niedziela, 31 sierpnia 2014

Odkrycie tego lata - szampon Hamamelis

Dzisiaj przychodzę z postem dotyczącym mojego absolutnego odkrycia tegorocznego lata, szamponu - ideału. 

Moje włosy są całkowicie normalne i w raczej dobrej kondycji. Nie farbuję ich, nie suszę suszarką, pielęgnuję je maskami i odżywkami. Tym, co spędza mi sen z oczu, jest moja skóra głowy, która na niemalże wszystkie szampony na rynku reaguje potwornym świądem i łupieżem. Podrażnia ją większość szamponów dla dzieci a także niektóre spośród aptecznych. 

Do tej pory moim kołem ratunkowym buł ultra-łagodny Emolium, jednak włosy szybko były po nim nieświeże i nie wyglądały atrakcyjnie. Poza tym, cena około 30 złotych za butelkę też nie należała do najniższych.

Na szczęście podczas którychś zakupów w sklepie internetowym Yves Rocher skusiłam się na butelkę szamponu Hamamelis, reklamowanego jako łagodny szampon dla całej rodziny. Co jakiś czas kupowałam kolejny łagodny/dzięciecy/apteczny szampon licząc, że może okaże się dla mnie odpowiedni. Przeważnie kończyły one potem jako produkt do mycia pędzli. :) Tym razem, całkowicie nieoczekiwanie, trafiłam jednak na idealny produkt do oczyszczania włosów i skóry głowy.


W estetycznej białej butelce znajduje się aż 300 ml szamponu. Taka butla wystarcza mi na około dwa miesiące stosowania co drugi dzień. Regularna cena to 11,90, często jednak można go spotkać w cenie 9,90. Biorąc pod uwagę jego pojemność uważam, że to atrakcyjny deal. Niestety, nie jest on dostępny w sklepach stacjonarnych marki, a jedynie przez internet.


Jak, mam nadzieję, możecie zobaczyć na zdjęciu, kosmetyk ma przezroczystą żelową konsystencję. Jako typowy wrażliwiec wiem, ze to zawsze dobrze świadczy o szamponie :) Te perłowe i o kremowej konsystencji podrażniają znacznie częściej.

Pieni się umiarkowanie, pewnie gorzej niż typowe szampony drogeryjne, z pewnością jednak lepiej niż Emolium i jego apteczni bracia. Dobrze oczyszcza włosy, na długo pozostawia je świeże. Nie sprawia problemów przy rozczesywaniu i nie przesusza włosów. Dobrze myje i nie podrażnia - taki z niego cud. Ma przyjemny, neutralny zapach.

Moja skóra głowy go uwielbia, a moje włosy też nie mają nic przeciwko. Cena jest bardzo atrakcyjna, zwłaszcza porównując do szamponów aptecznych, których musiałam używać do tej pory. Nie ma też większych problemów z dostępnością - sklep internetowy marki. Ergo - będę kupować i załamię się jeśli go wycofają. 


No i skład. Choć na początku mamy dość mocny detergent, to zaraz po nim znajduje się szereg substancji, które mają zneutralizować jego działanie, takich jak gliceryna albo ekstrakt z oczaru wirginijskiego. Patrząc na sam skład, miałam trochę obaw, bo jednak ALS na początku to ALS na początku. Sądzę jednak, że stężenia muszą być dobrze dobrane, bo nic a nic mnie nie podrażnia :) W moim przypadku to prawie cud.

Polecam go spróbować wszystkim, którzy mają problemy z przesuszeniem skóry głowy, świądem i łupieżem. Cóż mogę powiedzieć, mi bardzo pomógł. Cena też jest przystępna. Nie wiem, jak sprawdziłby się u kogoś z wymagającymi włosami. Z momi włosami, choć są normalne, obchodzi się też raczej łagodnie.

Dajcie znać, czy znacie ten kosmetyk. Jestem ciekawa, czy to tylko mi tak odpowiada, czy rzeczywiście jest tak dobry jak mi się wydaje.

Udanego tygodnia!
Fifruwajka

sobota, 30 sierpnia 2014

Garść nowości i trochę stałych bywalców mojej kosmetyczki, czyli zakupy :)

Kończy się lato, z dnia na dzień coraz cieplej muszę się ubierać i coraz większe moje zainteresowanie wzbudzają rozgrzewające herbatki niż schłodzona woda mineralna z cytryną. Pierwsze oznaki nadchodzącej jesieni można też dostrzec w kosmetykach, w które się zaopatruję. Poszukuję treściwszych konsystencji i cieplejszych nut zapachowych.

Jakiś czas temu dostałam od Hebe bon na maila o wartości 10 złotych do wykorzystania przy zakupach za 50 złotych. Obejmuje on również przecenione produkty, dlatego uznałam to za dobrą okazję.


Na półce dostrzegłam dwie ostatnie sztuki płynu do higieny intymnej Bielendy. Dowiedziałam się, że produkt ten jest wycofywany z Hebe. Spośród wszystkich miejsc, w których go widywałam, tu kosztował najtaniej - 6,99. Wrzuciłam je szybko do koszyka. Przy kasie okazało się, że trochę się z jednego wylało, dlatego na zdjęciu jest ubytek.

Kupiłam też serum do twarzy Ava (19,99) i peeling do rąk Paloma (5,99).


W Carrefourze zdecydowałam się na masełko malinowe Bielendy (9,90), w Rossmannie zaś kupiłam maskę do włosów Isana z olejkiem arganowym (4,99) i serum do twarzy Kolastyna Iluminacja (11,99) z polecenia Big Beautiful Lulu, której kanał śledzę. 

Z kolei w sklepie Ziaja dla Ciebie zaopatrzyłam sie w kolejną pastę bez fluoru (5,90), która bardzo mi przypadła do gustu. Kupiłam też dwie nowości - mydła do rąk: kremowe z kokosem i moringą oraz żelowe z grejfrutem i miętą (6,30 za sztukę). Wzięłam też jedną maseczkę glinkową (1,70 zł) i tonik do twarzy Liście Manuka (7,90). Ta nowa seria zbiera sporo pochlebnych recenzji, próbki, które miałam też przypadły mi do gustu, postanowiłam kupić jakiś pełnowymiarowy produkt z tej linii.


Wkrótce napiszę Wam o moim absolutnym odkryciu dla problemowych skór głowy :)
Udanej reszty weekendu!
Buziaki,
F.

środa, 6 sierpnia 2014

Subiektywny wybór najlepszych kosmetyków (i nie tylko) lata 2014

Nie będzie to typowe zestawienie kosmetyków na lato. Zabraknie w nim kremów do opalania i po opalaniu, turkusowej kredki do oka i innych rzeczy, które latem zawsze kupowałam i lubiłam. W tym roku wakacje spędzam głównie w biurze, nigdzie nie wyjeżdżamy, więc i wybierane przeze mnie produkty są specyficzne. Doskonale jednak wpisują się w klimat lata w mieście.

Nie pokażę kolorówki, ponieważ mój makijaż jest bardzo podobny do tego, jaki noszę przez resztę roku. W tygodniu  jest to makijaż raczej biznesowy, czyli podkład, puder, neutralne cienie do oczu, kredka, tusz, róż do policzków w naturalnym odcieniu, beżowo-różowa pomadka/błyszczyk, w weekend czasem robię tylko brwi i kładę krem BB, a czasem nic :)

Jednak jesli chodzi o pielęgnację i zapachy pokażę Wam sporo kosmetyków.


Bardzo przyjemnym kosmetykiem pielęgnacyjnym o tej porze roku jest sorbet do ciała The Body Shop. Ma on bardzo niespotykaną 'suchą' i nietłustą konsystencję, trzymając go w lodówce, możemy sprawić, że nie tylko nawilży on skórę, ale także da przyjemną ochłodę. Co ważne latem, błyskawicznie się wchłania.. Mój wariant zapachowy to Moringa - oszałamiający upajający kwiatowy zapach.

Bardzo przypadły mi do gustu kosmetyki z linii Sea Island Cotton Bath& Body Works - mają niesamowicie świeży i nieprzytłaczający zapach, idealny na upały. Żel jest niewiarygodnie wydajny. Zużycie na zdjęciu to prawie dwa tygodnie codziennego stosowania. Masełko stosuję po depilacji albo kiedy potrzebuję większego nawilżenia. Bardzo ładnie nawilża, jak na masło dobrze się rozprowadza i wchłania, stosuję go jednak minimalną ilość i wyłącznie na noc.

Krem do ciała CC od Bielendy to idealne rozwiązanie dla bledzioszków takich jak ja. Nie tworzy smug, dobrze się nakłada, błyskawicznie poprawia koloryt skóry. Nie zastąpi trzech tygodni wakacji nad morzem, ale blada skóra nie jest aż tak porażająca.

Masełko do ciała The Body Shop Wild Argan to już tłuścioszek - latem dla mnie nadaje się do stosowania na miejsca przesuszone, jak łydki czy łokcie albo na dłonie lub po depilacji. I w takiej roli u mnie sprawdza się znakomicie. Więcej tu

Serum do twarzy Elixir 7.9 to dla mnie odkrycie tego lata. Błyskawicznie się wchłania, stosuję je także rano pod krem z filtrem i nie czuję, jakbym miała tysiąc warstw, moja skóra nie jest przeciążona. Ładnie nawilża skórę, póki co tylko bogaty skład potwierdza obiecywane działanie przeciwzmarszczkowe. Przekonamy się za parę lat :)

Kolejnym zdecydowanym ulubieńcem jest krem do twarzy z filtrem Oasis od Oriflame. Ma wysoki filtr SPF35, dobrze nawilża i ładnie zachowuje się na twarzy. Nie powoduje bielenia ani mocnego połysku jak inne tego rodzaju produkty.

 Maseczkę Masło Kakaowe uwielbiam - nawilża skórę i pachnie po prostu przepięknie. Zachwyciło mnie tak bardzo, że byłam nawet w sklepie, żeby kupić jakieś mazidło z tej linii do ciała, ale wszystkie oprócz masła są oparte na parafinie, a masełek na razie mam zapas.

Żel antybakteryjny do rąk The Body Shop fantastycznie pachnie kokosem, bardzo naturalnie, oczyszcza dłonie i nie zawiera triclosanu podejrzewanego o działanie rakotwórcze. Czuję, że to nie pierwsze i nie ostatnie opakowanie. Idealny kosmetyk dla osób jeżdżących komunikacją miejską.


 Tego lata szczególnie uwiodło mnie również kilka zapachów.

Są to trzy mgiełki do ciała, dwie wody toaletowe i jedna woda perfumowana.
Ogólnie, latem często sięgam po mgiełki. Mam ich bardzo dużo i bardzo odpowiada mi taka forma zapachu, zwłaszcza kiedy na dworze temperatury przekraczają 25 stopni. Wśród nich jednak są takie, które wybieram zdecydowanie częściej i które najlepiej sprawdzają się w upały.

Mgiełka Carried Away Bath & Body Works to świeży i lekki zapach. Wyczuwam głównie biały kwiaty i piżmo, ale w chłodnym rześkim wydaniu. Bardzo ładny i rzeczywiście odświeżający - dobry na upały.

Mgiełka Aimi Oriflame inspirowana dalekim wschodem, pachnie kwiatami i herbatą. To sprawdzone połączenie na tę porę roku. Jest równie ładna i wygodniejsza w uzyciu, bo ma mniejsze, bardziej poręczne opakowanie.

Mgiełka Love Spell  od Victoria's Secret to uroczy owocowy zapach z delikatnym, ale naprawdę subtelnym dodatkiem kwiatów. Zdecydowanie króluje tu brzoskwinia. Zapach jest po prostu śliczny i chcę mieć duże opakowanie!

Woda toaletowa Vivacity to kolejne połączenie kwiatowo - owocowe. Przede wszystkim, wyczuwam w niej nutę słodkiego grejpfruta i odrobinę kwiatu pomarańczy. Jest to zapach teoretycznie dosyć cytrusowy, ale nie zaliczyłabym go do kategorii sportowych (a tam moim zdaniem ląduje 90% zapachów cytrusowych), a raczej dziewczęcych. Śliczny i zwraca uwagę otoczenia.

Woda So Elixir edt jest przepiękna - cudowny jaśmin! Po prostu wspaniały. Lekka i słodkawa, nieprzytłaczająca, a jednocześnie bardzo kobieca. Uwielbiam. Jeśli kiedyś postanowią ją wycofać, wykupię cały sklep.

I na koniec zostawiłam sobie perełkę, czyli Bvlgari Mon Jasmin Noir - dla mnie idealny zapach na lato, pasujący na większe wyjścia i na specjalne okazje.Jest przepiękny, był moim wyborem na ślub. Znów jaśmin, tyle, że w bardzo zielonej odsłonie, ten zapach to świeżo zerwane listki i białe oszałamiające kwiecie a to wszystko na piżmowej bazie. CU-DO!


I kilku niekosmetycznych faworytów ostatnich miesięcy.

Jest tu między innymi wspaniała świeca Pineapple Mango z Bath&Body Works, która cudownie owocowo i bardzo intensywnie pachnie. Bardzo wakacyjny zapach!

W moim zestawieniu nie mogło zabraknąć zdrowych i pysznych przekąski czyli orzechów nerkowca, orzechów brazylijskich i słodkich migdałów. Ja polecam zwłaszcza te z Rossmanna, są dobrej jakości i łatwo dostepne.

W ciepłe miesiące króluje u mnie też zielona herbata i sok z aloesu.
 W sumie to u mnie w domu mamy latem trzy podstawowe napoje:
- woda Muszynianka, zapomniałam o niej podczas robienia zdjęć (zawiera dużo magnezu, dobra dla osób przepracowanych)
- woda Muszynianka z dodatkiem soku z aloesu (sok z aloesu ma działanie oczyszczające z toksyn, poprawia odporność organizmu)
- zielona herbata - polecam szczególnie widoczną na zdjęciu kompozycję Madame Butterfly z sieci Czas Na Herbatę

A jakie produkty są dla Was niezbędne latem?

Buziaki,
Fifruwajka

wtorek, 5 sierpnia 2014

Zamówienie z Oriflame - katalog 11

Ostatnio raczej rzadko zamawiam z Oriflame - firma podniosła ceny, trzeba zamówić (i zapłacić) więcej, żeby móc skorzystać z atrakcyjnych tygodniowych ofert - efekt, osoby takie jak ja, które zamawiają dla siebie, dlatego, że lubią te kosmetyki, bedą kupować mniej i rzadziej.

Mój mąż jednak jest wielkim fanem antyperspirantów Oriflame, narzeka na wszystko inne, a koleżanka koniecznie chciała żeby zamówić jej tusz Wonder, bo jej go pokazałam i stała się wierną fanką. I w taki oto sposób, znów zamówiłam paczkę z Oriflame.

Pokażę Wam rzeczy, które kupiłam dla siebie z katalogu i produkty z ofert dodatkowych.


Wybrałam dla siebie tak naprawdę dwie rzeczy - widoczną na górze odżywkę HairX i torebkę. 
Te nowe odżywki tak pięknie pachną, jestem bardzo ciekawa ich działania. Mimo, że nie farbuję włosów, wzięłam do farbowanych, ponieważ tylko ta była akurat przeceniona.

Mleczko do oczyszczania twarzy i serum Time Reversing do cery 45+ kupiłam w ramach oferty tygodniowej za 19,90. W cenie regularnej ich koszt to około 160 złotych. Mleczko zostawię sobie, a mamie w jakimś prezencie sprezentuję serum.


Za powyższe rzeczy zapłaciłam 1 złoty w ramach oferty reaktywacyjnej dla osób, które dawno nie robiły zamówienia. Jest to lawendowo - cytrynowa seria do pielęgnacji stóp: mydełko peelingujące, dezodorant i krem, oraz tarka.

No i rzecz, która najbardziej mi się spodobała - torebka Sienna.


Ma piękny, ciemnopomarańczowy kolor i jest solidnie wykonana. Jak dla mnie, mogłaby być tylko troche większa. To jedna z tych średnich toreb, a ja lubię te duże - jestem dosć wysoka (171 cm) i z takimi czuję się najlepiej.


Kosztowała 39,90 złotych i jestem z niej jak za tę cenę bardzo zadowolona. Wykonanie jest porządne, ma śliczną solidną podszewkę, a z drugiej  jest raczej miękka, lekka i delikatna. Wittchen to to nie jest. Moim zdaniem jednak jest lepiej wykonana niż na przykład torba z New Yorkera, którą kiedyś miałam, a w której podarła mi się podszewka i zepsuł zamek już w pierwszym tygodniu. 

Na zdjęciu producenta wygląda ona tak:
http://pl.oriflame.com/products/product-detail.jhtml?prodCode=27281
A Wy co o niej myślicie?

Udanego dnia,
Fifruwajka

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Co jeszcze kupiłam w lipcu - Bath & Body Works, The Body Shop, Ziaja Dla Ciebie, Hebe i inne

Powoli kończą się sezonowe wyprzedaże, ale sklepy nie przestają nas kusić atrakcyjnymi ofertami.


W Bath& Body Works kupiłam dwie świece korzystając z oferty 'kup jedną, drugą weź za 10 złotych'. Niby wciąż drogo, ale dla mnie cena ok 50 złotych za jedną jest już do przełknięcia, zwłaszcza, że po wypaleniu świecy, pozostają nam dwa śliczne szklane pojemniczki, idealne do przechowywania drobnych przedmiotów. Miłe zaskoczenie spotkało mnie przy kasie, ponieważ osoby robiące zakupy powyżej 90 złotych, mogły wybrać sobie któreś spośród wybranych etui na wkład zapachowy gratis :) Ja wypatrzyłam sobie taką oto słodką wiewióreczkę :)


W The Body Shop postanowiłam kupić sobie masełko do demakijażu. Stosuję od dłuższego czasu mieszankę olej rycynowy + olej winogronowy + olejek lawendowy i jestem bardzo zadowolona, jednak po pewnym czasie zapragnęłam odmiany. Ponieważ oleje do demakijażu mi służą, wybór padł na to masełko. 

Skończył mi się również żel antybakteryjny do rąk z B&BW, więc postanowiłam tym razem spróbować czegoś innego. Ten kokosowy żel już mieszka u mnie w torebce i muszę powiedzieć, że póki co bardzo go sobie chwalę. Kosztował 10 złotych, a zawiera 60 ml produktu, czyli w porównaniu do żeli B&BW (7,99 zł za 29 ml) wypada dużo korzystniej.

Przy kolejnej wizycie stwierdziłam, że już dawno powinnam była kupić sobie masełko malinowe, no bo to przecież limitowana edycja, więc mogę później nie dostać, no a ono tak pięknie pachnie.... Dedukcja ta bardzo szybko mnie przekonała i chwilę później stałam już przy kasie z masełkiem w łapkach.

Coś mnie podkusiło żeby zajść jeszcze do Organique. Wpadłam w szał wąchania, oszalałam po zapoznaniu się z serią czekoladową. Miałam wielką pokusę żeby kupić peeling, ale cena (ponad 60 zł) skutecznie mnie odstraszyła. Ostatecznie, zdecydowałam się na próbkę tego produktu za kilka złotych. Jeśli się sprawdzi, kupię pełnowymiarowe opakowanie w promocji.


Z Hebe wyniosłam słój maski miodowo - migdałowej Seri, która akurat była przeceniona z 15 złotych na 11 (chyba). W Super- Pharm kupiłam opakowanie Zoxim-medu na zapas. Kiedy moja skóra szaleje, ten produkt zawsze mi pomaga (odpowiednik popularnego Nizoralu, tylko znacznie tańszy).

W Ziaji Dla Ciebie kupiłam pastę bez fluoru (już używam i jest świetna!) i trzy nowe maseczki - Masło Kakaowe, Sopot Spa i Ulga. Masło Kakaowe już zużyłam i na tyle mi się spodobało, że dokupiłam wczoraj dwa kolejne. Sopot Spa podrażniało mi oczy (choć nie używałam maski na bliskie okolice oczu). Ulga czeka jeszcze na swoją premierę.

Kończy mi się powoli krem na noc z Bielendy Pharm, ponieważ byłam z niego bardzo zadowolona postanowiłam pozostać przy tej marce. Dobre opinie zbiera krem na noc Esencja Młodości z linii Biotechnologia Ciekłokrystaliczna, ale nie było go ani w Rossmannie ani w Hebe. Znalazłam go w Carrefourze podczas zakupów spożywczych. Kosztował 17,50. Piszę o tym, ponieważ potem spotkałam go w Super-Pharm za 24 - 25 (?) złotych i w Drogerii Natura za chyba 22 złote? Także fankom tego kremiku polecam Carrefour. :)

Staram się ograniczać z zakupami, jak widać wciąż mi nie wychodzi. 
Dajcie znać, jeśli miałyście któryś z tych kosmetyków. Chętnie poznam Wasze opinie.

Buziaki,
Fifruwajka

niedziela, 3 sierpnia 2014

Masło do ciała Wild Argan - The Body Shop

Cześć!

Od The Body Shop otrzymałam do testów mini masełko (50 ml) z nowej linii Wild Argan.



Przed otrzymanie produktu trochę obawiałam się zapachu, bo czysty olej arganowy, coż, zapachem mnie nie uwiódł. Po otrzymaniu przesyłki szybko rozerwałam kopertę, żeby móc powąchać produkt i muszę powiedzieć, że jestem zachwycona. Słodki i kojący, lekko egzotyczny zapach, kojarzący mi się też odrobinę z miodem. Bardzo przyjemny i otulający, moim zdaniem idealny na jesień.



Masełko zapakowane jest w charakterystyczny dla The Body Shop odkręcany słoiczek, skądinąd bardzo estetyczny. Podoba mi się bardzo kolorystyka opakowania - uwielbiam połączenie turkusu z beżem czy brązem! Wiem, że to nie jest najbardziej istotna cecha produktu, ale po prostu musiałam dać wyraz swojemu zachwytowi nad szatą graficzną ;)

A to co najważniejsze, czyli sam produkt? Również nie rozczarowuje. To masło należy do tych bardziej gęstych w ofercie The Body Shop - kosmetyk ma zwartą zbitą konsystencję - sami spójrzcie:


Nie wchłania się błyskawicznie, pozostawiając na ciele otulający film, dzięki czemu doskonale się sprawdzi dla skóry suchej albo podrażnionej. Osobiście uważam, że najlepiej spisze się jesienią - zimą. Teraz, kiedy jest tak gorąco preferuję lżejsze lotiony, a masełko służy mi za krem do rąk i produkt łagodząco - nawilżający po depilacji. 

Dłonie mam suche przez okrągły rąk, w związku z czym nie rozstaję się z kremami do rąk - mam jeden na biurku w pracy, jeden w torebce, jeden w przedpokoju, jeden w łazience, jeden przy łóżku... Masło The Body Shop nakładane grubą warstwą na noc zadziałało porównywalnie do maski do rąk. Dłonie były nawilżone, miękkie i gładkie.

Podobnie świetnie się sprawdził po depilacji - przyniósł ulgę napiętej i podrażnionej skórze nóg. Troszkę pracy wymagało dokładne wmasowanie produktu, ale słodkawy upajający zapach uprzyjemnił tę czynność.

Jedynym minusem może być cena - kosmetyki The Body Shop są niestety relatywnie drogie, jednak w przypadku mojej skóry w sezonie zimowym wystarcza stosowanie ich co drugi - trzeci dzień naprzemiennie z lżejszym balsamem bądź mleczkiem, a w sezonie letnim kosmetyk ten doskonale sprawdzi się stosowany jako opatrunek dla skóry po opalaniu albo po depilacji właśnie. No i ten zapach.... Teraz w drogeriach wącham wszystko co arganowe, ale nic nie pachnie tak pięknie! 

Uważam, że warto mieć jedno takie masełko w swojej kosmetyczce. 
Jestem ogromnie ciekawa reszty produktów z linii arganowej i oczywiście czekam na atrakcyjne promocje w sklepach! ;)

Moja recenzja pojawi się także na facebooku The Body Shop (autor: Sylwia Markowska):
https://www.facebook.com/TheBodyShopPoland?sk=app_1433209913622085&app_data=reviews

Będę wdzięczna za głosy, choć szczerze mówiąc nie wzięłam udziału w zabawie po to, żeby wygrać weekend na Mazurach, ale by móc przetestować ten produkt. ;)
Niektóre z recenzji pojawiły się już tydzień temu (po około trzech dniach od otrzymaniu kosmetyku), ja chciałam sobie dać czas na zapoznanie się z produktem zanim przedstawię Wam jego opinię, w związku z czym raczej nie zdążę już uzbierać wymaganej liczby głosów. Niemniej jednak będzie mi bardzo miło jeśli ktoś zagłosuje :)

Lubicie kosmetyki arganowe/czysty olej arganowy?

Buziaki,
Fifruwajka

Projekt denko po raz n-ty

Cześć! :)

Torba ze zużytymi kosmetykami pęka w szwach, także pora nie tylko ją opróżnić, ale też przedstawić Wam pokrótce zdenkowane przeze mnie produkty.


Co się w  niej znalazło? Ano sporo dobroci i trochę przeciętniaków. Obecności totalnych bubli - nie stwierdzono. No, może dwa kosmetyki są niezbyt ciekawe... ale o tym dalej.


W kategorii pielęgnacja ciała wszystkie kosmetyki były dobre bądź bardzo dobre. Zachwyty odnośnie żelu Wellness&Beauty o zapachu mango oraz masła Bielenda Fruit Bomb (także w kolejnym wykorzystanym przeze mnie wariancie zapachowym, czyli papai) są nadal aktualne. 

Żel Happy Time Nivea ślicznie pachnie, ale więcej nie kupię opakowania 400 ml - w drugiej połowie butelki zaczął mnie nużyć. Sam kosmetyk jest bardzo dobry - gesty, wydajny, kremowy i łagodny dla mojej skóry. Polecam.

Krem do ciała Eclat Oriflame jest bardzo lekki - ma konsystencję mleczka w zasadzie, nie kremu. Dzięki temu jednak dobrze sprawował się w okresie wiosenno - letnim, delikatnie nawilżał moją niewymagającą skórę i ślicznie pachniał wodą Eclat. Niewykluczone, że kiedyś jeszcze kupię.

Z kolei balsam do ciała Happy Skin do skóry wrażliwej był dla mnie nieco za tłusty. Zostawiał film na skórze i z tego powodu stosowałam go tylko na noc. Niemniej jednak kosmetyk ten nie jest zły, rzeczywiście nie podrażniał skóry, miał też bardzo delikatny i przyjemny zapach.

Mydełko Oasis miało dla mnie jedną podstawową zaletę - było glicerynowe. Moja skóra rąk przepada za tego rodzaju mydłami, nie wysuszają jej. Poza tym, ładnie orientalnie pachniało. Pewnie już raczej nie kupię, bo byla to kolekcja limitowana, ale chwalę je sobie.



Maska z Ziaji doczekała się swojej recenzji tu Wspomnę może jedynie, że jest to przyjemny kosmetyk do włosów za bardzo rozsądną cenę. Podobnie, chwalę sobie odżywki z linii Nature Secrets Oriflame - nie naprawią one zniszczonych włosów, ale ładnie wygładzają i pielęgnują te raczej zdrowe.

Do zadań specjalnych miały być olejki Amla przeciwłupieżowa i Vatika, oba z firmy Dabur. Muszę jednak powiedzieć, że nie spodobały się one moim włosom. Dużo było z nimi zachodu, a efekty marne. Nie kupię na pewno, o nie.

Słynna płukanka malinowa z Yves Rocher byłaby moją stałą zakupową pozycją, gdyby nie jej wygórowana cena. Nabłyszcza włosy, wygładza je i zostawia na nich piękny malinowy zapach. Mhmm...


Antyperspiranty w sprayu Oriflame bardzo lubię, skutecznie chronią przed potem i mają dobrze działający atomizer. Z kulkami jest gorzej, sam produkt w środku jest OK, ale nieestetycznie wylewają się one poza krawędź opakowania, czego nie znoszę.

Woda kokosowa Yves Rocher to sama przyjemność. Słodka, apetyczna woń kokosa doskonale łączy się z innymi zapachami, ale dobrze jej się używa również solo. Mam już kolejny flakonik w zapasie.


Serum Swedish Spa z Oriflame to hit! Kosmetyk pięknie nawilżał skórę, był lekki, nie powodował wyprysków, ładnie pachniał i w dodatku nie jest drogi. Na pewno kiedyś do niego wrócę.

Inaczej było z serum w kapsułkach Optimals tej smaej marki. Nie widziałam specjalnie rezultatów mimo przeprowadzenia 14-dniowej kuracji tak jak zaleca producent. Nie produkują go już i nie żałuję.

O płynie micelarnym Ideal Soft i toniku Ideal Glow pisałam tutaj Ogólnie mówiąc, płyn micelarny super, tonik - be.

Chusteczki do demakijażu Ziaji są bardzo fajne na wyjazdy. Dają sobie radę ze standardowym makijażem i nie zabierają miejsca w bagażu.

Płyn do demakijażu Yves Rocher bławatkowy to kolejny dobry kosmetyk. Nie podrażnia oczu, skutecznie zmywa makijaż i zanieczyszczenia.


Maski Purederm w formie płata są bardzo dobre. Bardzo ładnie nawilżają i napinają skórę. Za cenę 2 złote w Biedronce to był świetny deal. Jednak ich normalna cena (np w Hebe) to około 15 złotych, za tę cenę wolałabym 4 równie dobre maski Lomi Lomi.

Maseczka Bielendy Professiona Formula ultra nawilżająca ma nielubianą przeze mnie żelową formułę. Jest w porządku, nawilża delikatnie i ładnie pachnie, ale wolę kremowe maseczki - mam wrażenie, że lepiej pielęgnują..

Maseczkę Kozie Mleko Ziaji kupuję regularnie. To jeden z tanich i skutecznych kosmetyków, do których ciągle wracam. Przekonuje mnie mięciutka kremowa konsystencja, kojący zapach i łagodząco - nawilżające działanie.

Maska Swedish Spa z Oriflame to typowa glinkowa maska oczyszczająca. Jest w porządku, delikatnie oczyszcza i ściąga pory, ale nie przesusza cery, jednak niczym szczególnym mnie nie zachwyciła.

Maski Planet Spa z ryżem Avonu za to nie polubiłam. Zachowuje się jak klej, po nałożeniu dłońmi na twarz nie można ich potem odmyć. Jest to maska typu peel -off i trochę złuszcza, ale poza tym nie zauważyłam żadnego działania pielęgnującego. Dla mnie stanowczo za mało.

Wykorzystałam też cztery saszetki na wyjeździe weekendowym do rodziców.

Najlepsze zrobił na mnie krem pod oczy Yves Rocher Anti Age Global. Jak tylko pojawi się w atrakcyjnej cenie - kupuję. Jest gesty i odżywczy, pięknie i długotrwale nawilża okolice oczu, starczył mi na kilka solidnych użyć. Doskonały zwłaszcza na noc, ale daje radę też pod makijażem.

Po wykorzystaniu dwóch próbek kosmetyków z serii Liście Manuka, uważam ją za dosyć udaną. Pastę do głębokiego oczyszczania twarzy na pewno kiedyś kupię (jak zużyję peelingi, które mam teraz w użyciu). Ładnie wygładza i poleruje cerę. 

Żel myjący to też bardzo przyjemny kosmetyk, łagodny i skuteczny, nie kupię go jednak, bo zamierzam pozostać wierną metodzie OCM.

Najmniej spodobał mi się krem Eveline Hydra Booster - był dla mnie za słaby. Moja skóra wchłonęła go błyskawicznie i musiałam nałożyć drugą warstwę. Z plusów - dleikatna, leciutka konsystencja, ładny zapach i brak jakiegokolwiek filmu na twarzy.


Największą zaletą pudru My Secret jest to, że jest tani i ładnie wygląda na twarzy. Największą wadą zaś - koszmarnie słaba trwałość. Cera świeci się już godzinę po przypudrowaniu.

Podkład Everlasting to zdecydowanie mój ulubieniec. Leciutki, dosyć trwały, piękny naprawdę jasny kolor Porcelain, wyogdne opakowanie z pompką, niska cena, zwłaszcza dla klubowiczek Klubu Oriflame.

Ogryzek kredki którą widzicie na zdjeciu to kredka Oriflame w odcieniu Brow Black. Sama kredka jest przeciętna, ale kupuję ją regularnie ze względu na idealny dla mnie kolor bardzo ciemnego brązu, niemalże czerni.

Pasta do zębów Colgate Max Fresh była w porządku, ale ostatnio odchodzę od fluorowanych past, więc raczej nie kupię ponownie.

Ufff.... koniec :)
Dajcie znać, jeśli coś Was szczególnie zainteresowało, chętnie odpowiem w komentarz.

Uściski i leniwej niedzieli!
Fifruwajka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...