niedziela, 25 stycznia 2015

Styczeń bogaty w nowości - kupione i otrzymane

Przygotujcie się na długi post. Styczeń to miesiąc wyprzedaży, więc poszalałam na zakupach, a poza tym, dostałam też kilka rzeczy od bliskich. Bez zbędnego przedłużania, przechodzimy do rzeczy.


Powoli kończą mi się zapasy szamponu Hamamelis, a głowę czymś myć trzeba. Żeby kupić ten szampon, musiałabym złożyć zamówienie w sklepie internetowym YR, a nie potrzebuję stamtąd nic więcej, więc to mi się nie opłaca. Postanowiłam zaryzykować i spróbować czegoś nowego - postawiłam na set marki Mixa - łagodne szampony dla dzieci, które producent rekomenduje także dla dorosłych. Zapłaciłam w Carrefourze około 15 złotych.

Krem Bielendy Esencja Młodości na noc był moim hitem, więc kiedy Super Pharm przeceniło wersję dzienną  tego samego produktu na 10, 90 zł, to długo się nie zastanawiałam.

W Ziaji dla Ciebie do koszyka wpadła saszetka maski Liście Zielonej Oliwki, którą bardzo lubię. 


W Bath&Body Works od początku stycznia trwa wyprzedaż. Ja wybrałam się do sklepu dopiero kiedy firma zaproponowała dodatkowy rabat na przecenione kosmetyki: 3+2. Kupiłam 5 mydełek do rąk: 2 piankowe i 3 w żelu za 43,50 zł. Zapachy to : Sweet Plum&Verbena, Malibu Sunset, Cozy Vanilla Cream, Sweet Cinammon Pumpkin, Pear Wood Cider.


Kupiłam również jeden pachnący zestaw miniatur z myślą o wyjazdach i 3 pełnowymiarowe wody toaletowe. Każda z tych rzeczy po wszystkich obniżkach kosztowała około 36 zł.


Miniaturki o zapachu London Tulips and Raspberry Tea są zamknięte w ślicznej fioletowej kosmetyczce. W skład zestawy wchodzi mgiełka do ciała, żel pod prysznic i balsam perfumowany do ciała.


Jeśli chodzi o wody toaletowe wybrałam trzy zapachy: Dark Kiss, Be Enchanted, Paris Amour. Pierwszy zostawiam sobie, dwie pozostałe kupiłam z myślą o mojej mamie. 

Dark Kiss jest cięższy, słodki i owocowy, z lekką nutą kadzidła. Be Enchanted to typowy owocowy przesłodzony zapach Bath&Body Works, ale bardzo przyjemny dla nosa. Paris Amour to kwiaty i trochę owoców, słodkawy, ale zdecydowanie świeższy niż dwa pozostałe.


Za około 36 złotych wybrałam też sobie jedną świecę Harvest Peach. Nie było już większego wyboru, więc ograniczyłam się tylko do jednej sztuki.

Wybrałam sobie jednak pięć uzupełniaczy do odświeżacza elektrycznego: zapachy to Leaves, Twisted Peppermint, Vanilla Bean Noel, Garden Strawberry, Watermelon Lemonade.Cena jednego w ofercie wiązanej to niecałe 6 zł.


Skoro jesteśmy w temacie zapachów, to pokaże Wam też zestaw wód toaletowych z Zary, który kupiłam na wyprzedaży za 50 zł zamiast 80 zł. 

W Rossmannie skusiłam się na odżywkę z olejkami Isany, a w Biedronce kupiłam glicerynowe mydełko waniliowo-arganowe.


A tak prezentują się zapachy Zary wyjęte z kartonika. Proste buteleczki zawierają śliczne zapachy wzorowane na hitowych zapachach znanych domów mody. Powdery Magnolia, który chcę podarować mamie, pachnie klasyczną Chloe, a mój Black Peony to kompozycja zbliżona do Flowerbomb Viktor&Rolf.


W Super-Pharm uzupełniłam zapasy kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Dla siebie i męża wybrałam dwupak płynu micelarnego Biodermy Sebium za 56 zł, skorzystałam też z promocji1+1 na krem i produkt oczyszczający. Przy zakupie mojego ukochanego kremu Pharmaceris z 10% kwasu migdałowego, płyn bakteriostatyczny dla męża dostałam gratis.

W Ziaja dla Ciebie wzięłam trzy kolejne maseczki - Masło Kakaowe i obie z linii Liście Zielonej Oliwki: oczyszczającą i nawilżającą (1,40 zł każda). W Hebe kupiłam też maseczkę Lomi Lomi z miłorzębem japońskim (3,99 zł), a w aptece maskę marki Missha z kawiorem i złotem (4 albo 5 zł).


W zamian za przysługę kolega sprezentował mi trzy świece Yankee Candle. Jeszcze nigdy nie miałam świec tej marki, więc bardzo się cieszę. Są to zapachy: duża - Soft Blanket i dwie średnie - Champaca Blossom i Red Raspberry. Wszystkie pachną cudownie.


Jednak najlepszą zdobyczą miesiąca jest zapach She od Armaniego, który sprezentował mi mąż. Nie wytrzymaliśmy i wymieniliśmy się prezentami walentynkowymi wcześniej (zawsze tak robimy!). Całe 100 ml przyjemności tylko dla mnie! :)

W lutym zamierzam być trochę bardziej powściągliwa jeśli chodzi o zakupy. Zobaczymy, co z tego wyjdzie :)

Udanego niedzielnego wypoczynku!
Fifruwajka

środa, 14 stycznia 2015

Mój niezbędnik na jesienno-zimowe chłody

Mam nadzieję, ze zima wkrótce się skończy (tak, wiem, dopiero co zaczął się styczeń...). Nie jestem fanką nart ani wieczorów przy kominku. Moja strategia na zimną porę roku brzmi: przetrwać!

Robię jednak co mogę, żeby pomóc sobie w tym trudnym zimnym okresie roku. Oto kosmetyki i inne produkty, które sprawdzają się na chłody.


Jeśli chodzi o pielęgnację, to zimą zamiast kremu na noc stosuję olejek arganowy. Mieszam go na dłoni z nawilżającym serum Bielendy i moja cera takie połączenie uwielbia. Jest miękka, nawilżona, ukojona, znikają wszystkie suche skórki. Czysty olejek trochę obciążał moją skórę a tak jest idealnie!

W pielęgnacji ciała stawiam na masła, a w szczególności na markę The Body Shop. Na zdjęciu wspaniały wariant migdałowy. Są bogate i zapobiegają przesuszeniom naskórka. Nie tylko nawilżają, ale też natłuszczają co zimą jest naprawdę istotne.

Moje włosy również mają w tym okresie szczególne potrzeby. Zimą raczej odstawiam delikatne odżywki na rzecz silikonowych oblepiaczy w kremie, które lepiej zabezpieczają włosy w sezonie czapkowym. Na zdjęciu odżywka HairX z Oriflame, która dodatkowo przepięknie pachnie.

Również o dłonie jesienią i zimą trzeba szczególnie zadbać. Skóra rąk podczas chłodów nie ma najlżejszego życia. Dlatego krem do rąk to mus - mam ich kilka, jeden w łazience, jeden przy łóżku, jeden w torebce, jeden na toaletce, jeden na biurku w pracy, jeden przy zlewie w kuchni.... Wiem, jest tego sporo, ale dzięki temu zawsze mogę nawilżyć dłonie i nie borykam się z żadnymi przesuszeniami bez względu na pogodę. Sypialnianym kremem, skądinąd bardzo dobrym jest krem z mocznikiem z Isany. Jest lekki, ale po nocy z tym kremikiem na łapkach, są one bardzo miękkie, wygładzone i nawilżone.

Skóra ust również wymaga bardzo intensywnej pielęgnacji. Moim hitem do torebki jest balsam z masłem karite Yves Rocher. W domu używam najczęściej jagodowego masełka Nivea i balsamu Tisane. Oba doskonale nawilżają i pielęgnują usta.


Jeśli chodzi o kolorówkę, zimą zdecydowanie częściej sięgam po podkłady niż lekkie kremy tonujące, oraz chętniej podkreślam mocniej policzki - bronzerem, różem i rozświetlaczem.

Moimi ulubieńcami w tym roku są:
- rozświetlacz Celtica z limitowanej edycji Catrice - wspaniały efekt delikatnego rozświetlenia, subtelny i nienachalny
- róż Bourjois w odcieniu Lilas D'or - piękny różowy odcień ze złotymi drobinkami, ożywia moją bladą cerę
- kuleczki Giordani Gold w kolorze Natural Bronze - łatwe w użyciu brązujące kuleczki, które delikatnie brązują skórę, nakładam je pod kość policzkową
- podkład Giordani Gold w odcieniu porcelanowym - bardzo lekki i naturalny, dla osób, które nie potrzebują mocnego krycia
- podkład Pierre Rene - trwały, kryjący podkład, idealny na większe wyjścia.

Jeszcze zdjęcia tych produktów nabranych na palec:

Od lewej: kuleczki brązujące Oriflame, rozświetlacz Catrice, róż Bourjois
Jeśli chodzi o kolor na ustach, zimą wybieram żywsze kolory, żeby nadać trochę kolorytu buzi. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć dwie szminki - Joko (starła mi się nazwa i numer) i Dior Pink Songe.

Paznokcie maluje w sezonie zimowym na klasyczne kolory czerwieni i beżu. Na zdjęciu karminowy lakier Inglota i odżywka Nail Shield z Oriflame, która ma piękny mleczny kolor i kryje jak lakier.

Jeśli chodzi o tusz do rzęs, zima wybieram ich trwalsze wersje. Czasem od mroźnego wiatru łzawią mi oczy. Tym razem do gustu przypadł The One Lash Resistance, który rzeczywiście jest znacznie trwalszy od przeciętnego tuszu. Niestraszny mu deszcz i śnieg.


A tak kolory szminek prezentują się na skórze. Jak widzicie, różnią się wykończeniem. Pomadka Diora jest bardziej wilgotna, kremowa i ma mocny połysk. Joko to mocno napigmentowany mat.

Na górze Joko, na dole Dior

Jeśli chodzi o zapachy, to chciałabym wyróżnić trzy z nich.

Delikatny, ale przyjemnie otulający, moim zdaniem idealny do biura VIP Night od Oriflame, słodki, owocowo-kwiatowy zapach z wyraźną nutą paczuli - Tiffi Love oraz Roberto Cavalli EDP, który jest jednym z najpiękniejszych zimowych zapachów, jakie znam. Wanilia, bób tonka i kwiat pomarańczy - kompozycja ciepła i przytulna, ale jednocześnie elegancka i wyrafinowana.

Oprócz kosmetyków do mojego niezbędnika zaliczają się: dobra książka, kubek gorącej herbaty z imbirem i świeczka o bogatym zapachu, paląca się nieopodal.


Zimą rzadziej sięgam po zieloną herbatę, bo wychładza, a niekoniecznie przepadam też za smakiem czarnej. Dlatego do kubka trafiają najczęściej herbaty ziołowe, owocowe bądź mieszanki tychże dwóch. Polecam szczególnie Teekanne Winter Time i Green Hills Rozgrzej Się śliwkową z Biedronki.

Świecą numer jeden jest Midnight Pomergranate z Bath&Body Works. Cudowny ciepły, korzenno-owocowy zapach. Wypełnia zapachem całe nasze mieszkanie (a mamy je duże - około 100 metrów kw).

Jeśli chodzi o książki, aktualnie czytam "Gwiazdozbiór Psa" Hellera i póki co, dosyć mi się podoba. Następna w kolejce jest "Ty jesteś moje imię", czyli prezent gwiazdkowy.

Jeśli coś Was zainteresowało, pytajcie. Podzielcie się też Waszymi ulubieńcami na tę porę roku.

Buziaki,
Fifruwajka

niedziela, 11 stycznia 2015

Ziaja - liście zielonej oliwki

Cześć!

już jakiś czas temu Ziaja wprowadziła linię Liście Zielonej Oliwki. Póki co, udało mi się trochę poużywać dwa produkty z tej linii i myślę, że jak trochę wyjdę z zapasów, będą kolejne (oliwka do mycia!). Dzisiaj skupię się jednak raczej na tym co już od jakiegoś czasu testuję i znam.


A są to: dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust oraz maseczki regenerujące z kwasem hialuronowym w saszetkach. Oba produkty przypadły mi do gustu, a od maseczek jestem wręcz uzależniona.


Płyn do demakijażu (powyżej skład) skutecznie oczyszcza oczy, radzi sobie z wodoodpornym tuszem. Nie jest to najlepszy kosmetyk tego typu, jaki znam, ale naprawdę daje radę, zwłaszcza za tę cenę. Bardzo podobny w działaniu i użyciu do klasycznej niebieskiej dwufazy z Ziaji.


Jeśli chodzi o maseczki, to jestem naprawdę bardzo zadowolona. Pięknie nawilżają i koją skórę, po zabiegu jest miękka i delikatna. Zawsze przed nałożeniem maseczki wykonuję delikatny peeling i takie połączenie w moim przypadku gwarantuje świetne rezultaty. Maseczki te są śmiesznie tanie (ok.1,5 zł). Obok maseczek z masłem kakakowym i kozim mlekiem, oliwkowa nowość jest moim ulubionym Ziajowym produktem na tę chwilę. 

www.ziaja.com

Interesuje mnie również oliwka do mycia, maseczka oczyszczająca i woda tonizująca. A Wy? Znacie tę serię Ziaji?

Buziaki,
Fifruwajka

sobota, 10 stycznia 2015

Pielęgnacja ust - balsamy, masełka, pomadki ochronne

Cześć!

Dziś przedstawię Wam kosmetyki, które stosuję w pielęgnacji ust. O delikatną skórę warg dbam cały rok, codziennie stosuję grubą warstwę balsamu/masełka na noc. Zawsze przed wyjściem na dwór zabezpieczam też usta jakimś kosmetykiem ochronnym.


Tak wygląda moja aktualna kolekcja kosmetyków do ust. Brakuje jedynie masełka z The Body Shop, ale jeszcze go nie używałam, więc nie potrafiłabym nic o nim powiedzieć.


Kremiki uniwersalne z Oriflame stosuję od lat-  natłuszczają i chronią, mają piękne zapachy i naprawdę bogata formułę. Tu bardziej obszerna recenzja.

Masełko z Nivea to nowość w mojej pielęgnacji. Był na nie taki szał, że musiałam kiedyś je kupić i sama wypróbwać. Wersja jagodowa, na którą się skusiłam, jest rewelacyjna. Pachnie wspaniale, jak jagodowa Jogobella. Na początku byłam tak oczarowana, że stosowałam ją bez przerwy, dla zapachu właśnie. Dbrze chroni i sprawdza się podobnie jak kremiki Tender Care.

Balsam Tisane to już klasyk. Bardzo dobry, ze świetnym składem, wspaniale nawilżający kosmetyk. Ma trochę bardziej zbitą konsystencję. Wszystkie trzy stosuję w domu, na noc i każdy z nich się sprawdza.

Peeling do ust od Marizy to taki dziwny kosmetyk, który z przyjemnego gadżetu stał się w krótkim czasie niezbędnikiem.Doskonale poleruje wrażliwą skórę ust i wspomaga działanie balsamów. Pięknie i intensywnie pachnie pomarańczami.


Posiadam jednak również arsenał kosmetyczny przystosowany do wyjść na zewnątrz i do użycia w warunkach pozadomowych. 

Pomadka w szyfcie Tender Care to odpowiednik miodzików w słoiczkach Oriflame. Jest gęsta i długo utrzymuje się na ustach. W zasadzie bezzapachowa. Dobrze zabezpiecza usta na mrozie. W porządku.

W zasadzie to samo mogę powiedzieć o pomadce Melisa marki Uroda. Jest naprawdę skuteczna, ale niestety pozostawia nieprzyjemny posmak na ustach. Tak czy siak, nie jest to bardzo dotkliwe i stosuję ją wymiennie z resztą.

Balsam Softlips jest wspaniały. Nie nawilża moze jakos spektakularnie, ale uwielbia jego zapach i smak, oraz ciekawy sposób aplikacji. Troche mrowi, więc stsuję go gdy temperatury są na plusie.Ciekawa propozycja na rynku.

Balsam do ust w sztyfcie z masłem karite od yves Rocher to solidny kosmetyk. Znacznie bogatsza formuła niż trzy powyższe jest idealna dla moich ust na ekstremalne mrozy. Natłuszcza i zabezpiecza. Przyjemnie orzechowo pachnie.

Ostatni balsam jest koloryzowany i pochodzi z linii The One od Oriflame. Jest raczej delikatny w działaniu, nie natłuszcza, jedynie nawilża usta. Pozostawia jednak na nich piękny różowy odcień. Wygląda subtelniej niż błyszczyk czy szminka i posiada właściwości pielęgnacyjne. Odcień nazywa się Nude.

Jak widzicie, jest tego trochę, ale systematycznie zużywam tego rodzaju kosmetyki, bo stosuję je bardzo często. Brak jakichś koszmarnych bubli, w sumie najgorzej sprawdza się pomadka Melisa z uwagi na chemiczny posmak, ale nie jest to też całkowicie zły produkt.

Inna sprawa, że regularnie pielęgnuje usta i są raczej zadbane, więc kosmetyki mają raczej za zadanie utrzymać ten stan niż leczyć przesuszony już naskórek.

A jak u Was? Zima w tym roku łagodna, ale to nie zwalnia nas z ochrony ust. Co króluje w Waszych kosmetyczkach?

Buziaki,
Fifruwajka

niedziela, 4 stycznia 2015

Słodki sekret od Farmony, czyli korzenne pierniczki bez kalorii

Nie należę do wielkich fanów słodkości, a jeśli już, to stawiam na czekoladę. Po prostu. Niemniej jednak rozgrzewające ciepłe zapachy kosmetyków zimą są w cenie :) Dlatego skusiłam się na apetycznie nazwany zestaw Farmony 'Korzenne Pierniczki z Lukrem'. W jego skład wchodzą dwa kosmetyki peeling do ciała i balsam nawilżający.



Peeling zamknięty jest w standardowym plastikowym zakręcanym pudełku, a balsam w butelce z dość twardego plastiku. Oba opakowania są estetyczne i porządnie wykonane. Jedynym minusem jest nalepka na peelingu, która po kilku tygodniach w kabinie prysznicowej, zaczęła lekko odklejać się na rogach. 


A tak wyglądają produkty w środku. 

Peeling jest gęstą oleistą masą. Dość dobrze się nabiera, ma odpowiednią przyczepność i ostre drobinki, dzięki czemu możemy wykonać skuteczny zabieg złuszczania. Jeśli chodzi o te dwa kosmetyki, to peeling zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu. 

Balsam ma średnio gęstą konsystencję, łatwo się rozsmarowuje i wchłania. Nawilżanie odpowiednie dla skóry normalnej, niewymagającej. Niestety, ma on kolor. Tak jak możecie zobaczyć na zdjęciu, jest on zabarwiony na beżowo i niestety, zupełnie nie rozumiem zamysłu producenta w tym względzie. Po co...? Jego używanie byłoby przyjemnością z uwagi na ładny, słodki zapach, a jest niestety stresujące, bo rano nie chcę pobrudzić ubrań, a wieczorem - pościeli. Poza tym, nakładając go, mam uczucie jakbym smarowała się podkładem. Naprawdę, nie potrzebuję tego efektu kiedy idę spać, poza tym jest fanką białych pościeli, więc same rozumiecie...


Skład balsamu jest taki sobie, ani fajny, ani bardzo zły. W tej chwili dla mojej skóry całkowicie wystarczający.


Jeśli chodzi o peeling, to jak większość produktów z tej półki cenowej, jest on oparty na parafinie. Ale wiedziały gały co brały, więc nie narzekam.

Ogólnie wielkim atutem tych produktów jest zapach. Korzenny, ciasteczkowy, po prostu śliczny. I na dodatek bardzo intensywny. Peeling ma też dobre właściwości ścierające i nie wykluczam, że jeszcze go kupię, balsam to niestety jednorazowa przygoda, bo nie zamierzam irytować się co wieczór tą beżową maziają. Naprawdę, idea za farbowaniem kosmetyku do nawilżania jest dla mnie bardzo niezrozumiałym zabiegiem. Kolorowa kąpiel jest OK, ale pomalowana skóra już nie!

To tyle. Miałyście do czynienia z pielęgnacją Farmony? Ja od tego zestawu chciałam zacząć przygodę z tym producentem, ale niestety jest ona średnio udana. Nie chcę się jednak zrażać do całej marki. Może możecie mi coś innego polecić? Dzięki za sugestie!

Pozdrawiam, 
Fifruwajka

czwartek, 1 stycznia 2015

Noworoczny projekt denko

Cześć!

Przez ostatnie tygodnie zebrał mi się cały wór zużytych kosmetyków. Udało mi się jeszcze przed świętami porobić zdjęcia i wyrzucić puste opakowania, ale słowo daję nie miałam kiedy przysiąść i napisać tego posta...


Między innymi zdenkowałam kilka myjadeł do ciała. Żel z gardenią Jardins do Monde od YR pachniał słodko i kwiatowo, bardzo przyjemnie, ale sam produkt był mocno średni. Kosmetyk był mało wydajny, na szczęście nie przesuszał. Nie był zły, ale raczej już nie wrócę.

Płyn do higieny intymnej bawełna Bielendy to bardzo lubiany przeze mnie kosmetyk, którego prędko raczej nie kupię. Do tej pory zaopatrywałam się w Hebe, ale ostatnio poznikał z półek... Jak napotkam gdzieś, na pewno zrobię zapas.

Peeling do ciała o zapachu zielonej herbaty Rossmanowskiej marki Wellness&Beauty to bardzo solidny kosmetyk, o którym więcej możecie przeczytać tu .

Żel pod prysznic z drobinkami o zapachu malinowym od YR to kosmetyk przeciętny w stronę słabego. Jego jedynym atutem jest śliczny zapach. Więcej szczegółów tutaj


Jeśli chodzi o higienę dłoni, zużyłam kilka mydeł w płynie i dwa w kostce.

Mydełka B&BW są bardzo przyjemne, ale niestety zbyt drogie. Podczas czerwcowej wyprzedaży udało mi się jednak kupić kilka sztuk w bardzo okazyjnej cenie. To na zdjęciu jest o zapachu świeżej bawełny i ma malutkie granulki. Używałam go w kuchni. Dobrze domywał dłonie i ma poręczną, sprawną pompkę.

Mydełko Palmolive kupiłam w 'cenie na do widzenia' w Rossmannie. Całkiem mi się podobało, ale mojemu mężowi nie przypadło do gustu. Mydełko było dość gęste i pachniało całkiem w porządku.

Mydełko o zapachu lotosu od YR to kolejny przeciętniak tej marki w tym denku, w dodatku drogi. Pachniało ładnie, ale nie było wydajne i przesuszało dłonie. 

Mydełka w kostce od Oriflame to moje pewniaki. Pięknie pachną, nie rozmiękają, do końca pozostaję zwarte. Zyskały nawet aprobatę mojego męża. Na zdjęciu lawendowo-figowe i brzoskwiniowo-bazyliowe.

Mydełko w płynie od Joanny intensywnie pachnie trochę sztuczną truskawką. Niemniej jednak, całkiem nam się spodobało. Jest niesamowicie tanie i robi co ma robić.


W pielęgnacji włosów większość rzeczy się u mnie powtarza.

Jeśli chodzi o mycie głowy, nadal podstawę stanowi u mnie szampon Hamamelis z Yves Rocher i raz na kilka myć używam Zoxin Medu żeby zapobiegać łupieżowi. Jest to mój niezastąpiony duet i na razie nie szukam odmiany.

W kwestii pielęgnacji dzieje się trochę więcej. Pozytywne wrażenie zrobiły na mnie produkty Isany - zarówno maska z olejkami ze starej linii jak i odżywka z nowej doskonale pielęgnują włosy. Pozostawiają je miękkie i nawilżone. Będę wracać!

Maska z olejkami Biovax na mojej głowie szału nie zrobiła. Jakoś moje włosy preferują inne marki. Więcej nie kupię.

Odżywka regenerująca Bani Agaffii to całkiem przyjemny kosmetyk, opakowanie 100 ml wykończyłam jednak po 3 użyciach. Znalazłam ją w ShinyBoxie i zużyłam z przyjemnością, ale na pewno nie będę jej zamawiać w sklepach internetowych. Są tańsze i łatwiej dostępne (np. Isana).


Zużyłam też trzy kosmetyki pielęgnacyjne do ciała. Wszystkie są naprawdę warte uwagi.
Więcej szczegółów tu i tu


Zużyłam też trzy kremy do rąk i zmywacz do paznokci. 

Gwoli ścisłości, pierwszy krem poducent rekomenduje do stóp, ale moje rączki pokochały go jako kremik na noc. Jest bardzo gęsty, odżywczy, z dużą zawartością mocznika - po nocy z tym kremikiem łapki były jak nowe. Poza tym pięknie pachnie imbirem.

Kolejny kremik marki Miraculum nosiłam w torebce. Był bardzo lekki ale skutecznie nawilżał dłonie. Miał specyficzny, ciężkawy zapach, który mi się jednak podobał.

Kremik You Dazzle to przeciętniak - raczej rzadki, o ładnym zapachu, ale bez szału, nawilżał, ale dość doraźnie. Nie był zły, ale niczym nie zapadł mi w pamięć.

Zmywacz Oriflame był świetny - skuteczny i łagodny. Teraz zmienił opakowanie i nazwę, na szczęście produkt pozostał ten sam. Jestem mu wierna od lat.


Płyn micelarny Garnier to mój hit. Skuteczny, niedrogi, łatwo dostępny, łagodny dla skóry - brawo, Garnier!

Płyn dwufazowy również pozostawił dobre wrażenie, niestety, ostatnio nie widuję go w drogeriach. W zasadzie posiadał wszystkei zalety swojego micelarnego brata, ale też jedną (dziwną) wadę - spadał z płatka! Nie wsiąkał w niego od razu i potrafił ześliznąć się na podłogę. Nie jest to duży kłopot, ale czasem bywało irytujące.

Tonik Liście Manuka Ziaji to bardzo przyzwoity kosmetyk. Oczyszczał i tonizował, odświeżał skórę i przyjemnie pachniał. Za kilka złotych to bardzo dobry deal.

Płyn dwufazowe Bielendy dobrze radzi sobie z makijażem oka, niemniej jednak pozostawia niekomfortową tłustą warstwę. Nie wykluczam, że wrócę do niego.

 
Serum z witaminą C od Avy wspominam bardzo dobrze, ładnie nawilżało skórę, nie obciążając jej, było idealne pod krem.

Peeling do twarzy Oriflame Diamond Cellular był wspaniały. Dobrze złuszczał i przepięknie pachniał, czyniąc z cotygodniowego peelingu luksusowy zabieg. Niestety, jak wszystko co dobre, został wycofany.

Miodziki do ust Oriflame to klasyka gatunku. Bardzo dobre kremy nawilżająco-ochronne o różnych zapachach, z których większość jest świetna. Niestety, widoczne na zdjęciu uniwersalny i kokosowy do tej grupy nie należą, więc używałam ich raczej na łokcie lub stopy niż na usta.

Peeling do twarzy Ulga Ziaji jest bardzo delikatny, ale dla mnie chyba trochę za słaby. Dla wrażliwców o suchej skórze powinien być w sam raz.

Serum rozświetlające Kolastyny nic nie zrobiło z moją skórą, ani złego ani dobrego. Jednorazowy zakup.

Krem do twarzy Skin Energy z Oriflame to kolejny dobry i wycofany kosmetyk tej marki. Był idealny dla tłustej cery na dzień. Pięknie matował i nawilżał. Zawartość witaminy C i spf15 to kolejne jego atuty.

Kremik na noc Bielendy z linii Biotechnologia Ciekłokrystaliczna to geniusz w nawilżaniu. Więcej dowiecie się tu

Maseczka Ziaji Masło Kakaowe jest super, dobrze nawilża skórę i relaksuje zapachem. Zakup do powtórzenia.

Maska Sorayi ujędrniająca nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Ot, może być.


I na koniec dwie pasty do zębów: taka sobie Ziaja bez fluoru i fantastyczna Himalaya Herbals Sparkly White. Pierwszą można kupić na wypróbowanie, sama do niej wrócę, jak nie dostanę Himalaya, ale ta druga to naprawdę dobry produkt, który jest w tej chwili moim zębowym nr 1.

Na zdjęciu widzicie również korektor Studio Artist z Oriflame, który jest kolejnym bardzo dobrym i wycofanym produktem tej marki. Ech...

Jeśli chodzi o kosmetyki, to tyle. Przy okazji chciałabym Wam życzyć wszystkiego najlepszego w dopiero co rozpoczętym Nowym Roku!

Buziaki,
Fifruwajka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...