niedziela, 16 sierpnia 2015

Zużyte w lipcu

Cześć!

Dzisiaj mam kolejną porcję pustych opakowań do obgadania. Z każdym miesiącem jestem coraz bardziej zdumiona ile ja tego zużywam. Dlatego ostatnio coraz bardziej skręcam w stronę naturalnej pielęgnacji, coby w siebie nie ładować zbyt wiele chemii.


Liście Zielonej Oliwki Ziaji to seria, która w mojej pielęgnacji regularnie się przewija. Bardzo lubię płyn dwufazowy, do gustu przypadła mi również  mgiełka tonizująca. Więcej o tej linii napisałam tu.

Krem przeciwzmarszczkowy na noc Royal Velvet od Oriflame to kosmetyk, który kupiłam mamie, ale ją uczulił. Moja skóra natomiast go pokochała. Ma on cudowną miękką konsystencję i pięknie nawilża.

Olejek herbaciany to must have każdej kosmetyczki. Ja miałam akurat ten z Oriflame, ale w każdym sklepie zielarskim można kupić podobnie działający produkt. Stosuję go również do mycia lodówki ;)

Płynów micelarnych Biodermy nikomu nie trzeba przedstawiać. Akurat zużyliśmy z mężem wersję Sebium, która dobrze usuwa makijaż, ale dba także o potrzeby skóry mieszanej i trądzikowej.

Serum Bielendy to hit blogosfery nie bez powodu. Jest boskie! Skóra jest wygładzona, o ujednoliconym kolorycie, zadbana, stosowany z umiarem i pod krem nawilżający nie powoduje przesuszu.

Płyny micelarne BeBeauty to kolejne moje kosmetyczne pewniaki. Są tanie jak barszcz,dostępne w każdej Biedronce, łagodne dla skóry i skuteczne w oczyszczaniu. Czego chcieć więcej?

Kremik Bielendy na dzień z linii Biotechnologia Ciekłokrystaliczna to kolejna mocna pozycja w portfolio kremowym Bielendy. Nawilża, zmiękcza skórę, nie powoduje wysypu krostek, przyjemnie pachnie i dobrze zachowuje się pod makijażem.

Diamentowy płyn do demakijażu Farmony to przeciętniak. Robi swoje, ale znam lepsze (choćby wyżej wymieniona Ziaja). Więcej przeczytacie tu

Filtr Oriflame to bardzo fajny kosmetyk ochronny. Jest dość lekki a jednocześnie skutecznie zabezpiecza przed słńcem Faktor 35, także dość wysoki.


Wingronowy zestaw z Bielendy (masło i peeling) można było kupić rok temu w Biedronce. Oba kosmetyki polubiłam, choć masło było chyba ciut lepsze. Peeling zostawiał parafinową powłoczkę, której nie lubię.

Żele Bath &Body Works mają to do siebie, że pięknie pachną, są niesamowicie wydajne, w cenie regularnej bardzo drogie i potrafią przesuszyć przy długotrwałym stosowaniu. Z Paris Amour nie jest inaczej. Przyjemny dla nosa, dla skóry i portfela - niekoniecznie.

Płyny do higieny intymnej Intima są tak znane, że chyba nikomu nie trzeba ich przedstawiać. Ziaja spisała się - są skuteczne, łagodne i niedrogie. Nic, tylko kupować.


Szampon Zoxin-Med to odpowiednik Nizoralu - i podobnie jak on jest bardzo skuteczny, jeśli chodzi o zwalczanie i profilaktykę łupieżu.

Szampon neutralny Natura Siberica i nawilżający balsam dodający objętości tej samej marki to produkty, które zachęciły mnie do bliższego poznania marki. Są łagodne dla wrażliwej skóry głowy, a włosy są wypielęgnowane, miękkie i błyszczące.

Szampony Alterry jakoś mnie nie zachwycają. Ten z granatem zużyłam ostatecznie jako żel pod prysznic, bo moje włosy i skóra głowy go nie polubiły. Przede wszystkim, trochę podrażniał mi skalp.

Maseczka Caviar od Biovax również nie skradła mego serca. Była w porządku, włosy się lepiej rozczesywały, utrzymywała ich nawilżenie ale znam lepsze produkty.

Podobnie zresztą jak maska keratynowa Biovaxu - wykorzystałam dwie saszetki i oceniam je mniej więcej tak jak tę kawiorową.

Szampon błotny Bielendy to ciekawostka, którą czasem widywałam w sklepach, jednak wyłącznie w formie saszetek. Na jedną się skusiłam i poza ciekawym zapachem, produkt jest do bólu przeciętny. Typowa drogeryjna jakość.

Odżywka Nivei była naprawdę OK, ładnie wygładzała włosy i zostawiała je przyjemnie nawilżone. Nie jestem w stanie wiele więcej powiedzieć na podstawie jednej saszetki.


Mydełko Nature Secrets z żeń-szeniem i marakują z Oriflame to typowy produkt do mycia rąk o ślicznym egzotycznym zapachu. Jest niestety stosunkowo drogie, dlatego warto je kupić tylko w promocji.

Bath&Body Works to całkiem lubiane przeze mnie kosmetyki, ale znowu - drożyzna. Na wyprzedaży lubię zaopatrzyć się w kilka sztuk. Wybieram mydełka z drobinkami peelingującymi, ponieważ lepiej dbają o moje dłonie, nie przesuszają tak jak te piankowe. Olbrzymim ich plusem są przepiękne zapachy, widoczne na zdjęciu śliwka z werbeną oraz gruszka z cydrem również zachwycają. Owocowe, ale wytrawne - coś wspaniałego.

Mydełko Green Pharmacy o zapachu rumiankowym totalnie mnie kupiło. Przyjemna konsystencja, przystępna cena i łagodny, ziołowy zapach, naprawdę śliczny - kupię jeszcze nie raz!

Mydełka Isana kupuję regularnie, bo są tanie i dobre. Do tej pory moim ulubionym było to o zapachu mango-pomarańcza, teraz wolę wariant sensitive, który jest łagodny i pachnie bardzo delikatnie.

Mydełko Silk Beauty z Oriflame pachnie łagodnie i przyjemnie, nie rozmięka, ogólnie całkiem fajnie się sprawdza.


 Podkład Everlasting jest bardzo dobrym produktem, zużyłam już kilka jego buteleczek, polubiłam go za kolor (ładny jasny neutralny beż - odcień Porcelain), konsystencję i naprawdę niezłą trwałość.

Volare Magnolia to śliczny, kwiatowy zapach. Po wykorzystaniu buteleczki 30 ml, skusiłam się teraz na jego pełnowymiarową wersję. Nie jest super trwały, ale niska cena to usprawiedliwia.


Kapsułki Rival de Loop są tak śmiesznie tanie, że naprawdę zaskoczyłam się ich jakością i działaniem, także tym doraźnym. Pięknie wygładzają i nawilżają skórę, kiedy borykałam się podczas przeziębienia suchymi skórkami wokół nosa, te małe 'rybki' pięknie łagodziły skórę.

Chusteczki do demakijażu Pure Nature z Oriflame świetnie ziołowo pachną, skóra jest miękka i odświeżona, ale niestety nie usuwają mocnego makijażu. Kiedy mamy tylko lekko pomalowane tuszem rzęsy, to można sobie jeszcze poradzić, ale cienie, eyeliner, podkład, puder, róż to już jest dla nich za wiele.

Matujący krem korygujący Tołpa, którego próbkę zużyłam, zrobił na mnie całkiem niezłe wrażenie. Skóra faktycznie była matowa, ale nie ściągnięta, ładnie pachniał i makijaż dobrze na nim wyglądał.

Liście Zielonej Oliwki to jedna z moich ulubionych linii Ziaji. Wykorzystałam dwie maseczki nawilżającą (mój hit od wielu miesięcy) i oczyszczającą. Obie spełniają swoje role, są tanie jak barszcz, dostępne w wielu sklepach. Nie słyszałam jednej złej opinii na ich temat.

Effaclar Duo to kremik z kwasami, który cieszy się olbrzymią sławą, nie sposób go jednak należycie ocenić po wykorzystaniu próbki, tego rodzaju kosmetyki pokazują swoje działanie dopiero po kilku tygodniach regularnego stosowania.

Maseczka z białą glinką Eco Care marki Bielenda również pozytywnie zapisała się w mojej pamięci. Jest łagodna, nawilża i wygładza buzię, jeśli jeszcze ją spotkam, pewnie kupię.

Krem Hydra Adapt Garniera zrobił całkiem dobre wrażenie. Nie przetłuścił i nie zapchał mi cery, dobrze się wchłaniał. Stosowałam go na noc, rano buzia była nawilżona.

Rzadko ostatnio piszę, jakiś kryzys przechodzę i ciężko mi się do tego zabrać. Zobaczymy co z tego wyjdzie, mam przeczucie, że to musi po prostu minąć i powinnam wkrótce mieć wiecęj zapału do blogowania.

Buziaki,
Fifruwajka

1 komentarz:

  1. żeli B&BW nie znam, ale parę dni temu zdenkowałam balsam o tym samym zapachu :) i u mnie szampon Alterra granat spisuje się dobrze i lubię do niego wracać

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...