czwartek, 1 stycznia 2015

Noworoczny projekt denko

Cześć!

Przez ostatnie tygodnie zebrał mi się cały wór zużytych kosmetyków. Udało mi się jeszcze przed świętami porobić zdjęcia i wyrzucić puste opakowania, ale słowo daję nie miałam kiedy przysiąść i napisać tego posta...


Między innymi zdenkowałam kilka myjadeł do ciała. Żel z gardenią Jardins do Monde od YR pachniał słodko i kwiatowo, bardzo przyjemnie, ale sam produkt był mocno średni. Kosmetyk był mało wydajny, na szczęście nie przesuszał. Nie był zły, ale raczej już nie wrócę.

Płyn do higieny intymnej bawełna Bielendy to bardzo lubiany przeze mnie kosmetyk, którego prędko raczej nie kupię. Do tej pory zaopatrywałam się w Hebe, ale ostatnio poznikał z półek... Jak napotkam gdzieś, na pewno zrobię zapas.

Peeling do ciała o zapachu zielonej herbaty Rossmanowskiej marki Wellness&Beauty to bardzo solidny kosmetyk, o którym więcej możecie przeczytać tu .

Żel pod prysznic z drobinkami o zapachu malinowym od YR to kosmetyk przeciętny w stronę słabego. Jego jedynym atutem jest śliczny zapach. Więcej szczegółów tutaj


Jeśli chodzi o higienę dłoni, zużyłam kilka mydeł w płynie i dwa w kostce.

Mydełka B&BW są bardzo przyjemne, ale niestety zbyt drogie. Podczas czerwcowej wyprzedaży udało mi się jednak kupić kilka sztuk w bardzo okazyjnej cenie. To na zdjęciu jest o zapachu świeżej bawełny i ma malutkie granulki. Używałam go w kuchni. Dobrze domywał dłonie i ma poręczną, sprawną pompkę.

Mydełko Palmolive kupiłam w 'cenie na do widzenia' w Rossmannie. Całkiem mi się podobało, ale mojemu mężowi nie przypadło do gustu. Mydełko było dość gęste i pachniało całkiem w porządku.

Mydełko o zapachu lotosu od YR to kolejny przeciętniak tej marki w tym denku, w dodatku drogi. Pachniało ładnie, ale nie było wydajne i przesuszało dłonie. 

Mydełka w kostce od Oriflame to moje pewniaki. Pięknie pachną, nie rozmiękają, do końca pozostaję zwarte. Zyskały nawet aprobatę mojego męża. Na zdjęciu lawendowo-figowe i brzoskwiniowo-bazyliowe.

Mydełko w płynie od Joanny intensywnie pachnie trochę sztuczną truskawką. Niemniej jednak, całkiem nam się spodobało. Jest niesamowicie tanie i robi co ma robić.


W pielęgnacji włosów większość rzeczy się u mnie powtarza.

Jeśli chodzi o mycie głowy, nadal podstawę stanowi u mnie szampon Hamamelis z Yves Rocher i raz na kilka myć używam Zoxin Medu żeby zapobiegać łupieżowi. Jest to mój niezastąpiony duet i na razie nie szukam odmiany.

W kwestii pielęgnacji dzieje się trochę więcej. Pozytywne wrażenie zrobiły na mnie produkty Isany - zarówno maska z olejkami ze starej linii jak i odżywka z nowej doskonale pielęgnują włosy. Pozostawiają je miękkie i nawilżone. Będę wracać!

Maska z olejkami Biovax na mojej głowie szału nie zrobiła. Jakoś moje włosy preferują inne marki. Więcej nie kupię.

Odżywka regenerująca Bani Agaffii to całkiem przyjemny kosmetyk, opakowanie 100 ml wykończyłam jednak po 3 użyciach. Znalazłam ją w ShinyBoxie i zużyłam z przyjemnością, ale na pewno nie będę jej zamawiać w sklepach internetowych. Są tańsze i łatwiej dostępne (np. Isana).


Zużyłam też trzy kosmetyki pielęgnacyjne do ciała. Wszystkie są naprawdę warte uwagi.
Więcej szczegółów tu i tu


Zużyłam też trzy kremy do rąk i zmywacz do paznokci. 

Gwoli ścisłości, pierwszy krem poducent rekomenduje do stóp, ale moje rączki pokochały go jako kremik na noc. Jest bardzo gęsty, odżywczy, z dużą zawartością mocznika - po nocy z tym kremikiem łapki były jak nowe. Poza tym pięknie pachnie imbirem.

Kolejny kremik marki Miraculum nosiłam w torebce. Był bardzo lekki ale skutecznie nawilżał dłonie. Miał specyficzny, ciężkawy zapach, który mi się jednak podobał.

Kremik You Dazzle to przeciętniak - raczej rzadki, o ładnym zapachu, ale bez szału, nawilżał, ale dość doraźnie. Nie był zły, ale niczym nie zapadł mi w pamięć.

Zmywacz Oriflame był świetny - skuteczny i łagodny. Teraz zmienił opakowanie i nazwę, na szczęście produkt pozostał ten sam. Jestem mu wierna od lat.


Płyn micelarny Garnier to mój hit. Skuteczny, niedrogi, łatwo dostępny, łagodny dla skóry - brawo, Garnier!

Płyn dwufazowy również pozostawił dobre wrażenie, niestety, ostatnio nie widuję go w drogeriach. W zasadzie posiadał wszystkei zalety swojego micelarnego brata, ale też jedną (dziwną) wadę - spadał z płatka! Nie wsiąkał w niego od razu i potrafił ześliznąć się na podłogę. Nie jest to duży kłopot, ale czasem bywało irytujące.

Tonik Liście Manuka Ziaji to bardzo przyzwoity kosmetyk. Oczyszczał i tonizował, odświeżał skórę i przyjemnie pachniał. Za kilka złotych to bardzo dobry deal.

Płyn dwufazowe Bielendy dobrze radzi sobie z makijażem oka, niemniej jednak pozostawia niekomfortową tłustą warstwę. Nie wykluczam, że wrócę do niego.

 
Serum z witaminą C od Avy wspominam bardzo dobrze, ładnie nawilżało skórę, nie obciążając jej, było idealne pod krem.

Peeling do twarzy Oriflame Diamond Cellular był wspaniały. Dobrze złuszczał i przepięknie pachniał, czyniąc z cotygodniowego peelingu luksusowy zabieg. Niestety, jak wszystko co dobre, został wycofany.

Miodziki do ust Oriflame to klasyka gatunku. Bardzo dobre kremy nawilżająco-ochronne o różnych zapachach, z których większość jest świetna. Niestety, widoczne na zdjęciu uniwersalny i kokosowy do tej grupy nie należą, więc używałam ich raczej na łokcie lub stopy niż na usta.

Peeling do twarzy Ulga Ziaji jest bardzo delikatny, ale dla mnie chyba trochę za słaby. Dla wrażliwców o suchej skórze powinien być w sam raz.

Serum rozświetlające Kolastyny nic nie zrobiło z moją skórą, ani złego ani dobrego. Jednorazowy zakup.

Krem do twarzy Skin Energy z Oriflame to kolejny dobry i wycofany kosmetyk tej marki. Był idealny dla tłustej cery na dzień. Pięknie matował i nawilżał. Zawartość witaminy C i spf15 to kolejne jego atuty.

Kremik na noc Bielendy z linii Biotechnologia Ciekłokrystaliczna to geniusz w nawilżaniu. Więcej dowiecie się tu

Maseczka Ziaji Masło Kakaowe jest super, dobrze nawilża skórę i relaksuje zapachem. Zakup do powtórzenia.

Maska Sorayi ujędrniająca nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Ot, może być.


I na koniec dwie pasty do zębów: taka sobie Ziaja bez fluoru i fantastyczna Himalaya Herbals Sparkly White. Pierwszą można kupić na wypróbowanie, sama do niej wrócę, jak nie dostanę Himalaya, ale ta druga to naprawdę dobry produkt, który jest w tej chwili moim zębowym nr 1.

Na zdjęciu widzicie również korektor Studio Artist z Oriflame, który jest kolejnym bardzo dobrym i wycofanym produktem tej marki. Ech...

Jeśli chodzi o kosmetyki, to tyle. Przy okazji chciałabym Wam życzyć wszystkiego najlepszego w dopiero co rozpoczętym Nowym Roku!

Buziaki,
Fifruwajka

7 komentarzy:

  1. micel Garnier u mnie też świetnie się spisywał :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Spore denko. Gratuluję zużyć:)
    Szczęśliwego Nowego Roku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na prawdę duże denko, ja przez 2 miesiące tyle nie zebrałam :)
    Też zużyłam żel YR tylko truskawkowy, szampon z hamamelisem miałam i wspominam dobrze (chyba do niego wrócę, bo już dawno się nie widzieliśmy), tonik ziaja chwilowo odstawiłam, płyn garnier to mój ulubieniec, a w masłach TBS ostatnio jestem zakochana :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja też uwielbiam płyny do higieny intymnej z bielendy a szczególnie polecam Ci wersję z żurawiną.

    OdpowiedzUsuń
  5. Peeling Diamond Cellular to był mój numer 1, szkoda, że go wycofali, wszystkie zapasy mi się skończyły. Kem z Bath&Body Works miałam o zapachu Island Cotton ale po jakimś czasie ten zapach zaczął mnie męczyć, nie wiem dlaczego...Za to masło z The Body Shopu na zimę uwielbiam, mam teraz jagodowe ale takie malinowe tez kiedyś wypróbuję. Może Oriflame powróci do kremów do ciała z Secret Nature, też były OK:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...