piątek, 26 lutego 2016

Denko - gigant cz.1

Hej,

Dzisiaj przychodzę z kolejnym denkiem. Kosmetyki te 'odkładały się' od wieeelu miesięcy, więc ilość nie jest aż tak imponująca jak na tak długi okres czasu. :) Dla mnie jednak każde denko jest powodem do zadowolenia oraz motywacją do zużywania kosmetyków na bieżąco.

Zdjęcia nie były robione tego samego dnia, więc kosmetyki będą się powtarzać.O każdym produkcie napiszę tylko raz, żeby nie przedłużać, więc jeśli coś zostanie pominięte, wyżej w poście powinno dać się znaleźć.


Pasty Himalaya Herbals towarzyszą mi od jakichś dwóch lat i pozostaję im wierna. Moją ulubioną jest Sparkly White, która dobrze oczyszcza (i łudzę się, że może coś wybiela). :)

Od dłuższego czasu stosuję też płyn do płukania ust Sylveco. Mocno odświeżający smak i sporo naturalnych ekstraktów sprawia, że jest nie tylko łagodny dla śluzówki, ale i przyjemny w użyciu.

Co do nici dentystycznych, widoczne na zdjęciu Elgydium i Colgate uważam za średniaki, w dalszej części posta przedstawię Wam mojego ulubieńca.


Płyn do kąpieli Babydream fur Mama to hit ostatnich miesięcy. Z uporem maniaka zużywam go na wszelkie możliwe sposoby - do mycia włosów, ciała i twarzy. Uwielbiam jego łagodność, śliczny, subtelny zapach i 'miękką' konsystencję. I cenę - zawsze kupuję go w promocji za około 6-7 zł. Butelka ma 500 ml. Najbardziej jednak lubię stosować go do twarzy - delikatnie oczyszcza, zostawiając skórę nawilżoną.

Żele pod prysznic B&BW przepięknie i intensywnie pachną, są super wydajne, mocno się pienią, niestety kosztują bardzo dużo i od strony składowej nie są warte tej ceny. Peach & Honey jest doskonałym reprezentantem.W zasadzie to czysty detergent i zkompozycja zapachowa - cóż, po okresie fascynacji marką, coraz mniejszą mam chęć na wizytę w tym sklepie.

Dla odmiany, w The Body Shop jestem niezmiennie zakochana. Peeling jagodowy podbił me serce na amen. Cudowne drobinki ścierające (pestki owoców) zatopione w cudownie pachnącej kisielo-galaretce zapewniały dobry efekt na skórze i przyjemne stosowanie. 

Peeling do biustu Push Up również zapisał się na plus, chociaż z drugiej strony to nie kosmetyk pierwszej potrzeby. Był bardzo łagodny dla tych delikatnych okolic, przyjemnie kremowy, a jednocześnie skuteczny. Niestety, znów drożyzna i nie spodziewam się zakupu podobnego produktu.

Żele Alterra generalnie lubię, jednak wersją z plumerią jakoś niespecjalnie mnie oczarowała. Z tego co wiem jest wycofana i nie będę tęsknić.

Żel do higieny intymnej Biolaven był super - bardzo łagodny, o przyjemnym zapachu, świetnym składzie. Myślę, że wejdzie na moją stałą listę zakupów.


Odżywka Pharmaceris do włosów wypadających to średniak. Ciężko mi nawet opisać jaka była, bo nie zostawiła po sobie większego wrażenia. Żadnej szkody, żadnego większego pożytku.

Inaczej było w przypadku maski Biovax z algami i kawiorem, która zostawiała włosy wyraźnie bardziej nawilżone, jednak nie wyróżniła się na tyle, bym chciała do niej jeszcze wrócić.

Niespecjalnie polubiłam się z też z odżywką Rainforest Moisture z The Body Shop. Niestety, to kolejny przeciętniak. Nic specjalnego za dość wygórowaną cenę.

Lepiej sprawdził się szampony The Body Shop - Rainforest Balance i Banane, oba dobrze oczyszczały, ale w łagodny i bezpieczny dla wrażliwej skóry głowy sposób.

Kolejne podejście do odżywki Alterra pozostawia mnie z tym samym przekonaniem co zawsze - kiedy nie wiadomo co kupić, albo budżet jest ograniczony, można po nią siegnąć, bo jest tania i dobra, cudów jednak nie czyni, jeszcze pewnie nie raz po nią sięgnę.

Saszetka szamponu Klorane - kiedyś kupowałam produkty tej marki, jednak ceny i brak efektów pielęgnacyjnych mnie zniechęciły. Saszetka jednak sprawdziła się w podróży, pełnowymiarowego produktu nie kupię.


Mydło do rąk z Piotra i Pawła kupiłam z ciekawości, niestety jakość jest marketowa - piękny zapach, niestety bardzo wysusza ręce.

Mydełka Alterra w kostce uwielbiamy razem z mężem, są delikatne, tanie, naturalne, mają szeroką gamę zapachów i od dawna królują w naszej łazience.

Mydło w płynie Alterry też było bardzo fajne, niestety zostało ono wycofane z Rossmannów. Szkoda, bo jak zobaczycie niżej, regularnie je kupowałam.

Mydełko Discover z Oriflame pięknie owocowo pachniało i nie przesuszyło nam dłoni. Ze względu na cenę wybieram jednak Alterrę.


Kolejnym kosmetykiem z Alterry był krem na noc, który również dobrze się u mnie sprawdził. Ładnie nawilżał cerę i nie spowodował wysypu niedoskonałości, czego się obawiałam. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to konsystencja, produkt był jakby odrobinę tępy, jednak udało mi się do tego szybko przyzwyczaić.

Tonik Fitomed chętnie kupię przy najbliższej okazji, był łagodny dla skóry, oraz bardzo przypadł mi do gustu jego zapach.

Peeling bardzo mocny Ziaji recenzowałam tu

Do żelu micelarnego z Biedronki co jakiś czas wracam, jest dleikatny dla skóry, skuteczny i niedrogi, łatwo dostępny, bo Biedronka jest chyba już na co drugiej ulicy.


Wykorzystałam też parę próbek. Lekkie kremy Sylveco miałam we wszystkich wariantach: brzozowy, nagietkowy i rokitnikowy. Wszystkie są dość podobne, lekkie i nawilżające. Najbardziej chyba przypadł mi do gustu rokitnikowy, ale nie różniły się one między sobą jakoś bardzo. 

Krem na dzień Biolaven również był dość podobny pod względem konsystencji i doraźnego działania, a także pięknie pachniał. Kupiłam już pełnowymiarowe opakowanie.

Maseczka Beauty Formulas z czekoladą to raczej bajer niż solidny kosmetyk. Miała mega przyjemną piankową konsystencję, cudowny kakaowy zapach, ale skóra po zmyciu nie była 'wow', nie potrafiłam dopatrzeć się efektu.

Maski Lomi Lomi to typowe produkty nawilżające w płacie rodem z azjatyckiej pielęgnacji, mocno nawilżające skórę. Czekam aż nasz rodziny rynek zareaguje i wyprodukuje tańszą i może bardziej 'eko' alternatywę, bo cena 6 zł w Hebe za jednorazowy produkt o średnim składzie tak sobie do mnie przemawia.


Udało mi się również wykończyć 3 kremy do rąk.

Najlepszy był rodzimy Evree, ktory ine tylko pięknie pachniał, ale i działał na skórę rąk, nawilżając ją i zostawiając delikatny film. 

Krem Oasis (Oriflame) i The Body Shop o zapachu truskawki były lejące i niewiele robiły ze skórą. Pięc sekund po nałożeniu kremu ręce znów były ściągnięte. Nie myję garów cały dzień, mam zmywarkę, ale te kremy nie radzę sobie nawet z nawilżeniem skóry po zwykłym myciu rąk (fakt, że myję ręce często, bo mam zwierzaka, ale zawsze...).

Masełko truskawkowe The Body Shop również zużyłam jako krem i w tej roli spisało się lepiej niż krem 
tej samej marki. Pachniało ślicznie i dawało skórze faktyczne nawilżenie, systematyczna aplikacja wystarczała by dłonie były w dobrej kondycji.

Olejki eteryczne to u mnie w domu produkt pierwszej potrzeby. Inhalacje, sprzątanie, prasowanie, kąpiele, mają miliony zastosowań. Olejek herbaciany dodatkowo działa na wypryski. Muszę mieć jeden w domu, inaczej się nie da po prostu!

Balsam Catrice był wspaniały. Pięknie wyglądał na ustach, kosztował niewiele i pewnie byśmy się zaprzyjaźnili na dłużej gdyby nie zepsuł mi się przed terminem ważności. Kupiłam egzemplarz zafoliowany, przechowywałam go w kuferku, gdzie jest sucho i nie ma dostępu światła, także bardzo mnie to zabolało, że po paru miesiącach wylądował w denku. Jakoś nie mam ochoty kupować teraz kolejnego.


Kilka kosmetyków do paznokci, które zużyłam lub nie... ale już czas żeby się ich pozbyć. 

Krem do paznokci Yves Rocher stosowałam na noc i przy odrobinie regularności widziałam rezultaty. 

Niestety, odżywka Oriflame Nail Boost jakoś nie zrobiła na mnie większego wrażenia, chociaż też nie nazwałabym jej bublem, coś tam jednak robiła...

Inaczej bylo jednak z żelem do skórek tej samej marki, który nic nie robił. Strata czasu i pieniędzy.

Za chwilę umieszczę kolejną część (części), w każdym razie w ostatniej dopiero spodziewajcie się jakiegoś podsumowania.

Na razie,
Fifruwajka

2 komentarze:

  1. Pasty z himalaya zamierzam wypróbować, a mydełka Alterry bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pasty Himalaya polecam. Mydełka są the best. Dziś idę dokupić kolejne, bo mi się zapas wyzerował.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...