warunek oferty wiązanej (min. 35 zł na zakupy), żeby nabyć serum do rąk Evree w promocyjnej cenie. Jestem go ogromnie ciekawa - skład wygląda obiecująco.

 W Hebe moją uwagę przyciągnął zestaw prezentowy składający się z dwóch produktów o zapachu korzennych pierniczków: peelingu  i balsamu oraz waniliowego kremu do rąk. Mój mąż już wyraził zainteresowanie kremem do rąk. Dwa pozostałe kosmetyki będą dla mnie. Już je wąchałam i pachną bosko! Cały zestaw kosztował około 22 złote.


Również w Hebe kupiłam sobie masełko Nivea jagodowe (przecenione z 10 na 7 zł). Pachnie dokładnie jak jagodowa Jogobella i już stoi u mnie w łazience. Do zakupów otrzymałam próbkę żelu 'Radość życia' Kneipp.

Robiąc zakupy spożywcze w Carrefourze, moją uwagę przyciągnęła obniżka cen dużych żeli Le Petit Marseiliais. Wybrałam sobie brzoskwiniowo-nektarynkowy. Pachnie przepięknie, jak prawdziwe owoce. Zapłaciłam około 10 zł za pojemność400 ml.


Po raz pierwszy skusiłam się też na pudełko. Listopadowy ShinyBox zawiera kosmetyki, które z przyjemnością zużyję w dobrej cenie. Spośród tych kosmetyków miałam bazę Joko (uwielbiam) i odżywkę Babuszki Agaffii. Nie wiem, czy dokładnie ten wariant, ale wiem czego się spodziewać. Zawsze chciałam przetestować jakiś gotowy peeling do ust, marce Organique ufam, więc po jej peelingu spodziewam się wyłącznie dobrych efektów i przyjemnego używania. Chusteczki ze zmywaczem to genialny pomysł. Można wrzucić do torebki i zmyć paznokcie nawet w pracy, jeśli zajdzie taka potrzeba. Jedynym produktem, do którego mam mieszane uczucia są cienie APC - trochę zbyt mocno opalizujące jak na mój gust. Z drugiej strony, zbliża się karnawał, a kolory są ładne i naturalne.



Zapłaciłam 53 zł już z przesyłką, korzystając z kodu towar1klasa.


Udało mi się również wygrać rozdanie u DevilInBlue. Tak w ogóle to bardzo polecam ten kanał, Iza jest przesympatyczna i mam zaufanie do szczerości jej opinii. A co wchodzi w skład nagrody? 4 kosmetyki z kolekcji The One z Oriflame: błyszczyk Rose Glacier, tusz wodoodporny Las Resistance w kolorze czarnym, lakier Lilac Silk, cień do powiek w kremie Petroleum Shine.

Troszkę się tego zebrało, co? :)

Udanego niedzielnego wypoczynku!
Fifruwajka

sobota, 15 listopada 2014

Dieta bezglutenowa - moje doświadczenia, porady, sprawdzone produkty, cz.3

Cześć,

tym razem pokaże Wam, jak przyprawiam swoje dania i po co sięgam gdy czuję mały głód :)

Niestety, gluten w przetworzonej żywności jest wszędzie, więc przechodząc na ten rodzaj żywienia, musimy zdecydować się na rozstanie ze wszelkimi kostkami rosołowymi, Vegetami, kucharkami, maggi  i innymi tego rodzaju glutaminowo-solnymi przyprawami.

Codziennie gotuję, do wielu potraw nieodzowny jest bulion. Dlatego raz w tygodniu (w sobotę) gotuję wielki gar mieszanego rosołu, redukuję go, następnie rozlewam do butelek i słoików i wkładam do lodówki. Potem taki bulion wykorzystuję przez cały tydzień. Co jakiś czas robię też domowe kostki rosołowe. Bulion należy wtedy zredukować jeszcze bardziej, ostudzić, wlać do woreczków przeznaczonych do lodu i zamrozić. Obie metody sprawdzają się znakomicie.

Rosół gotuję bardzo tradycyjny. Włoszczyzna, liść laurowy, ziele angielskie, kawałek wołowiny, na ogół szponder, skrzydło indyka, czasem kawałek kurczaka, odrobina ziół podlaskich do rosołu. Ma intensywny smak, jeśli pozwolimy mu się gotować przez wiele godzin, u mnie pyrka sobie przez minimum 6 godzin. Poza tym, taki rosół na kościach to bogactwo kolagenu - tak cennego dla urody. Zdecydowanie skuteczniejszy i tańszy niż modne kolagenowe drinki :)


W dużych ilościach stosuję też zioła. Wybieram mieszanki bez soli, sztucznych aromatów i wypełniaczy, dobre i bezpieczne dla bezglutenowców są te, które w składzie nie mają nic oprócz suszonych ziół. Sól wybieram morską. Od kilku lat jestem wierna tej ze zdjęcia - nie zawiera antyzbrylaczy, które nie są obojętne dla zdrowia.

Mieszanki  ziołowe marki Dary Natury mogę Wam śmiało polecić - są dobrze skomponowane i zwłaszcza ta do wołowiny cieszy się u mnie dużą popularnością. 


Jestem fanką kuchni wschodu, czasem gotuję ramen, miso albo smażę sajgonki, tak się składa, że sos sojowy jest nieodzownym składnikiem tych potraw. Lubię kucharzyć i przejście na dietę bezglutenową kojarzyło mi się z rezygnacją z tych ulubionych potraw. No bo przecież sos sojowy zazwyczaj zawiera też pszenicę... Okazało się jednak, że Kikkoman ma w ofercie bezglutenowy sos sojowy, skądinąd bardzo dobry.


Kolejną ważną przyprawą w mojej kuchni jest ocet jabłkowy (polecam ten z Rossmanna). Zwykły ocet spirytusowy kupuję regularnie, ale nie do celów spożywczych. Służy mi on do sprzątania (o tym może innym razem).

Smażę zazwyczaj na oleju ryżowym (jest wyjątkowo odporny na wysokie temperatury) albo na maśle klarowanym. Stałe miejsce w mojej kuchni ma także olej kokosowy i... smalec. Bardzo lubię smak smalcu i uważam, że niezasłużenie cieszy się tak złą sławą. Jest doskonały do smażenia, na pewno bezpieczniejszy niż olej rzepakowy czy słonecznikowy.

Do sałatek polecam olej lniany bądź oliwę z oliwek.

Nie piję mleka, ale kupuję fermentowane produkty mleczne, jak kefiry czy jogurty, o ile to możliwe, staram się aby były one z surowego, niepasteryzowanego mleka. Nie zastępuję mleka krowiego mlekami roślinnymi - traktuję je jako całkowicie osobne produkty o innym zastosowaniu. Mleczko kokosowe wykorzystuję do dań kuchni tajskiej a mleko ryżowe popijam jako pyszny drink. Jestem też fanką wody kokosowej - jest taka pyszna, szkoda tylko, że tak dużo kosztuje.

Nie jestem zbytnio łasuchem na słodycze, czasem jednak każdemu potrzeba odrobiny słodkości. Kiedy mam ochotę dosłodzić potrawę, to na ogół wykorzystuję do tego miód, z rzadka ksylitol. Do herbaty najczęściej wybieram domowe syropy (moja mama zrobiła w tym roku syrop malinowy i jagodowy, a teściowa syrop z czarnego bzu) - pychota! Pamiętajcie, żeby miód kupować z lokalnej sprawdzonej pasieki, bo w tradycyjnych sklepach, a zwłaszcza w dużych sieciach handlowych trudno o prawdziwy miodek od pszczółki.


Co bezglutenowiec może podjadać między posiłkami? Oczywiście owoce, orzechy, chrupać marchewkę. Ale co kiedy dopadnie nas 'mały głód' a warzywniak nie po drodze? Co kiedy ma ochotę na łakocie po prostu? :) Są dostępne w sklepach czekolady bezglutenowe, między innymi produkuje je nasza polska Goplana. Niektóre z czekolad Lindta, również nie zawierają gluten, ale trzeba to sprawdzać na opakowaniach.


Moje przykładowe przekąski: czekolada z migdałami i jagodami Lindt, pestki dyni, orzechy laskowe, suszone mango, orzechy brazylijskie, nerkowca, migdały, orzechy włoskie itp.

Nie jestem ekspertem od żywienia, ale taka dieta mi służy. Staram się też edukować i dużo czytać. Oczywiście, dbam żeby w mojej diecie nie zabrakło również dobrej jakości mięsa, jaj i ryb. Stawiam na wołowinę, indyka, królika, makrele i śledzie. Podstawą jest jednak duża ilość warzyw w diecie, zwłaszcza tych zielonolistnych, jak szpinak, brukselka czy jarmuż. Z owocami jestem ostrożna - porcję zjadam raz, najwyżej dwa razy dziennie - mają sporo cukru. Nabiał spożywam, ale dużą wagę przywiązuję do jego jakości, nie jem serków homogenizowanych o smaku szarlotkowym ani innych wynalazków. Jeśli jogurt to tylko naturalny. Mleka w ogóle nie piję, nie czuję takiej potrzeby i nie czuję się po nim za dobrze.

Staram się jeść jak najmniej przetworzone rzeczy i unikam białego cukru oraz białej mąki. Jeśli pozwalają mi finanse kupuję żywność bio. Mam to szczęście, ze posiadam rodzinę na wsi i zawsze mogę liczyć na dostawy eko produktów po rozsądnej cenie.

A Wy? Jak ważne jest dla Was to co macie na talerzu? Od kiedy zachorowałam, zostałam maniakiem zdrowego jedzenia. Kiedyś mogłabym jeść pizzę trzy razy dziennie, siedem dni w tygodniu. Ale wcale nie tęsknię za tamtymi czasami! Teraz jem równie smacznie, ale zdecydowanie zdrowiej. Samopoczucie mam znacznie lepsze. A co Wy myślicie?

Pozdrawiam, 
Fifruwajka

wtorek, 11 listopada 2014

Krem pod oczy Optimals Seeing is Believing - Oriflame

Cześć!

Jako dwudziestopięciolatka czuję się już w obowiązku regularnie pielęgnować oczy. Codziennie rano i wieczorem delikatnie wklepuję kremik w okolice oczu. Kremik pod oczy na dzień ma doskonale nawilżać, szybko się wchłaniać i dobrze zachowywać się pod makijażem. Krem pod oczy na noc wybieram już treściwszy.

Przez kilka ostatnich miesięcy na dzień wybieram kremik Oriflame Optimals Seeing is Believing.


W ładnym szkalnym sloiczku z plastikową zakrętką znajduję sie standardowe 15 ml produktu. Krem jest bardzo delikatny, ma lekką kremowo-żelową formułę, wprost idealną do nakładania pod delikatne okolice oczu. Nie ma mowy, żeby obciążył skórę.


Z drugiej strony, bardzo skutecznie nawilża. Skóra jest miękka i wypielęgnowana. Szybko się wchłania, nie roluje się pod makijażem, dobrze nakłada się na niego kosmetyki kolorowe. Jestem z niego bardzo zadowolona i spełnia moje oczekiwania wobec kremu pod oczy pod makijaż. Na noc oczekuję bogatszej formuły, ale kiedy wyjeżdżam, zabieram tylko ten i też sobie radzi.

Ogólnie, jestem z niego bardzo zadowolona. Ostatnio to jeden z najbardziej udanych kosmetyków tej marki, jakie miałam okazję testować.

Cena regularna jest wysoka, ale zdarzają się promocje, w których można go dostać poniżej 10 zł. Polecam skusić się na jedno opakowanie, bo jest zaskakująco dobry.

Udanego wypoczynku w Święto Narodowe!
Fifruwajka

środa, 5 listopada 2014

Dieta bezglutenowa - moje doświadczenia, porady, sprawdzone produkty, cz.2

Cześć,

kontynuuję cykl dotyczący bezglutenowego odżywiania. Wyjaśnienie, dlaczego jestem na tej diecie i ogólny jej zarys pojawił się w części pierwszej i tam odsyłam wszystkich zainteresowanych. 

Dzisiaj chcę Wam pokazać zbożowe produkty bezglutenowe dostępne w sklepach, które najchętniej kupuję. Jak już wspominałam, dieta bezglutenowa opiera się na wykluczeniu pszenicy, jęczmienia i żyta. Dlatego tradycyjne wyroby zbożowe jak makaron czy mąka pszenna odpadają. W sklepie możemy dostać makarony bezglutenowe, pieczywo, mąki bezglutenowe.


Co do makaronów, najczęściej wybieram te marki SamMills. Gotowe produkty bezglutenowe są znacznie droższe od tych z pszenicy, ale akurat makarony SamMills kosztują nie tak znowu wiele. Kupuję je w Biedronce (nie we wszystkich są) za 3,99 zł za paczkę 500 g. Dostępne są rurki, spaghetti, świderki i drobne kwadraciki. Być może są jeszcze jakieś inne rodzaje, ale sama spotkałam tylko te. Makarony bezglutenowe na ogół wykonane są z mąki kukurydzianej. Kukurydza jednak obok rzepaku i soi, jest najczęściej modyfikowaną genetycznie rośliną, większość upraw kukurydzy na świecie to uprawy GMO. SamMills deklaruje, że ich wyroby są wolne od GMO.

Następny gorący temat to pieczywo. W sklepach dostępne są chleby, bułeczki, bagietki bezglutenowe, ciasteczka, słodkie bułki, czego dusza zapragnie. Jednak cena i kilometrowy skład powalają i odbierają apetyt. Sam smak również pozostawia wiele do życzenia. Dla chcącego jednak nic trudnego - można chlebek upiec samemu. 


W sklepach dostępne są różne mieszanki mąk bezglutenowych. Ja wybieram tylko tę jedną widoczną na zdjęciu (marki Bezgluten). Jej skład nie jest idealny, ale nie jest też tragiczny. Chleb oparty o tę mieszankę i mąkę ryżową jest bardzo smaczny i trwały (jem go przez tydzień, nic się z nim nie dzieje, nie pleśnieje, jedynie trochę obsycha).

Mąki ryżowej teraz akurat nie mam, ale kupuję tę z Melvit. Jest tańsza niż mąki ryżowe pod szyldem typowych firm bezglutenowych i równie dobra.

Czasem do wypieków używam też mąki z amarantusa.

Skrobia ziemniaczana to klasyk bezglutenowej kuchni. Wypełniacz do klusek, placków, pomaga w zaciągnięciu zup, można na jej bazie zrobić domowy kisiel.


Czasem piekę też chleb kukurydziano- gryczany. Tutaj akurat możecie zobaczyć mąkę gryczaną EKO z BioAveny, akurat była w promocji, więc wzięłam, ale ta z Melvit też była OK.

Wyroby kukurydziane kupuję głównie ekologiczne, żeby mieć pewność, że nie były modyfikowane genetycznie. Przy innych mąkach nie przykładam do tego uwagi, kieruję się ceną.

Skrobia kukurydziana i mąka kukurydziana mają szerokie zastosowanie w kuchni. Na przykład, robię z nich zasmażkę (1 łyżka skrobi na 2 łyżki mąki) trzeba rozmieszać z gorącym olejek i postępować tak jak zwykle przy zasmażce pszennej.


Moja dieta teraz w dużej mierze to ziemniaki, brązowy ryż, kasza gryczana i jaglana. Tęsknię za jęczmienną (perłową i pęczak), bo bardzo ją lubiłam, no ale trudno, i tak jest mnóstwo innych pysznych produktów, które mogę jeść.


Do zup przeważnie wybieram makaron ryżowy (ale są też jaglane i gryczane makarony). Używam też często płatków jaglanych (zapomniałam o nich, przeleżały w szafce podczas sesji fotograficznej). Otręby pszenne zastępuję gryczanymi, bułkę tartą w kotletach - ekspandowanym amarantusem. Bułka pszenna bezglutenowa dostępna na rynku to cała tablica mendelejewa.

W kolejnej części pokażę Wam jak przyprawiam, czym słodzę, oraz co zjadam między przekąskami.  

Trzymajcie się cieplutko,
Fifruwajka

wtorek, 4 listopada 2014

Krem nawilzający na noc Biotechnologia Ciekłokrystaliczna Bielenda 30+ Esencja Młodości

Cześć,

dzisiejszy post dotyczył będzie znakomitego polskiego i niedrogiego kremu. Co może dziwne, twarz pielęgnuję głównie polskimi kosmetykami, ciału bardziej służą marki zachodnie... Nie wiem, dlaczego tak jest, ale moja cera lubi się z produktami Bielendy, Ziaji czy Avy.

Absolutnym hitem zaś okazał się ten niepozorny kremik. Słowo daję, to najlepszy krem na noc jaki miałam. Zaczęło się od tego, że będąc u rodziców, zastosowałam awaryjnie kremik na dzień z tej linii  i bardzo mi się spodobała jego konsystencja, zapach, nawilżenie. Poszukiwałam akurat kremu na noc, więc zaczęłam przeglądać opinie na wizażu, na forach, blogach. Ten krem miał same pozytywne opinie, kosztował niewiele, więc postanowiłam spróbować. 


Zakochałam się od pierwszego użycia. Estetyczny szklany słoiczek skrywa lekki, aksamitny krem, który doskonale nawilża i 'syci' skórę. Jest ona miękka i wygładzona. Kremik ma działać przeciwzmarszczkowo - tego akurat nie umiem zweryfikować, ale nawilża niesamowicie. Rano buzia jest naprawdę aksamitna, pod krem nakładam jeszcze serum z witaminą C Avy i jest naprawdę bajecznie.

Zapach produktu jest delikatny i przyjemny. Nie przeszkadza, nie dusi, nie drażni.

Krem nie powoduje żadnych niespodzianek, moja skóra ma do nich skłonność, więc odetchnęłam z ulga nie zaobserwowaszy wysypu czarnych kropek i grudek po jego użyciu. 


Jeszcze tylko szybkie zerknięcie w słoiczek :) Wykończyłam już około połowę opakowania. Krem ma przeciętną wydajność, zresztą, jest tak tani, że nie ma  to dla mnie najmniejszego znaczenia.

Niestety, wyrzuciłam kartonik. Dlatego poratuję się skopiowanym z wizażu składem:
Aqua (Water), Caprylic / Capric Triglyceride, Sorbitan Stearate, Sorbityl Laurate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Olea Europaea (Olive) Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Argania Spinosa Sprout Cell Extract, Niacinamide, Saccharomyces / Xylinum Black Tea Ferment, Sodium Hyaluronate, Propylene Glycol, Caesalpinia Spinosa Oligosacchrides, Caesalpinia Spinosa Gum, Vitis Vinifera (Grape) Skin Extract, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalene, Ascorbyl Palmitate, Ethylhexyl Palmitate, Silica Dimethyl Silylate, Butylene Glycol, Caprylyl Glycol, Hexylene Glycol, Dimethicone, Hydroxyethylcellulose, Isomalt, Lecithin, Maltodextrin, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Hydroxycitronellal, Limonene. 

Skład nie jest może ultra naturalny, zawiera konwencjonalny konserwanty, ale z drugiej strony znajdziemy w nim oleje i naturalne wyciągi, kwas hiluronowy, skwalen i witamin, które odpowiadają za doskonałe działanie kremu.

W moim przekonaniu jakość tego kosmetyku przewyższa kremy apteczne, które kiedyś stosowałam i droższe drogeryjne kremy zachodnich marek. Kupię go ponownie na pewno, chociaż po jego wykończeniu zamierzam spróbować innego kremu z nowej linii Bielendy - Skin Clinic Professional. Mam już serum nawilżające, kupione jakiś czas temu w Hebe, jak spotkam te kremy w promocji, jeden będzie mój (choć jeszcze nie wiem który) :)

Muszę Wam powiedzieć, że naprawdę jestem pod wrażeniem tego, jak dobry krem wyprodukowała polska marka. Nie spodziewałam się, że będę aż tak zadowolona. Polecam, polecam gorąco każdej młodej dziewczynie. Krem jest teoretycznie dla cery 30+, ale moja dwudziestopięcioletnia cera go uwielbia.

Dajcie znać, czy macie doświadczenie z kremami Bielendy?

Buziaki,
Fifruwajka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...