wtorek, 30 czerwca 2015

Truskawkowe masełko Flos Lek - moja opinia

Cześć!

Flos Lek to marka, która słynie głównie z żeli pod oczy, sama przekonałam się jednak, że ma w swoim portfolio także inne ciekawe kosmetyki. Dziś przedstawię Wam swoją opinię o masełku truskawkowym.


Masełko zapakowane jest w plastikowy biały słoiczek. Szczyty designu to to może nie są, ale nie wygląda to źle. Dodatkowo słoiczek znajduje się w kartonowym opakowaniu zewnętrznym. Ja swój kosmetyk kupiłam na doz.pl.


Po otwarciu słoiczka, naszym oczom ukazuje się również dodatkowe zabezpieczenie w postaci plastikowej przekładki, która dodatkowo chroni kosmetyk.

Produkt ma niestandardową pojemność 240 ml. Konsystencja jest zwarta, jednak niezbyt tłusta. Bardziej gęsta niż balsam, ale mniej treściwa niż masło. Powiedziałabym, że to bardzo treściwy krem. Zapach? No cóż, spodziewałam się więcej, miał być intensywny zapach poziomki, jest coś jakby jogurt truskawkowy, dość delikatna kremowo-mleczna woń.

Jeśli chodzi o działanie, to bardzo je polubiłam. Kosmetyk dobrze nawilża i wygładza, dobrze się wchłania, zostawia aksamitne, miękkie wrażenie na skórze. Bardzo przyjemny w użyciu.

Rozczarowuje mnie jednak skład, wolałabym mniej chemicznych ingredientów na rzecz surowców naturalnych - maseł, olejów, ekstraktów.



Mimo wszystko, ciężko mi go ocenić jednoznacznie źle. Podsumowując, działanie i przyjemność stosowania na plus, skład na minus, zapach niestety neutralny, nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Sama już raczej do niego nie wrócę. Was ani do niego zachęcam, ani go Wam odradzam.

Znacie masła tej marki? Jakie macie doświadczenia z Flos Lekiem?

Buziaki, 
Fifruwajka

niedziela, 28 czerwca 2015

Co nowego w czerwcu? - podsumowanie zakupów kosmetycznych

Cześć!

Nareszcie! Ruszyły wyprzedaże! :) Oczywiście, swoje pierwsze kroki skierowałam do The Body Shop i Bath&Body Works, jednak tylko w tym  pierwszym sklepie zrobiłam zakupy. Co do Bath&Body Works wciąż czekam na pogłębienie wyprzedaży i jakąś ofertę łączoną (2+2, poproszę). 


Wybrałam dla siebie m.in. super zestaw kosmetyków o zapachu mango: masło do ciała, peeling, wodę toaletową i masełko do ust. Set zawierał także myjkę kąpielową. Za całość zapłaciłam 99 złotych.


Pachną cudownie owocowo i zostawię je sobie na jesień/zimę żeby przypominały mi o lecie.


Skusiłam się również na kilka innych drobiazgów ze sklepu: dwa żele antybakteryjne o zapachu absyntu (5 zł każdy z 10 zł), maseczkę absyntową do dłoni (29 zł zamiast 59 zł), żel czekoladowy (12,50 zł zamiast 25 zł) i mgiełkę brzoskwiniową (29 zł zamiast 59 zł). Za ukończenie pierwszego poziomu na karcie stałego klienta mogłam wybrać sobie żel pod prysznic. Mój wybór padł na moringę.


Absyntowe kosmetyki mają łagodny, świeży, ziołowy zapach. Masełka już używałam na noc pod rękawiczki i pierwsze wrażenie jest jak najbardziej pozytywne.


Żel czekoladowy jest cudowny. Pachnie słodko i baaardzo spożywczo. Będę się nim rozpieszczać zimą.

Mgiełka brzoskwiniowa jest bezbłędna. Pachnie bardzo naturalnie i świeżo, idealna na lato. Bardzo ładne, poręczne opakowanie.

Żel pod prysznic Moringa ma intensywny kwiatowy zapach, wyróżnia się spośród owocowej gamy kosmetyków The Body Shop. Jedna z ciekawszych propozycji marki.

Uważam, że warto zajrzeć do TBS podczas wyprzedaży, ze swoich łowów jestem bardzo zadowolona.


W tym miesiącu sprawiłam sobie również pierwszego JoyBoxa - w dodatku jego wyprzedażową wersję.


W moim pudełku znalazły się: migdałowy olejek do kąpieli Kneipp, masło Shea z Organique o mlecznym zapachu, peeling Esotiq Push Up do biustu, biała glinka Mokosh,  szmaragdowozielona konturówka Mary Kay i brązowy eyeliner L'Ambre. Za całość zapłaciłam 40 zł już z przesyłką.


Zbliżenie na kolor kredki. 


W Hebe kupiłam dwie duże butle (500 ml) Biodermy za 69 złotych. Promocja wciąż trwa, także fanki tego micela niech korzystają:)


Drogerią miesiąca ogłaszam Rossmanna, w którym zakupy zrobiłam w sumie kilka razy. Przy okazji jednej z wizyt w sklepie skusiłam się na kawiorową maseczkę Biovax, pędzel Real Techniques Stippling Brush, mydełko w płynie Alterry z lawendą i malwą, odstraszacz owadów ByeBye Mosquito. Kupuję też w Rossmannie batoniki figowe dla męża , na zdjęciu akurat malinowy. Podobno pyszne :)


Mój mąż używa niemal wyłącznie żeli Nivea, zmieniam mu tylko zapachy. Tym razem do koszyka wpadł Original Care.

Kupiłam też kolejne mydełko Alterry, dwa kremy Bielendy dla mamy - tak, ona też lubi kremy tej marki :), batonik figowy, tym razem wersję jagodową, oraz Setting Brush od Real Techniques.


Ten pędzelek jest polecany do aplikacji korektora, rozświetlacza, blendowania. Wkrótce poużywam go i  napiszę o nim więcej.


Rossmann to dla mnie nie tylko źródło kosmetyków :) Kupuję w nim sporo chemii gospodarczej i jedzenia. Postanowiłam, że pokażę Wam co jeszcze ciekawego i sprawdzonego ma w ofercie ten sklep. Soda oczyszczona to produkt niesamowicie wszechstronny - i na okłady na posiniaczone miejsca, i do prania, i do sprzątania, ma mnóstwo zastosowań, a w Rossku można ją dostać w poręcznym dużym opakowaniu.

Od lat jestem wierna wodzie do prasowania Pachnącej Szafy. Idealnie odświeża ubrania i pomaga rozprostować zagniecenia. Zapach Zanzibar jest śliczny i świeży, nadaje się do męskiej i damskiej odzieży, nie konkuruje z zapachem perfum.

Magiczne gąbeczki z Rossmanna są naprawdę magiczne! Powiedziała mi o nich koleżanka z pracy i regularnie je kupuję. Czyszczę nimi fugi, mam jasne fugi na podłodze w kuchni i przedpokoju, idealnie usuwają z nich brud.


Wiele dziewczyn używa octu jabłkowego do płukania i nabłyszczania włosów. Ja zakwaszam nim potrawy, dodaję go do zup, sałatek, sosów. Ten z Rossmanna jest tani, bio, łatwo dostępny i dobrej jakości. Stała pozycja na mojej liście zakupów.

Po raz pierwszy kupiłam dwa mydełka - ogórkowe Himalaya Herbals w kostce i Isanę w płynie w wersji Sensitive. Obu jestem bardzo ciekawa.


Jeszcze raz zajrzałam do Rossmanna i w 'Cenie Na Do Widzenia' upolowałam szampon Alterry z figą i olejkiem makadamia. Zobaczymy jak się u mnie spisze. 

Kupiłam kolejne opakowanie żelu  BeBeauty - jestem od niego uzależniona!

I jeszcze raz zrobiłam zakupy w The Body Shop - skusiłam się na żel antybakteryjny do dłoni o zapachu grejpfruta - pachnie czadowo! - i krem do rąk z marihuaną z myślą o moim mężu i jego przesuszonych dłoniach. Podobno to ich najlepszy krem, pachnie też dość męsko, więc powinien mu się spodobać.

Teraz już tylko czaję się na B&BW i ich totalną wyprzedaż. Muszę się Wam przyznać, że mam zamiar trochę poszaleć. Raz się żyje :)

A Wy macie jakieś plany wyprzedażowe? 

Buziaki, 
Fifruwajka

sobota, 13 czerwca 2015

Farmona Professional Home - co myślę?

Cześć,

dzisiaj pokażę Wam cztery kosmetyki z profesjonalnej linii do użytku domowego Farmony i pokrótce o nich opowiem. Są już ze mną od paru miesięcy i wydaje mi się, że coś mogę o nich już powiedzieć. Kupiłam je w Hebe, nie widziałam ich nigdzie indziej póki co.


Linia Professional Home ma w swojej ofercie zarówno kosmetyki do twarzy, jak i ciała. Jest również kolekcja przeznaczona do dłoni oraz stóp. Wczesną wiosną, podczas promocji w Hebe nabyłam cztery kosmetyki. Z kolekcji Diamentowy Moment -płyn do demakijażu oczu i ust, z linii Ogród Młodości - maseczkę liftingująco-odmładzającą, z  Dotyku Piękna - maskę do rąk intensywnie wygładzającą i perełki do kąpieli dłoni. Najbardziej spodobał mi się ten ostatni produkt. Reszta nie jest zła, ale nie przypadła mi do gustu na tyle, żebym miała ochotę na ponowny zakup.


Perełki do kąpieli dłoni świetnie rozpuszczają się w wodzie, zmiękczają ją i pięknie relaksująco pachną. Wcześniej uważałam je za gadżet, teraz nie wyobrażam sobie bez nich manicure. Dodatkowym atutem jest poręczna miarka, która pozwala dobrze dozować produkt. I są wydajne! Niewiele ich trzeba, żeby wraz z  małą miseczką stworzyć SPA dla dłoni.


Jeśli chodzi o resztę, cóż, nie jest już tak różowo. Diamentowy płyn do demakijażu oczu to preparat dwufazowy, jednak dość rzadki i już aplikacja przez pompkę sprawia kłopoty. Wszystko się rozbryzguje i niejedną piżamę już poplamiłam. Sam kosmetyk jest OK, zmywa makijaż, nie jest to jednak nic porównywalnego z Biodermą, potrzeba sporo płatków by dokładnie oczyścić oczy z makijażu.

Maska do twarzy ma dziwną, jakby silikonową konsystencję, może trochę napina skórę, ale nie koi jej i nie pozostawia na niej uczucia nawilżenia. Używałam jej regularnie, raz- dwa razy w tygodniu i póki co większych efektów brak. Skoro ma działać na cerę dojrzałą, dlaczego moja młoda jeszcze dość skóra w ogóle nie reaguje? Ano, skład jest mocno taki sobie.

Maska do dłoni to z kolei taki sobie krem, a nie żadna maska. Konsystencja jest dość rzadka, przyzwyczaiłam się, że maski  są treściwe i bogate, mocno nawilżają i natłuszczają. Produkt nie jest zły, ma jednak lekko drażniący zapach i dla moich dłoni jest za słaby, kiedy są przesuszone. W sytuacjach gdy ich kondycja jest raczej dobra, jest w stanie podtrzymać ten stan, ale nie radzi sobie nawet z niewielkim przesuszem. Pompka jest wygodna kiedy się spieszę, na przykład tuż przed wyjściem do pracy :)

Ogólnie, kosmetyki te nie są bublami, ale spodziewałam się nieco więcej. Na przykład, że maska będzie maską a nie lekkim kremikiem, ach... Jedynie do perełek do kąpieli dłoni nie mam żadnych zastrzeżeń.

Co myślicie o kosmetykach Farmony? Moje doświadczenia są takie sobie. Może mi coś polecicie, żebym przeprosiła się z tą marką.

Buziaki,
Fifruwajka

środa, 10 czerwca 2015

Wielkie denko z ostatnich miesięcy cz 2.

Cześć!

Dzisiaj obiecana druga część gigantycznego denka. Zapraszam do lektury! :)


Maseczki Lomi-Lomi uwielbiam, jednak ostatnio znacząco podrożały (z 4 zł na 6 zł) i nie wiem, czy nadal będę po nie sięgać.Nawilżają skórę i pięknie pachną. Tkanina jest mocno nasączona produktem.

Maseczki Pure Derm również mają postać płata, ale wykonany jest on nie z tkaniny tylko jakiegoś tworzywa, może to silikon? Zachowują się podobnie jak te Lomi Lomi, ale są jeszcze droższe. Kupię tylko w dobrej promocji.

Szampon łagodzący Ziaji ciężko mi ocenić, bo zużyłam tylko saszetkę. Po jednorazowym użyciu nie podrażnił mi skóry głowy, także są szanse na to, że to bezpieczny kosmetyk dla wrażliwych głów.

Przeciwzmarszczkowe maseczki Perfecty i Efektimy to kremowe kosmetyki, które dobrze się sprawdzają jako uzupełnienie codziennej pielęgnacji, nie zastąpią jednak wizyty u kosmetyczki, nie zmienią diametralnie skóry przesuszonej, podrażnionej czy  ogólnie w złym stanie.


Kapsułki Rival de Loop to super tanie, tygodniowe Rossmannowskie kuracje dla skóry. Moja cera się z nimi zaprzyjaźniła, dobrze ją nawilżały, wyglądała świeżo i przyjemnie. Nie odnotowałam żadnych niespodzianek.

Maseczka z witaminą E The Body Shop również przypadła mi do gustu. Nie tylko pięknie pachniała, ale naprawdę skutecznie nawilżała skórę. Gdyby tylko była tańsza, kupowałabym ją cały czas.

Jej alternatywą może być niedroga i równie dobra maska Liście Zielonej Oliwki Ziaja, która jest moim osobistym hitem. Uwielbiam ją. Jest jak kompres dla przesuszonej skóry czy podrażnionej po peelingu i jest super tania. Nic, tylko kupować!

Zużyłam też kilka próbek kremów m.in. Garnier Hydra Adapt dla cery suchej, który zaskoczył mnie przyjemną, dość treściwą, ale szybko wchłaniającą się konsystencją.

Krem nawilżający Ziaja Manuka Balans również zrobił dobre wrażenie - rzeczywiście nawilżył skórę, nie powodując świecenia. Dodatkowym atutem jest filtr spf 10.

Krem Peptide Lift Ava to również kosmetyk, który zostawił dobre pierwsze wrażenie. Nawilżający i lekko natłuszczający produkt całkiem dobrze sprawdził się przy mojej mieszanej cerze na noc.

Najmniej z próbek przypadł mi do gustu Hydra Boost z Eveline. Od razu po nałożeniu jest super, jednak kiedy krem się wchłonął, miałam poczucie, że mojej skórze czegoś brakuje.

Żel na wypryski Pure Skin Oriflame na moje niespodzianki nie działał. Niestety, nie ma to jak przepisane od dermatologa specyfiki oparte na klindamycynie, wszystkie te żele punktowe u mnie się nie sprawdzają...


Jednym z moich ulubionych korektorów był Studio Artist Oriflame, niestety, jest on już niedostępny w ofercie marki. Szukam czegoś nowego :)

Farbka do ust Bourjois to również kosmetyk już niedostępny. Ładnie barwiła usta i była trwała, jednak jest już nie do dostania.

Pomadki Oriflame Wonder miałam w 3-ech kolorach. Były raczej przeciętne - nie przesuszały, ale i nie pielęgnowały ust, ich trwałość była raczej średnia. Na plus dobre krycie ładne odcienie. 

Pomadka Hean miała obłędny kolor, ale sama w sobie była lekko tępa w aplikacji i zostawiała chemiczny posmak. Raczej nie wrócę.


Pomadka Yves Rocher pochodzi również z wycofanej linii. Uwielbiałam jej odcień, sama pomadka była jednak taka sobie. Niczym nie wyróżniała się wśród swoich drogeryjnych koleżanek. Ani jej trwałość, ani działanie pielęgnacyjne nie powalały na kolana.

Bardzo lubiłam za to pomadkę Triple Core Oriflame - szminka była trzywarstwowa, jedną z warstw stanowił balsam pielęgnacyjny - i było to czuć! Ładna gama kolorystyczna i mamy hit :)

Eyeliner Stylo w odcieniu brązowym z Oriflame to fajny kosmetyk jednak o niskiej trwałości i to wcale nie na oku. Pisak bardzo szybko wysychał. Mam teraz w użyciu eyeliner w pisaku Bell i jest o niebo lepszy.


Pasty Himalaya to mój hit, uwielbiam je i ciągle kupuję. Super oczyszczają, mają dobre składy i w promocji cenę do przejścia.

Pastę Ziaji bez fluoru lubimy mniej, ale nie jest ona zła. Ma trochę gorsze działanie odświeżające i mniej przyjemny smak, jest jednak tańsza.

Zużyłam również próbeczkę maski do twarzy Honey&Oat The Body Shop i... zakochałam się! Czekam już tylko na promocję żeby kupić pełne opakowanie.

Płyn do dezynfekcji pędzli Inglota mnie nie zachwycił. Śmierdzi okrutnie alkoholem i z perspektywy czasu uważam, że jest zbędny do uzytku domowego. Wolę pędzle... myć :)

Olejek z drzewa herbacianego to super uniwersalna rzecz - sprawdza się nie tylko na krostki, ukąszenia owadów i do kąpieli stóp, ale także do sprzątania łazienki i mycia lodówki. Kupuję regularnie. Kiedyś może napiszę o jego zastosowaniach.

Świec Oriflame z kolekcji Home już nie ma w ofercie marki, a szkoda. Pięknie pachną i ładnie się wypalają.

Mini wersja wody Enigma Oriflame to cudowny intensywny kwiatowy zapach na wieczór. Z przyjemnością jej używałam, teraz mam otwartą wersję pełnowymiarową i równie chętnie po nią sięgam.

Wkład do wtyczki elektrycznej Bath& Body Work o zapachu Frosted Peppermint to jeden z ładniejszych zapachów do domu tej marki. Świeży i delikatny, słodkawy, ale nie przytłaczający. Z drugiej strony ciekawszy niż wszechobecne lawendy i zielone jabłuszka. Super!

Mówiłam, że będzie dużo! Wytrwałym bardzo dziękuję! Dajcie znać,  jeśli macie jakieś doświadczenia z tymi produktami. Chętnie poznam Wasze opinie :)

Buziaki,
Fifruwajka

czwartek, 4 czerwca 2015

Wielkie denko z ostatnich miesięcy cz 1.

Witajcie serdecznie!

Jak się cieszę, że mogę Was przywitać w tak piękny dzień! Mamy naprawdę cudowny początek lata :)
Tak jak obiecywałam, dzisiejsze denko będzie duże i post niestety dosyć długi, także bez zbędnego przedłużania zaczynam, bo i tak trochę klikania przede mną.


Mydełko do rąk Himalaya Herbals, oprócz pięknego zapachu, nie zostawiło po sobie jakiegoś niesamowitego wrażenia. Mydło jak mydło, myło dłonie, poziom przesuszenia również na przeciętnym poziomie.

Krem do rąk Swedish Spa Oriflame to mój ulubieniec od lat. Bardzo intensywnie nawilżający, doskonały jako kuracja pod rękawiczki na noc. Dodatkowo, piękny orientalny zapach doskonale uprzyjemniał jego stosowanie. Nie nadaje się jednak do użytku na dzień, jest tłusty i długo się wchłania.

Serum do rąk Evree to kolejny ulubieniec. Więcej o nim przeczytacie tu, jednak mogę Wam powiedzieć, że doskonale sprawdzał się zimą i pewnie jeszcze nie raz go kupię.

Masełko The Body Shop o zapachu kandyzowanego  jabłka w mini pojemności 50 ml stosowałam w pracy jako zimowy krem do rąk i sprawdził się całkiem nieźle. Jest trochę tłustawe, jednak zimą przy przesuszonych dłoniach jest to pożądany efekt. No i ten cudowny aromat... :)

Mydełko Cozy Vanilla Cream od Bath&Body Works to typowy produkt tej marki. Zapach genialny, super pieniąca się i mocno detergentowa formuła, przyjemne w użytkowaniu, niestety, przesusza dłonie i jest średnio wydajne.

Antybakteryjny krem do stóp Feet Up Oriflame nie przypadł mi do gustu. Był raczej lekki i przeznaczony na ciepłe pory roku, dla mnie za słaby na noc, a w dzień takich kremów nie stosuję. Pachniał typowo odświeżająco.

Mydło Carex stąło u mnie przy zlewie w kuchni. Dobrze eliminowało kuchenne zapachu, zostawiając czystą skórę. Może trochę przesuszało, ale nie bardziej niż inne drogeryjne mydła.


Delikatna emulsja do higieny intymnej Lactacyd to dla wielu dziewczyn must-have. Jeśli o mnie chodzi, tanśze alternatywy sprawdzają się u mnie równie dobrze. Emulsja dobrze oczyszcza, nie podrażnia, niewykluczone, że do niej wrócę, jeśli spotkam ją w dobrej cenie.

Żele pod prysznic Dove kupiłam dwa, w dużych pojemnościach. Są w porządku, ale chyba mam ich już trochę dość. Bardziej podobała mi się wersja śliwka i kwiat wiśni, zachwalana magnolia i pistacja jakoś mnie nie powaliła na kolana. Oba były kremowe, gęste, nie przesuszały skóry, w promocji można je kupić w niskiej cenie.

Peeling czarna róża marki Tołpa to bardzo przyjemny kosmetyk, który pięknie pachnie i dobrze złuszcza. Na plus również naturalny skład i w miarę dobra dostępność. Jest jednak bardzo niewydajny i przez to drogi.


Mydełko Silk Beauty marki Oriflame pięknie pachnie, skutecznie myje, kupuję je od czasu do czasu i jestem z niego zadowolona.

Potrójnie nawilżający krem do ciała jest intensywnie i wspaniale pachnący a do tego doskonale pielęgnuje skórę. Oprócz wysokiej ceny, niespecjalnego składu trudno mi wskazać jakąś inną wadę tego produktu. Nie wiem dlaczego opakowanie tak brzydko oblazło, nie zdarzyło mi się to z innymi tubkami produktów Bath&Body Works.

Krem do ciała Paradise Oriflame to kolejny dobry nawilżacz do ciała. Nawilżenie jest raczej powierzchniowe i nie zaspokoi potrzeb suchej skóry, ale dla mojej normalnej sprawdzał się doskonale. Szybkie wchłanianie i piękny intensywny zapach to jego duże atutu. Lubię też te pękate słoiczki.


Odżywka i maska Isany z linii Oil Care to solidne, niedrogie dostępne w Rossmannie kosmetyki. Zostawiają cudowny poślizg na włosach i dobrze je pielęgnują. Uwielbiam i regularnie kupuję!

Szampon Ultra Doux dla dzieci Garniera to jakiś żart. Pachnie ślicznie, ale co z tego? Moje włosy aż po nim skrzypiały, skóra głowy niestety też... Nie jestem tak surowa wobec produktów dla dorosłych, ale szampony dedykowane dzieciom powinny być łagodniejsze. Zużyłam je do mycia pędzli, ale więcej go nie kupię. Chociaż zapach był naprawdę wyjątkowo ładny.

Co innego Mixa! Szampon micelarny i łagodny szampon i płyn do kąpieli 2 w 1 tej marki to świetne kosmetyki dla takich wrażliwców jak ja. Pięknie pachną, włosy są po nich dobrze oczyszczone, skóra głowy 'spokojna'. Nie są jednak zbyt wydajne przez ich lejącą konsystencję. Teraz powoli przestawiam się na bardziej naturalną pielęgnację, ale nie wykluczam, że do nich wrócę.

Wcierka rzepa, hmmm..... Nie mogłam się przekonać do jej regularnego używania, dlatego nie będę nic mówić o efektach. Mogę jedynie skomplementować jej wygodny aplikator i zaprzeczyć plotkom, że śmierdzi. Kompozycja zapachowa nie jest najlepszym dziełem sztuki perfumeryjnej, ale naprawdę da się znieść;)

Zużyłam też saszetkę odżywki Klorane z magnolią. Wygładzała włosy (ach te silikony) i ciężko mi więcej powiedzieć po jednokrotnym użyciu. Moje włosy wyglądały po niej raczej dobrze.


Kremik Anti Age Global opisywałam tutaj. Zainteresowanych odsyłam do linka.

Kremowe mleczko do oczyszczania twarzy Oriflame niestety mnie nie oszołomiło. Nie nadaje się do mycia oczyszczania okolic oczu, bo niestety piecze. Nie mam zastrzeżeń co do używania go na resztę twarzy, jednak ja potrzebuję bardziej uniwersalnego kosmetyku.

Serum z kawiorem Bioliq to przykład kosmetyku, który krzywdy nie robi, nie widać jednak spektakularnych efektów podczas jego stosowania. Nie jest drogi, można spróbować, ale nie jest to must have, przynajmniej w mojej opinii.

Micelarny żel nawilżający Be Beauty to dowód na to, że da się zrobić tani, łagodny i skuteczny kosmetyk do mycia buzi. Kupuję go od lat i mam nadzieję, że nigdy nie zniknie z Biedronkowych półek :).

Maseczka z łopianem Oriflame to była jedna z fajniejszych propozycji maseczkowych tej marki. Jak wszystko,co dobre, została wycofana... Oczyszczała skórę, nie przesuszając jej. 



Rozprawiłam się również ze zużytą kolorówką i kosmetykami zalegającymi od dawna w toaletce. Także odrobina saszetek, próbek i trochę produktów niekoniecznie typowo kosmetycznych. Napiszę o nich jednak szerzej w następnej części. :)

Buziaki,
Fifruwajka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...