piątek, 9 maja 2014

Zakupy w Bath&Body Works oraz kolekcja mgiełek

Zbliża się lato, okres, który dla fanów zapachów bywa trudny. Uwielbiam pachnieć i bardzo cenię sobie różnorodność aromatów, jednak o tej porze roku większość moich perfum przestaje się sprawdzać. Zamiast dodawać energii i poprawiać samopoczucie, przytłaczają, w połączeniu z gorącym letnim powietrzem stają się męczące i nieznośne.

Z pomocą wówczas przychodzą mgiełki i wody kolońskie. Są lżejsze i trudniej z nimi przesadzić. Dodatkowym atutem mgiełek jest to, że dzięki temu, że nie są oparte na alkoholu, lecz na wodzie, minimalizują ryzyko podrażnień.

Tak prezentuje się cała moja kolekcja.


Od lewej: dwie wody kolońskie Yves Rocher, mgiełka Oriflame, oraz 8 mgiełek Bath&Body Works.

Najnowszymi nabytkami są trzy mgiełki z Bath&Body Works. Jak zawsze, kupione w promocji, 2+1, kosztowały mnie 50 złotych w sklepie firmowym.

Velvet Sugar to zapach, który niedawno dołączył do stałej kolekcji. Bardzo owocowy i słodki, dość podobny do Honey Sweatheart. Bardzo w stylu marki.
Moonlight Path jest ciekawszy, lawendowo-piżmowy, chłodny, choć nie jest to typowy świeżak. Jak na B&BW, zapach głęboki, momi zdaniem dobry na upalne lipcowe wieczory.

Air, to kolejny owocowo-kwiatowy przyjemniaczek. Świeższy i lżejszy niż Velvet Sugar, wyczuwam w nim obiecywaną przez producenta gruszkę.

Te zapachy  B&BW są już ze mną dłużej.
Sweat Pea jest bardzo delikatny, łagodny i słodkawy. Kwiatowy, jednak absolutnie niezobowiązujący. Dziewczęcy, wręcz nastolatkowy.

Pink Chiffon jest znacznie słodszy, mocno zblendowany, trudno wyłapać poszczególne nuty. Niemniej jednak lubiany przez mój nos i otoczenie.

Secret Wonderland jest bardziej owocowy (truskawki!) i jescze słodszy. Te trzy są w sumie dość podobne- różnią się głównie intensywnością dosłodzenia.
Honey Sweetheart bije je jednak na głowę.Ten zapach jest bezkonkurencyjny jeśli chodzi o stężenie cukru w cukrze. Powiedziałabym, że pachnie jak miodowo-kwiatowy cukierek. Tak, cukierek, bo mój nos wyczuwa w nim coś z syntetycznych dodatków spożywczych. Nieważne, że Pani Zdrówko pogrozi nam palcem, i tak uwielbiamy te kolorowe dropsy!
Od tych czterech propozycji znacznie odbiega Twilight Woods, który, jak sama nazwa wskazuje, jest zapachem drzewnym. Dla mnie jednak jest monotonny i męczący.  Nudny. Ostatnio pryskam nim pościel.

Na koniec trzy letnie zapachy innych marek.

Yves Rocher i ich wody Fraicheur Vegetal to naprawdę ciekawe propozycje na rynku perfumeryjnym. Są to nieskomplikowane, ale zarazem bardzo efektowne wody oparte o jedną roślinę. Tak prosty i zarazem świetny pomysł.
Zapachy są unisex, przynajmniej taka jest deklaracja producenta.
Cedr jest zapachem chłodniejszym, stonowanym, drzewnym. Pięknie komponuje się z rozgrzaną skórą, z kobiecą skórą. Polecam!
Werbena to landrynkowa cytrynka, słodziutka (choć nieprzesłodzona), bez odrobiny cierpkości. Śliczny i uniwersalny.
Ostatni zapach to mgiełka Aimi od Oriflame. Nie używałam jeszcze latem, bo kupiłam ją na wyprzedaży zimą, bardzo jednak mi się podoba. Śliczny i odświeżający kwiatowo - herbaciany zapach, z przewagą kwiatów, moim zdaniem. 

To wszystko, pytajcie, jeśli coś Was szczególnie zinteresowało.

Buziaki,
Fifruwajka

2 komentarze:

  1. przygarnęłabym kilka mgiełek z Bath&Body Works. miałam tylko balsam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mgiełki są chyba najfajniejszym produktem tej marki, ładnie pachną i są bardzo praktyczne (wielkość w sam do torebki, dobry atomizer, ładne opakowanie) - moim zdaniem warte swojej ceny, w odróżnieniu do większości produktów tej marki, które mają ceny gruuubo przesadzone. Mam balsam i krem potrójnie nawilżający i owszem, są OK, ale niekoniecznie za tę kasę. Naprawdę, ich mgiełki mogę polecić z czystym sumieniem.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...